Deklaracja dotycząca rozmieszczenia międzynarodowych sił zbrojnych w Ukrainie po zakończeniu wojny została podpisana we wtorek w Paryżu przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, prezydenta Francji Emmanuela Macrona i premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera. Wspólny dokument powstał po spotkaniu tzw. koalicji chętnych i zawierał pięć kluczowych elementów.
W deklaracji podkreślono, że międzynarodowe siły mają wspierać ukraińską armię w zapewnieniu bezpieczeństwa „w powietrzu, na morzu i na lądzie”. Stacjonowanie tych jednostek ma na celu ochronę granic i utrzymanie pokoju w regionie. Kluczowym elementem jest monitorowanie zawieszenia broni, nad czym czuwać będą Stany Zjednoczone.
Tragedia w Jerozolimie. Autobus wjechał w tłum. Nagranie mrozi krew w żyłach
Deklaracja zakłada również zobowiązanie państw do reagowania na ewentualne kolejne działania ze strony Rosji. Dokument podkreśla potrzebę długoterminowej współpracy w zakresie obronności.
Były naczelny dowódca Ukrainy szykuje się do walki o prezydenturę?
„Odważne stanowisko” Europy wobec Ukrainy
Według płk. rez. Macieja Matysiaka, byłego zastępcy szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego i eksperta fundacji Stratpoints, paryski dokument to deklaracja, polegająca na pokazaniu europejskiego stanowiska.
– To również pokazanie stronie amerykańskiej, że Europa stoi przy Ukrainie mocno. Oczywiście, jeśli Rosja się na to nie zgodzi, a wcześniej komunikowała, że się nie zgodzi, to pomysł może wylecieć do kosza. Ale tu i teraz jest to odważne stanowisko. Francja i Wielka Brytania mówią Rosji głośno: Europa jest gotowa na formę wsparcia wojskowego. To wzmacnia Ukrainę – mówi Wirtualnej Polsce.
– Tym bardziej, że stanowisko amerykańskie w kwestii gwarancji bezpieczeństwa jest bardzo mgliste. Nie wiadomo, czy mają mocne karty, czy ich nie mają. Dlatego – choć to tylko deklaracja – jest ona bardzo istotna. Również dlatego, że miała miejsce przy udziale innych, europejskich państw, w tym Polski. One również deklarują wsparcie dla Kijowa – dodaje były wojskowy.
Trudny początek roku dla Ukrainy. „Zastanawiam się nad postawą Trumpa”
By Rosja nie odważyła się ponownie uderzyć
Zdaniem płk. rez. Matysiaka, Paryż i Londyn zgłaszają gotowość do silnego wparcia Kijowa po zawieszeniu broni, mając świadomość że jest to element dłuższego procesu.
– To też element gry politycznej, oczekiwania na reakcję Rosji. To pokazywanie, że Europa jest gotowa wysłać swoich żołnierzy do Ukrainy po porozumieniu pokojowym. Tak, żeby nie doprowadzić do powtórki z 2014 r. i 2022 r. I żeby Rosja nie odważyła się ponownie uderzyć na Ukrainę – podkreśla rozmówca Wirtualnej Polski.
Według prezydenta Macrona, po ewentualnym zawarciu zawieszenia broni w wojnie z Rosją, kilka tysięcy francuskich żołnierzy mogłoby zostać wysłanych na Ukrainę w roli sił pokojowych. Francuski przywódca, przemawiając w telewizji France 2, wyjaśnił, że wysłanie francuskich żołnierzy odbyłoby się „w ramach operacji zagranicznych” i nie wiązałoby się z udziałem w walkach.
Przywódca Francji podkreślił, że chodzi o siły reasekuracyjne, mające wspierać bezpieczeństwo porozumienia. Zgodnie z deklaracjami, siły te nie miałyby brać bezpośredniego udziału w walkach ani wchodzić w kontakt bojowy z wojskami rosyjskimi.
Pokój w Ukrainie jest naprawdę „na horyzoncie”? Gen. Koziej: Tusk mnie zaskoczył
Dołączy Ankara?
Według niemieckiego dziennika „Die Welt”, żeby zabezpieczyć ewentualne zawieszenia broni w Ukrainie, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy może zostać wysłanych 10-15 tys. żołnierzy z Europy.
„Francja i Wielka Brytania są gotowe uczestniczyć w monitorowaniu zawieszenia broni nawet bez mandatu ONZ lub Unii Europejskiej. Nadzór nad zawieszeniem broni z powietrza i morza miałyby zapewnić państwa sąsiadujące z Ukrainą. W planach jest też zaangażowanie Turcji. Ankara mogłaby monitorować region Morza Czarnego” – czytamy w „Die Welt”.
Rosyjskie marzenia o wielkości. Rozpad imperium traktują jako dramat
„Amerykańskie gwarancje są papierowe”
Jak podkreśla płk rez. Matysiak, na obecnym etapie mamy za mało szczegółów, żeby mówić o tym, jak taka akcja wysłania wojsk miałaby wyglądać.
– Nie wiemy, w jakim formacie, w jakiej ilości, gdzie i jak miałoby się to odbywać. Wcześniej mówiono o ok. 30 tys. żołnierzy. Teraz być może ta liczba ulegnie zmianie. Kreml już wcześniej kategorycznie sprzeciwiał się stacjonowaniu wojsk NATO w Ukrainie w ramach jakiegokolwiek porozumienia pokojowego. Rosyjskie władze wielokrotnie sygnalizowały, że uznają taki ruch za bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Liczba żołnierzy może być w tym kontekście bardzo ważna – ocenia były wiceszef SKW.
Jego zdaniem, choć deklaracje Paryża i Londynu są bardzo ważne, perspektywa ich realizacji pozostaje na razie odległa.
– Co nie zmienia faktu, że dzisiaj bardziej bym wierzył Europie, że jest w stanie zapewnić gwarancje bezpieczeństwa, aniżeli Stanom Zjednoczonym. Amerykańskie gwarancje są bardziej papierowe niż europejskie. Jest to też efekt działalności administracji Donalda Trumpa. Waszyngton obecnie bierze udział w koncercie mocarstw, a nie skupia się na zawieszeniu broni w Ukrainie – komentuje były wojskowy.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski