Ousmane Sow dostał zgodę od szefów Górnika na opuszczenie klubu i dołączenie do Broendby. Duńczycy zapłacą za niego trzy mln euro.
Tomasz Włodarczyk z portalu „Meczyki” informował, że o zawodnika starało się też Portsmouth i Viktoria Pilzno. Sow kierunek angielski odrzucił, a dla Czechów nie był numerem jeden wśród skrzydłowych. 26-letni Senegalczyk od początku był zdecydowany na Broendby. W Górniku wobec determinacji zawodnika nie chcieli mu robić przeszkód. Do tego doszła też kalkulacja.
Sow ma za sobą udane półrocze, ale tak naprawdę w jego karierze to pierwsza tak obfita w gole (dziewięć) runda. Czy może taką powtórzyć? To zawsze niewiadoma. Przez rok zagrał w Ekstraklasie 29 razy, zdobył osiem bramek. Jesienią pomogło mu zaufanie Michala Gasparika i indywidualne podejście do skrzydłowego. Pewnie, że Górnik mógł nie sprzedawać Sowa, bo traci wartościowego gracza. Ale cały czas trzeba pamiętać o finansowym garbie z przeszłości, który w Zabrzu muszą spłacać. Dla Górnika transfer Sowa to też kolejny argument na przyszłość w rozmowie z następnymi talentami — przyjdź do nas, wypromuj się, a nikt nie będzie robił problemu ze sprzedażą. Sow dołącza do wytransferowanych Lawrence’a Ennaliego, Szymona Włodarczyka czy Daisuke Yokoty. Do Górnika przyszedł rok temu z Lierse SK i kosztował 225-240 tys. euro (płatne w ratach).
Wicelider z Zabrza traci Sowa, ale zadbał też o wzmocnienia. Ze Sparty Praga przyszedł Lukas Sadilek, a z Realu Oviedo wypożyczono Brandona Dominguesa.
Lukas Sadilek (Foto: Oliver Kaelke/DeFodi Images / newspix.pl)
Transferem 29-letniego Sadilka, który ze Spartą dwukrotnie wygrał mistrzostwo Czech, Górnik zabezpiecza się na wypadek odejścia Patrika Hellebranda. To też reakcja górników na końcówkę rundy i gorsze wyniki, kiedy w czterech ostatnich ligowych meczach zdobyli punkt. Zespół odczuł wtedy nieobecność w środku pola najpierw Hellebranda (pauzował za żółte kartki), a później kontuzjowanych Jarosława Kubickiego i Lukasa Ambrosa.
Dyrektor sportowy Górnika Łukasz Milik wielokrotnie kursował do Pragi, żeby przekonywać Sadilka i jego otoczenie do zmiany klubu. Zabiegi okazały się skuteczne, choć Sadilek otrzymał też ofertę ze Slovana Bratysława. Uznał jednak, że skoro już porozumiał się z Górnikiem, to dotrzyma słowa.
Z kolei wypożyczony Domingues może zagrać jako skrzydłowy lub ofensywny pomocnik, który na tej pozycji będzie rywalizować z Ambrosem.
Zabrzanie dopięli swego z Patrykiem Warczkiem, prawym obrońcą Stali Rzeszów, któremu w czerwcu wygasa kontrakt. Jego nowym klubem będzie Górnik. Zabrzanie mocno starali się o tego zawodnika już rok temu, proponowali Stali z bonusami około 400 tys. euro, ale rzeszowianie twardo obstawali przy kwocie pół mln euro. Teraz karty są już w rękach Górnika.
Zabrzanie nieustannie rozglądają się za napastnikiem, który rywalizowałby z Sondre Lisethem. W Górniku szukają też dyrektora akademii, który wspomógłby Tomasza Staniego. Jednym z kandydatów, z którym rozmawiano, był Marek Wasiluk, ale ostatecznie zdecydował się na pracę w sztabie Marka Papszuna w Legii.
Były skaut Manchesteru United ma zbudować dział w Motorze Lublin
Pracę w Motorze zakończył dyrektor sportowy Paweł Golański, a jego następcą został Veljko Nikitović. Pytanie, kiedy będzie mógł rozpocząć robotę w Lublinie, bo do końca tego sezonu wiąże go kontrakt z Arką. Zbigniew Jakubas w pierwszej części rozmowy z Przeglądem Sportowym Onet zapowiada również budowę działu skautingu, za który ma odpowiadać „doświadczona osoba”. Według naszych informacji ma nim zostać Piotr Sadowski, były skaut Blackburn Rovers i Manchesteru United.
Piotr Sadowski (Foto: Archiwum prywatne)
— Teoretycznie budowę skautingu natychmiast powinien rozpocząć Paweł Golański. Nie zrobił tego, nie zbudował tego działu. Teraz wspólnie z nowym dyrektorem sportowym będziemy go budowali — deklaruje Jakubas w rozmowie z PS Onet. — Potrzebujemy kilku osób, najlepiej ze środowiska lubelskiego. Każdy zawodnik pozyskiwany do Motoru będzie obserwowany na żywo w kilku meczach. Test oka. Nikitović powiedział, że praktycznie żaden zawodnik nie powinien trafić do pierwszej drużyny, jeżeli nie będzie obserwowany przynajmniej przez kilkaset minut na boisku. To są nawet trzy-cztery mecze. Ktoś musi go w tych meczach zobaczyć — przekonuje właściciel Motoru.
Na pewno w wielu meczach oglądany był Luqinhas, o którego stara się Motor. Zresztą nie jako jedyny w Ekstraklasie. O 29-letnim pomocniku myśleli też w Płocku, ale nie byli w stanie przekonać go warunkami finansowymi. Bardzo mocno zabiega o niego Goncalo Feio, który prowadził go w Legii, a teraz chciałby kontynuować współpracę w Radomiaku. Dziennikarz Gustavo Guimaraes poinformował na platformie X również o zainteresowaniu Cracovii.
Korona chciała mistrza Polski z Jagiellonią. Transfer był blisko
W tym roku czternastu z osiemnastu ekstraklasowiczów do rundy rewanżowej będzie szykować się w Turcji. Jako pierwsi przenieśli się tam piłkarze Korony. Kielczanie po urlopach zebrali się 2 stycznia, przeszli testy funkcjonalne, a następnego dnia wsiedli do samolotu i na trzy tygodnie polecieli do Turcji.
— Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego roku chcieliśmy szybciej zapewnić piłkarzom dobre warunki do treningu — opowiada Paweł Tomczyk, dyrektor sportowy Korony. — W zeszłym roku początek przygotowań tradycyjnie spędzaliśmy w Polsce. Mieliśmy utrudnione warunki, spadł śnieg i był kłopot z boiskiem, ćwiczyliśmy na połowie. Po treningach na sztucznej murawie później pięciu naszych piłkarzy narzekało na urazy. Teraz chcieliśmy tego uniknąć, stąd decyzja o dodatkowym tygodniu w Turcji. Przywitało nas słońce, ćwiczymy w dobrych warunkach dwa razy dziennie, a piłkarze są zadowoleni. Po pierwszym tygodniu zmienimy hotel i przeniesiemy się do Antalyi.
Z koroniarzami poleciał Mariusz Stępiński, który przyszedł z Omonii Nikozja. Dla niego to pierwszy zimowy okres przygotowawczy od dziesięciu lat. W 2016 r. przeniósł się z Ruchu do Nantes i od tamtej pory występował we Francji, Włoszech i na Cyprze, czyli krajach, gdzie w styczniu gra liga i nie wyjeżdża się na obozy.
Mariusz Stępiński (Foto: Paula Duda / Korona Kielce / BRAK)
Korona pytała o tego piłkarza już latem 2024 r., kiedy pracę w Kielcach zaczynał Tomczyk, ale wtedy był dla niej nieosiągalny — zarówno jeśli chodzi o jego kontrakt, jak i oczekiwania transferowe Omonii.
Przez półtora roku wiele się zmieniło w Koronie, jak i u Stępińskiego. Kielczanie mają nowego właściciela i stać ich na transfer za 800 tys. euro, z kolei pozycja Stępińskiego w Omonii osłabła — jesienią zagrał raptem w 9 meczach (250 minut). Na przełomie listopada i grudnia poleciał do niego Tomczyk, żeby porozmawiać o transferze do Korony. Stępińskiego interesowała przede wszystkim możliwość grania. Obie strony dążyły do tego, żeby szybko zamknąć negocjacje i przenosiny 30-latka ogłoszono przed świętami Bożego Narodzenia.
Korona rozgląda się jeszcze za środkowym pomocnikiem. Kielczanie kontaktowali się z Arką w sprawie Kamila Jakubczyka, ale oczekiwania finansowe gdynian na dziś są dla nich nie do przeskoczenia. Jesienią tego piłkarza oglądali też skauci Rakowa.
Tomczyk rozmawiał również z Nene, byłym piłkarzem Jagiellonii. Portugalski pomocnik jest związany z naszym krajem, ma żonę z Polski (w grudniu brał ślub we Wrocławiu). Oferta Korony była dla niego atrakcyjna, jednak na ostatniej prostej przebił ją Johor Darul Ta’zim FC. 11-krotny mistrz Malezji zaproponował 30-latkowi tak wysoki kontrakt, że Korona nie była w stanie do niego się zbliżyć.
Adrian Siemieniec związał się z międzynarodową agencją menedżerską. W rozmowy włączył się syn znanego trenera
Adrian Siemieniec związał się z agencją menedżerską SEG, która reprezentuje interesy m.in. Pepa Guardioli, Robina van Persiego czy Erika ten Haga. Wśród jej klientów znajdziemy też polskich piłkarzy: Bartosza Kapustkę, Mateusza Klicha, Karola Borysa, czy Patryka Dziczka.
Atutem SEG są międzynarodowe kontakty. Agencja ma siedzibę w Amsterdamie oraz biura w Londynie, Barcelonie, Mediolanie i Gironie. Reklamuje się, że pracuje dla niej 180 agentów. W rozmowy z Siemieńcem włączył się Maikel Stevens, syn uznanego w Holandii trenera, Hubba.
Adrian Siemieniec (Foto: Kamil Swirydowicz / Cyfrasport)
Co związek z SEG oznacza dla Siemieńca? To, że przez ludzi z agencji został zakwalifikowany jako trener, który w przyszłości może pracować w mocniejszej lidze niż Polska. Doceniono m.in. wyniki Jagiellonii w Lidze Konferencji — w zeszłym sezonie doszła w niej do ćwierćfinału, a w obecnej edycji zremisowała ze Strasbourgiem i AZ Alkmaar oraz nieznacznie przegrała z Rayo Vallecano. Po tym ostatnim meczu Siemieńca komplementował trener Hiszpanów, Inigo Perez.
Jagiellonia konkretyzuje projekt klubu filialnego i chce wysłać posiłki do Kalisza
Jagiellonia szuka już trenera, ale na razie do trzecioligowych rezerw, które opuścił Tomasz Kulhawik. Wśród trzech kandydatów był Marcin Matysiak (były trener ŁKS-u i Znicza Pruszków), ale on na Podlasie się nie przeniesie. Dzisiaj ma zapaść decyzja, kto wiosną poprowadzi następców Oskara Pietuszewskiego.
Od dawna po głowie dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego chodzi pomysł klubu filialnego dla Jagiellonii. Przewijały się nazwy Górnika Łęczna i Pogoni Siedlce, ale konkretniejsze działania zaczęły się z KKS Kalisz. Żeby wykonać kolejny krok, to teraz Kaliszanie muszą utrzymać się w II lidze. Po jesieni zajmują 16. miejsce. Na wiosnę prawdopodobne są posiłki z Białegostoku, bo Jaga może im wypożyczyć Tokiego Hirosawę i Eryka Kozłowskiego.
Legia zapłaciła 400 tys. euro za Marco Burcha i w teorii ten transfer miał sens. Teraz oddała go bez żalu
W Legii trwa weryfikacja kadry przez Marka Papszuna i jej okrajanie. To zrozumiałe, patrząc na to, co czeka legionistów wiosną. Ponieważ pożegnali się z Ligą Konferencji i Pucharem Polski, do rozegrania zostało im szesnaście meczów. Dla porównania — jesienią zagrali 34 spotkania. Rozbudowana kadra nie jest im teraz potrzebna, a z klubem pożegnali się już Noah Weisshaupt, któremu skrócono wypożyczenie z Freiburga oraz Marco Burch, który przeniósł się do Servette Genewa.
Burch trafił do Legii dwa i pół roku temu. W teorii ten ruch wydawał się przemyślany — 23-latek regularnie występujący w FC Luzern i z przeszłością w reprezentacji Szwajcarii U-21 (13 meczów, dwa występy w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w 2023 r.). Legia starała się o niego wcześniej, ale na początku Szwajcarzy wyceniali go na milion euro. Problemy zdrowotne spowodowały, że cena spadła i ostatecznie Legia po awansie do fazy grupowej Ligi Konferencji w sezonie 2023/24 zapłaciła za niego 400 tys. euro. Zawodnikiem interesował się też Hannover 96 i Hansa Rostock, ale Niemcy chcieli go wykupić i od razu wypożyczyć na sezon, co nie przekonało zawodnika. Legia kusiła za to występami w europejskich pucharach, historią sprzedażową Maika Nawrockiego (środkowy obrońca, który odszedł do Celticu) oraz niemieckojęzycznym trenerem Kostą Runjaiciem.
Marco Burch (Foto: Piotr Kucza / FOTOPYK)
Pobyt Burcha w Legii wypadł znacznie poniżej oczekiwań. Miał problemy z przystosowaniem się do fizyczności w Ekstraklasie i przegrał w Legii rywalizację na środku obrony. Przez dwa lata w stolicy uzbierał szesnaście meczów (w sezonie 2023/24 na kilka miesięcy zastopowała go kontuzja), lepiej szło mu na wypożyczeniu w Radomiaku, gdzie przez trzy i pół miesiąca dwunastokrotnie wychodził na boisko. Teraz jego zadaniem będzie pomóc Servette, które w 12-zespołowej lidze szwajcarskiej zajmuje trzecie miejsce od końca.
GKS Tychy szaleje na transferowym rynku. Możliwe trzecie wzmocnienie z Wieczystej Kraków
Zaglądamy do pierwszej ligi, gdzie sporo dzieje się w ŁKS-ie. Zielone światło na odejście z klubu dostali Miłosz Szczepański i Husein Balić. Z nowych piłkarzy w ŁKS-ie widzieliby Hide Vitalucciego (Arka) i Michała Kaputa (Radomiak). Poszukiwany jest też środkowy obrońca. Jesienią w kontekście wypożyczenia przewijały się nazwiska Wojciecha Mońki (zanim zaczął regularnie grać w Lechu) i Pascala Meyera (Motor), a teraz Jana Leszczyńskiego, który jedzie z pierwszą drużyną Legii na obóz do Hiszpanii, gdzie przyjrzy się mu Marek Papszun. Gdyby okazało się, że wiosną dla 18-latka nie ma miejsca w kadrze Legii, wtedy warszawski klub może rozważyć jego wypożyczenie. Pytanie, czy nie zechce wtedy ogrywać nastoletniego obrońcę w Pogoni Grodzisk Mazowiecki, gdzie spora ekipa młodych legionistów zdobywa już doświadczenie.
Jan Leszczyński (Foto: Marcin Szymczyk / FOTOPYK)
Na transferowym rynku mocno rozpycha się GKS Tychy, który ściągnął już m.in. dwóch piłkarzy z Wieczystej Kraków — Pawła Łysiaka i Daniego Sandovala. Trzecim zawodnikiem może być Michał Trąbka, którym GKS też się interesuje.
Odra Opole wypożyczyła Oliviera Sukiennickiego z Wisły Kraków z opcją wykupu, stara się również o Krystiana Palacza, który dostał zgodę na odejście z Motoru. Opolanie zabiegali o Macieja Rosołka z GKS-u Katowice, ale napastnik niespecjalnie przychylnie patrzy na przenosiny do pierwszej ligi. Trudnością dla Odry okazały się też jego wymagania finansowe, których nie mogła spełnić. W Opolu myśleli o wypożyczeniu 18-letniego Kamila Jakóbczyka z rezerw Lecha (13 goli w 14 meczach), ale w Poznaniu zastrzegli, że zawodnik będzie im potrzebny do realizacji założonego celu, czyli awansu do II ligi. Druga drużyna Kolejorza zajmuje 4. miejsce.