Sam fakt rangi pojedynku, czyni z sobotniego starcia Damiana Knyby z urzędującym, tymczasowym mistrzem świata Agitem Kabayelem, „walkę roku” dla polskich kibiców. Nie mówiąc już o tym, co by się stało, gdyby niepokonany rodak (17-0, 11 KO), kiedyś próbujący swoich sił jako dyskobol, pokonał na punkty lub przed czasem starszego o cztery lata przeciwnika (26-0, 18 KO).
Menedżer Knyby zaskoczony warunkami w Niemczech. Oto prawda
Ktoś powie – przecież to mrzonki. Warto jednak pamiętać, że waga ciężka rządzi się specyficznymi prawami. Tutaj jeden cios, a siła Polaka jest bezdyskusyjna, może sprawić, że czołowy „ciężki” świata znajdzie się w tarapatach. Kabayel prezentuje szalenie wymagający styl, nie jest wirtuozem jak Usyk, ale wywiera nieustanną presję, cały czas idzie do przodu, zadaje wielu ciosów, a jego „popisowym daniem” są niszczycielskie bomby na korpus. W ten sposób złamał już wielu rywali, łącznie z ostatnimi, którzy byli dla Niemca kurdyjskiego pochodzenia największym wyzwaniem.
On sam jednak także zaczynał z pozycji „underdoga”, więc rację może mieć Damian Knyba – co podkreślił na konferencji prasowej – iż nie spodziewa się zlekceważenia ze strony zawodnika gospodarzy. Właśnie dlatego, że nie zdążył zapomnieć o tym, gdy całkiem niedawno sam musiał udowadniać swoje klasę. Dziś w podobnym położeniu jest Polak. Oby z podobnym efektem, co oznaczałoby, że bylibyśmy świadkami historycznego sukcesu rodzimego pięściarza w królewskiej kategorii wagowej.
W ostatnich dniach głośno zrobiło się o sprawie procesu akredytacyjnego, który w zasadzie w całości wykluczył polskich dziennikarzy z obecności na gali. Dostali oni tylko zaproszenie na tzw. Fight Week, czyli wydarzenia od środy do piątku, ale to w końcu marne pocieszenie. Interia zgłębiła temat w rozmowie z głównym doradcą pięściarza, Erykiem Rachwałem, który złościł się nie na żarty. – Czekam na lekcję pokory dla Niemców, bo za bardzo cwaniakują i są za bardzo pewni siebie. Nie wpuszczają na walkę żadnych polskich mediów, a podobny numer zrobili z biletami, od razu mając zarezerwowane praktycznie wszystkie dla swoich. Przez to dużo Polaków nie mogło kupić wejściówek. Wiesz ilu znam ludzi, którzy chcieli kupić bilet, a nie mogli? Bardzo mi się nie podoba ich zachowanie – irytował się nasz rodak, który z New Jersey także przyleciał do Oberhausen.
Identyczną podróż do Niemiec, z takim samym międzylądowaniem w Irlandii, odbył menedżer Knyby Łukasz Kownacki. Interia skontaktowała się z bratem naszego do niedawna numeru jeden w wadze ciężkiej, Adama Kownackiego. Właściciel Kownacki Management podkreślił przede wszystkim wielkie zaskoczenie, wynikające z faktu, jak jako team są traktowani na miejscu.
– Na miejscu jesteśmy bardzo mile widziani, każdy traktuje nas bardzo w porządku. Słyszałem różne historie, jak choćby takie, że tutaj jest bardzo niebezpiecznie i na kilka rzeczy trzeba uważać, ale naprawdę nie mogę powiedzieć nic złego. Wszystko jest tak, jak być powinno. Nawet mogę powiedzieć, że w porównaniu do gal innych promotorów, na razie wszystko jest na fajnym poziomie. Mieszkamy w samym centrum Oberhausen, „z buta” można iść na arenę, wszystko mamy blisko i na miejscu – podkreślił Łukasz Kownacki.
Z kolei w kwestii akredytacji, słysząc docierające do siebie rozgoryczenie ze strony dziennikarzy, Kownacki zakasał rękawy. I szybko sprawił, że początkowe „nie” Niemców, pokracznie uzasadniane małą liczbą miejsc dla mediów, zaczęło ewoluować.
– Dziennikarze, którzy odezwali się do mnie, już mają wejście. Szkoda tych, którzy dostali odmowę i zdążyli zmienić plany. Myślę, że wokół tej sprawy pojawiło się jakieś niezrozumienie i sprawa zyskała rozgłos. Czym to sobie tłumaczę? Dawno nie organizowali w Niemczech takiej gali, pracują też z nową komisją, więc wszystko jest dla nich nowe. Szczerze mówiąc z uwagi na święta i nowy rok, aż do poniedziałku kontakt z nimi był bardzo, bardzo słaby. W końcu, gdy z nimi pogadałem, wykazali zrozumienie. Podałem im nazwiska i wszystkich zaprosili – mówi nam Kownacki.
Docenia także fakt, że gospodarze nie wywinęli numeru jeśli chodzi o ring i ma on być taki, na jaki się umawiano. A także nie ma sprzeciwu w kwestii rękawic, które wybrał sobie Knyba. Tym razem postawił na markę „Leone”, którą polubił podczas przygotowań, a wcześniej boksował w tych z logo Everlast lub Rival.
– Damian naprawdę jest gotowy, czuję się pewnie jak zawsze, jest przyzwyczajony do kamer. Toczył już walki wieczoru i występował na większych walkach przy dużych nazwiskach, więc to nie jest dla niego coś nowego. Wiedzieliśmy, że w końcu ten moment nadejdzie i przygotowywaliśmy się tak, żeby w takiej chwili nie stresować się całą otoczką – zapewnia menedżer.
Jeśli Knyba pokona Kabayela, w jednej chwili z nieznanego szerszej publiczności sportowca, przebojem przedrze się do mainstreamu. To byłaby historia porównywalna do tej z igrzysk olimpijskich w Paryżu w wydaniu Julii Szeremety.
Krzysztof Głowacki – Jordan Nandor. Skrót walki. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

Damian Knyba (z prawej) tu w walce Joeyem DawejkąFrank Franklin IIEast News

Damian Knyba po tym, jak rzucił na deski Joeya DawejkęFrank Franklin IIEast News

Agit Kabayel (z lewej)ROBERTO PFEILDPA
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
