- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Pod koniec ubiegłego roku brytyjski turysta stracił życie podczas kąpieli na popularnej plaży Freedom Beach w Phuket. Do wypadku doszło 29 listopada, kiedy to 37-letni Jason Lambert, został porwany przez silne fale podczas rodzinnych wakacji w Tajlandii. Mężczyzna przebywał w grupie ośmiu osób, które nagle znalazły się w niebezpieczeństwie po wpadnięciu w prąd wsteczny.
Jak relacjonuje Lauren Smy, siostra zmarłego, cała sytuacja rozegrała się w ciągu kilku sekund. W rozmowie z „Daily Gazette” opisała, że grupa stała w wodzie sięgającej do pasa, kiedy niespodziewana fala porwała ich w głąb morza. Smy wspominała, że w panice krzyczała do brata o pomoc, a ten próbował się do niej dostać i chwycił ją za rękę. Kolejna fala odciągnęła ich jeszcze dalej, a kobieta straciła kontakt z bratem. Smy przyznała, że była przekonana, iż nie uda jej się przeżyć, ponieważ mimo wysiłków nie mogła wrócić na brzeg.
Wtedy pojawił się jakiś mężczyzna i pomógł mi. Kiedy zaczęłam wracać na brzeg, inny, postawny facet wszedł do wody, złapał Jasona i wyciągnął go na piasek, gdzie wszyscy natychmiast ruszyli z reanimacją
— relacjonuje.
Brat kobiety został następnie przewieziony do szpitala Patong w Phuket, gdzie zmarł tego samego popołudnia.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
- Kiedy doszło do tragicznego wypadku na plaży Freedom Beach?
- Jakie niedociągnięcia wskazała siostra zmarłego?
- Co powiedział ratownik dyżurujący w dniu tragedii?
- Jakie były okoliczności przewiezienia ciała Jasona Lamberta do Wielkiej Brytanii?
Tragedia na Freedom Beach w Tajlandii. Siostra zmarłego ujawnia kulisy
Rodzina Lamberta wróciła do Wielkiej Brytanii dwa dni po tragedii. Ciało 37-latka dotarło do kraju jednak dopiero po świętach Bożego Narodzenia. Jak twierdzi siostra mężczyzny, w szpitalu w Tajlandii nie pobrano próbek krwi, a sekcję zwłok przeprowadzono dopiero po dwóch tygodniach.
Jednocześnie Smy zwraca uwagę na niedociągnięcia w działaniach tajskich służb ratunkowych. W rozmowie z mediami przekazała, że ratownik pełniący tego dnia dyżur przy Freedom Beach miał przyznać, iż nie potrafi pływać.
Ten ratownik powinien być przeszkolony — na tym polega sedno sprawy… Naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje, wszystko wydarzyło się bardzo szybko… Ratownik, który miał wtedy dyżur, powiedział nam, że nie potrafi pływać
— mówi w rozmowie z „Daily Gazette”.
Jak donosi „The Independent”, krótko po tragedii lokalne media podawały, iż według policji rodzina Lamberta nie zgłaszała zastrzeżeń co do okoliczności jego śmierci ani nie domagała się dalszego dochodzenia. Dziennik zwrócił się z prośbą o komentarz do tajskiego Ministerstwa Turystyki i Sportu, które odpowiada za standardy pracy ratowników i bezpieczeństwo na plażach.
Brytyjski koroner wskazał, iż śmierć 37-latka była nieszczęśliwym wypadkiem, a jako przyczynę zgonu wskazano utonięcie.