Mimo szczerych chęci Alicji Bachledzie-Curuś ostatecznie nie powiódł się szumnie zapowiadany przez rodzime media podbój Hollywood. Za największą spośród jej zagranicznych ról można chyba uznać kreację w chłodno przyjętym przez krytyków filmie „Ondine”, na planie którego rozkochała w sobie Colina Farrella. Owocem ich płomiennego romansu jest 16-letni obecnie Henry Tadeusz.
Nie oznacza to jednak, że Alicja radzi sobie źle. Wręcz przeciwnie. Jeśli wierzyć plotkom, Polka żyje jak pączek w maśle. Według informacji „Super Expressu”, gwiazda mieszka w ekskluzywnej willi przy ul. Mulholland Drive w Los Angeles razem z pewnym majętnym szwajcarskim biznesmenem, jego córką oraz swoim synem. Posiadłość ma podobno 2,3 tys. metrów kwadratowych, a wynajem jej wynosi parę 11 tys. dolarów miesięcznie, czyli około 50 tys. zł.
Bachleda-Curuś dzieli swój czas między Los Angeles, w którym mieszka z Henrym, a Polskę, gdzie przebywa cała jej rodzina. Dekadę temu kupiła nawet mieszkanie w kamienicy przy Wawelu, którego renowacja „kosztowała fortunę”. Aktorka ma chyba szczególny sentyment do tego miasta i często tam wraca.
Pod konie grudnia gwiazda znowu pojawiła się w „mieście królów”, a wizytą pochwaliła się na Instagramie. Tuż przed sylwestrem 42-latka nawiedziła zamek Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego, gdzie bawiła się pośród „wyższych sfer”. Nie zabrakło jej jednak czasu na relaks z przyjaciółmi i zacieśnianie więzi z rodziną. W środę była ukochana Colina Farrella wybrała się na spacer po krakowskim Rynku z synem Henrym, w ramach którego odwiedzili kościół św. Barbary, a wieczór zakończyła we włoskiej pizzerii.
Myślicie, że wypad do ojczyzny mamy zainspirował Henry’ego do nauki języka polskiego?