Mam nadzieję, że Porto nie wypłaci należnych pieniędzy w jakichś mikroratach, a Jagiellonia zarobione miliony zainwestuje, co ma chyba w planach, w bazę treningową. A może i powinni pokusić się o sprowadzenie dwóch, trzech perspektywicznych piłkarzy, którzy pomogą w walce o tytuł mistrza Polski?
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Wróćmy do tych 10 mln — uważam je za imponujące i kompletnie nie rozumiem narzekań części fanów piłki, którzy za bardzo puszczają wodze fantazji, opowiadają o 20, 30, a nawet 40 mln euro, „bo tyle płacą albo na tyle wycenia się młodych Argentyńczyków czy Brazylijczyków”.
Owszem, są kluby, które tyle płacą za talenty z tamtych stron, lecz umówmy się, ryzyko, iż młody piłkarz z Argentyny z już wysokimi umiejętnościami okaże się niewypałem, jest raczej znikome.
A taka uzasadniona obawa niestety istnieje w wypadku wyróżniających się zawodników z naszej Ekstraklasy. Polscy piłkarze, którzy opuścili ją za rekordowe sumy, za granicą często mieli problemy z przebiciem się w kadrach swoich nowych zespołów. Wspomnę tutaj tylko Kacpra Kozłowskiego, Michała Karbownika (obaj trafili do Brighton) czy Bartka Kapustkę (Leicester City), a i siebie jako młodego piłkarza RC Strasbourg mogę wymienić. A każdy z nich wyjeżdżał nieco starszy, czyli bardziej doświadczony od zaledwie 17-letniego Oskara. Oby młody piłkarz udowodnił po transferze, że Porto za niego nie przepłaciło. Jeżeli dobrze pamiętam, ostatnimi, za których zapłacono kilka milionów euro i którzy zrobili konkretną karierę za granicą, są oczywiście Robert Lewandowski, Łukasz Fabiański i Jakub Błaszczykowski.
Nie dziwię się szefostwu Jagi, że zmieniło zdanie, bo jakiś czas temu zapowiadało, że transfer Oskara będzie możliwy dopiero latem. Takich ofert jak tej z Porto zwyczajnie się nie odrzuca, piłkarz i jego otoczenie zapewne też wyrazili chęć przeprowadzki i sportowego awansu.
Zawód piłkarza jest obarczony ryzykiem kontuzji, a bywały transfery, które odkładane w czasie nigdy nie stały się faktem. Widzew Łódź księgował już miliony funtów z transferu mojego dobrego kolegi Marka Citki do Blackburn Rovers, lecz poważna kontuzja pokrzyżowała wszelkie plany. Propozycje za miliony już nigdy nie nadeszły. Całkiem niedawno serce z pewnością mocniej zabiło właścicielom Jagiellonii i jej sympatykom, kiedy Oskar ze łzami w oczach opuszczał boisko z urazem. Na szczęście kontuzja okazała się niegroźna, ale podejrzewam, że dała do myślenia włodarzom białostockiego klubu, czy nie wybrać bezpieczniejszej opcji i doprowadzić do transferu nastolatka.
Oskar wciąż może rozwijać swój potencjał, a Porto to potrafi. No i obecność starszych rodaków — Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora pomoże Oskarowi w zaaklimatyzowaniu się w nowym otoczeniu.
Jedna uwaga — Portugalczycy kupili potencjał, diament do oszlifowania. W ubiegłym roku, obserwując z trybun spotkania Jagiellonii, spierałem się z siedzącymi obok, którzy narzekali na kolejne próby dryblingu Oskara i częste straty, jakie mu się przy tym zdarzały. „Panowie, doceniajmy kreatywnych chłopaków, którzy wchodzą w drybling, a przynajmniej próbują, bo w dzisiejszym piłkarskim świecie jest to w cenie. Plus jego boiskową dynamikę, zadziorność i bezczelność, bo te zalety Oskar już posiada, a ma dopiero 17 lat!”.
Trener Adrian Siemieniec słusznie nie temperował jego odwagi i Jagiellonia jest dziś bogatsza o kilkadziesiąt mln zł. Rękę i szczęście do Oskara, kolejnego młodego piłkarza, miał inny mój kumpel — Mariusz Piekarski, który przeprowadził transfer. Mario nigdy nie obawiał się współpracy z utalentowanymi chłopakami i sensownie kierował ich karierami — Sebastianem Szymańskim, Kamilem Grosickim czy Karolem Świderskim. A za pomoc w wynegocjowaniu 10 mln euro za Oskara zasłużył na małego Oscara.