- Choć płace w Polsce rosną szybciej niż w wielu krajach UE, nadal wynoszą około połowy unijnej średniej.
- Dane Eurostatu pokazują, że Polska pozostaje w ogonie Europy pod względem płac mimo znaczącej poprawy w ostatnich latach. Wzrost ten wynika głównie z rozwoju gospodarczego i stabilnego kursu złotego, ale wciąż nie wystarcza do zmniejszenia luki.
- Kluczowym źródłem różnic płacowych są niższa produktywność pracy, wyższe koszty energii oraz struktura rynku pracy, w której relatywnie niskie są płace osób z wyższym wykształceniem.
– Jeśli chcemy dogonić średnią unijną, musimy się zdecydowanie zmobilizować. Dziś Polacy zarabiają blisko dwa razy mniej niż przeciętny Europejczyk – polska mediana godzinowego wynagrodzenia to zaledwie 6,9 euro, a typowa pensja miesięczna waha się w okolicach 1,5 tys. euro, podczas gdy w UE to ponad 3 tys. euro. Nasze koszty pracy są z kolei o połowę niższe niż unijne. To pokazuje, jak daleko nam jeszcze do bogatego Zachodu – mówi w rozmowie z PulsHR.pl Piotr Nowosielski, CEO portali justjoin.it i rocketobs.pl.
Ile zarabia się średnio w Unii Europejskiej? Polska w ogonie Europy
W 2024 roku średnia roczna pensja pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy w Unii Europejskiej wyniosła 38,8 tys. euro – wynika z danych Eurostatu. To oznacza wzrost o 5,2 proc. w porównaniu do 2023 roku, kiedy stawka ta wyniosła 37,8 tys. euro.
Najwyższe średnie roczne wynagrodzenie w przeliczeniu na pełny etat odnotowano w Luksemburgu (83 tys. euro), Danii (71,6 tys. euro) i Irlandii (61,1 tys. euro). Po drugiej stronie znalazła się Bułgaria z roczną wypłatą opiewającą na 15,4 tys. euro na pracownika, Grecja (18 tys. euro) i Węgry (18,5 tys. euro).

Roczne wynagrodzenie pracownika zatrudnionego w pełnym wymiarze czasu pracy w krajach UE. Fot. Materiały prasowe / Eurostat
Polska znalazła się na szóstym miejscu od końca – roczne wynagrodzenie w przeliczeniu na euro wyniosło u nas 21,2 tys. To jednak dużo więcej niż jeszcze w 2022 roku, kiedy za 12 miesięcy wynosiło 15,5 tys. euro.
Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, tłumaczy w komentarzu przesłanym naszej redakcji, że płace nominalne w Polsce w 2024 roku stanowiły 53 proc. średniej unijnej. Relatywne płace w Polsce w porównaniu z unijnymi szybko rosną wraz z sukcesem polskiej gospodarki i wzrostem PKB per capita: w latach 2023 i 2022 było to odpowiednio 48 proc. i 43 proc. średniej. Ma na to wpływ m.in. stabilność nominalnego kursu EUR/PLN mimo wyższej inflacji w Polsce w ostatnich latach.
Skąd wynika rozbieżność w wynagrodzeniach Polaków i Europejczyków?
Dlaczego mimo rosnącej gospodarki, malejącej inflacji i stopniowej stabilizacji gospodarczej nasze płace są w ogonie Europy?
Zdaniem głównego ekonomisty Pracodawców RP Kamila Sobolewskiego ten dystans wynika z kilku czynników. Po pierwsze płace zależą od produktywności, a ta w Polsce wynosi około 80 proc. unijnej średniej. Co to oznacza w praktyce?
– Mniejsza produktywność pracy działa na płace „z dźwignią”: w takiej samej fabryce oznacza wyższy udział innych kosztów w produkcji przypadającej na pracownika, szczególnie majątku trwałego, którego ceny są podobne w poszczególnych krajach, a który w Polsce jest mniej efektywnie wykorzystany. Przykładowo: auto stojące w korkach też kosztuje, choć mniej zarabia. Im większe techniczne uzbrojenie pracy, tym większa „dźwignia”, z jaką niższa produktywność odbija się na płacach – mówi Kamil Sobolewski.
To tylko jeden z wielu powodów. Kolejny to fakt, że płace są jednym z elementów konkurencyjności. Zatem mogą być wyższe w krajach, które zyskują konkurencyjność na innych polach – na przykład mają niskie ceny energii lub niższe koszty finansowania. Zdaniem Sobolewskiego konkurencyjność Polski „cierpi na obu tych polach”.
Niższy poziom cen to również niższe płace. Ekonomista tłumaczy, że gdyby firmy sprzedawały po wyższych cenach, łatwiej byłoby płacić więcej. Sytuacja się zmienia i obecnie jesteśmy na ścieżce konwergencji, co oznacza upodobnienie się do sytuacji w innych krajach.
– W strukturze płac w Polsce relatywnie niskie są płace osób z wyższym wykształceniem, a wysokie osób wykonujących prace proste. Wynika to z faktu, że osób z wyższym wykształceniem nadal szybko przybywa mimo kryzysu demograficznego, oraz z regulacji rynku pracy, np. w zakresie płacy minimalnej stanowiącej 55 proc. średniej, gdy w UE to zwykle poniżej 50 proc. – mówi Sobolewski.
Polska miejscem taniej siły roboczej? Koszty pracy stale rosną
Jak wyjaśnia nasz rozmówca, polskie płace przestają być argumentem na rzecz tworzenia w Polsce miejsc pracy na liniach produkcyjnych.
Atrakcyjna dla firm jest dostępność i poziom płac pracowników wyedukowanych, zdolnych do pracy w centrach usług wspólnych czy centrach badawczo-rozwojowych. Wyzwanie polega na tym, że inwestycje konieczne do tworzenia takich miejsc pracy zwykle powstają w skojarzeniu i bezpośredniej bliskości produkcji. Grozi to nowym wymiarem bezrobocia w czasach kryzysu demograficznego: praca dla wszystkich będzie, ale deficytowa będzie praca adekwatna do naszych aspiracji i kompetencji za wynagrodzenie na miarę naszych ambicji – komentuje Kamil Sobolewski.
Kiedy dyskutujemy na temat płacy minimalnej, pojawiają się głosy pracodawców, którzy twierdzą, że w Polsce i tak koszty zatrudnienia są bardzo wysokie. Zgoła inaczej mówią przedstawiciele pracowników, o czym informowaliśmy w PulsHR.pl.
– Od zawsze słyszymy, że w Polsce są wysokie koszty pracy. A to jest bardzo niesprawiedliwe twierdzenie, żeby nie powiedzieć bzdurne. Polska znajduje się na ósmym miejscu w UE pod względem najniższych godzinowych kosztów pracy – to dane Eurostatu z 2024 roku. W drugiej połowie 2024 roku Polska znajdowała się natomiast na niechlubnym siódmym miejscu pod kątem krajów o najwyższych cenach energii elektrycznej dla odbiorców niebędących gospodarstwami domowymi. Budowanie narracji, że konkurencyjność gospodarki trzeba osiągać poprzez oszczędzanie na najsłabiej zarabiających, znamy z poprzedniego okresu rządów PO-PSL i wiemy, jak to się skończyło. Realny problem kosztów działalności nie leży bezpośrednio w kosztach pracy, ale w innych, np. energii – mówił nam Grzegorz Sikora z Forum Związków Zawodowych.
Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że Polska jest w grupie państw, gdzie koszty roboczogodziny rosły w ostatnim kwartale najszybciej.
Jak podano, w trzecim kwartale 2025 r. w porównaniu z tym samym kwartałem poprzedniego roku najwyższy wzrost kosztów wynagrodzeń godzinowych w całej gospodarce odnotowano w Bułgarii (+12,4 proc.), na Litwie (+9,7 proc.), w Chorwacji (+9,1 proc.) i na Węgrzech (+8,8 proc.). Najniższe wzrosty odnotowano we Francji (+1,3 proc.), Słowenii (+1,6 proc.), Hiszpanii (+2,0 proc.), Austrii (+2,1 proc.) i Włoszech (+2,4 proc.), natomiast Malta odnotowała spadek o -1,4 proc. W Polsce koszty wynagrodzeń wzrosły o 7,8 proc.

Wzrost kosztów wynagrodzeń godzinowych w całej gospodarce w państwach Unii Europejskiej. Fot. Materiały prasowe / Eurostat
Co skróci dystans na linii płace w Polsce kontra płace w Unii Europejskiej?
Cytowany na początku artykułu CEO justjoin.it i rocketjobs.pl Piotr Nowosielski uważa, że aby dogonić średnią unijną, musimy się zmobilizować.
– Podwyżki z ostatnich lat pomogły skrócić dystans, ale ten efekt się wyczerpuje. Przewiduje się, że dynamika wzrostu wynagrodzeń spadnie do 5-6 proc. rocznie, co oznacza powrót do wzrostu w tempie wydajności. Owszem, Europa Wschodnia – w tym Polska – będzie rozwijać się szybciej niż Zachód, lecz bez radykalnych działań to tempo nie pozwoli nam zrównać się z krajami „starej Unii” w rozsądnym czasie – mówi nam Nowosielski.
Co należałoby zatem zmienić?
– Nie dogonimy średniej unijnej, jeśli ograniczymy się do corocznych podwyżek i kosmetycznych zmian. Potrzebujemy skoku technologicznego – inwestycji w innowacje, automatyzację, cyfryzację i rozwój kompetencji, które podniosą produktywność pracowników. Tylko w ten sposób możemy zwiększyć wartość dodaną naszej pracy i doprowadzić do realnej, trwałej konwergencji płac. Bez tego pozostaniemy w Europie atrakcyjni cenowo, ale wciąż na peryferiach europejskiego rynku wynagrodzeń – dodaje Piotr Nowosielski.


