— Staranie się o igrzyska nie jest łatwe, bo to konkurencja z całym światem, ale liczymy, że w 2028 r., kiedy zostanie podjęta decyzja, Polska absolutnie będzie brana pod uwagę jako kraj, który jest gotowy do przeprowadzenia igrzysk w 2040 r. Dzisiaj pracujemy nad koncepcją i chcemy dedykować to wydarzenie całemu krajowi — podkreślił wiceminister sportu i turystyki.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Borys zauważył, że największa sportowa impreza świata ma też być szansą dla mniejszych miejscowości.

— To będzie nie tylko sześć-siedem miast współorganizatorów, ale od 150 do 200 miejsc, które mogą stać się centrami pobytowo-treningowymi. Często miasteczko, które dysponuje stadionem lekkoatletycznym i basenem, może stać się miejscem, gdzie przez dwa miesiące, w ramach aklimatyzacji, ćwiczą całe reprezentacje. Tak było chociażby we Francji. Warto też podkreślić, że w tym kraju po igrzyskach trzy miliony osób zaczęło czynnie uprawiać sport — dodał.

Wiceszef resortu zdradził, że polski sport mają zasilać dwa wielkie motory. Pierwszy to strategia i przejście na ruch oraz system szkolenia.

— Każdy związek sportowy będzie zobligowany do opracowania 10-letniej strategii, która pokaże, gdzie nam świat odjechał i w jakich elementach zostaliśmy z tyłu, jeśli chodzi o system szkolenia — wyjaśnił.

„Żadne państwo z tego regionu nie organizowało letnich igrzysk”

Drugi motor to przygotowanie się do aplikacji igrzysk olimpijskich w 2040 r. — Jesteśmy największym i najsilniejszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej. Żadne państwo z tego regionu nie organizowało letnich igrzysk. Jesteśmy stolicą Słowian i stolicą tej części Europy oraz 20. gospodarką świata. I przyszedł taki moment. Kiedy mówiliśmy o Euro 2012, wszyscy pytali, czy jesteśmy gotowi. A to się udało. Polska stała się placem budowy i przeskoczyła na jeszcze wyższy poziom — zauważył.

Na igrzyskach w Paryżu Biało-Czerwoni wywalczyli 10 medali, co według wiceministra jest zdecydowanie zbyt skromnym dorobkiem. Polskę stać bowiem na wywalczenie na tej imprezie 30-40 krążków.

Nie ukrywa, że ministerstwo zamierza iść własną ścieżką, ale jednocześnie skorzystać z doświadczeń Francji oraz liczącej niewiele ponad dwa miliony mieszkańców Słowenii, która jest światowym fenomenem.

— Dzieje się tak, bo ten mały kraj ma system. Kluczem jest to, że ich dzieci są aktywne od trzeciego roku życia. Inwestują w ogólny rozwój, a później dedykują talenty do różnych dyscyplin. My natomiast mamy lukę pomiędzy trzecim a dziesiątym rokiem życia. Z kolei Francja przerobiła system profesjonalnego sportu, postawiła na bardzo profesjonalne centra i zdobyła u siebie 64 olimpijskie krążki — podsumował.

Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa