Czy to upadek Ricky’ego Gervaisa? Czy właśnie spotyka go los gorszy niż „skancelowanie”? Jeśli wierzyć ocenom jego najnowszego występu na Netfliksie, ma się czym martwić. Tydzień po premierze jego najnowsze „Mortality” co prawda znajduje się na szóstym miejscu listy 10 najpopularniejszych na świecie anglojęzycznych programów Netfliksa. Ale to chyba pyrrusowe zwycięstwo, bo występ ma na Rotten Tomatoes najniższą ocenę ze wszystkich dotychczasowych stand-upów twórcy „The Office”. Podczas gdy innym jego monologom widzowie przyznali oceny od 63 do 91 proc. (czyli znacznie więcej niż recenzenci), najświeższemu „Mortality” dali tylko 39.
Widzowie nie mają dla znanego komika litości. „Zrobił się nudny”
Zacznijmy od tego, że Ricky Gervais ma na koncie siedem Nagród BAFTA, dwie statuetki Emmy, cztery Złote Globy, kilka innych branżowych wyróżnień i kilkadziesiąt różnych nominacji. Co prawda stand-upem zajmuje się mniej więcej od lat 90., ale większość mainstreamowej publiczności najlepiej kojarzy te występy, które można obejrzeć na Netfliksie. Ze względu na dużą dostępność stanowią więc w przypadku tej odnogi jego działalności złoty wzorzec, do którego porównane są wszystkie kolejne programy.
Gervais poza tym, że jest komikiem, scenarzystą i aktorem, zajmuje się też pisarstwem, produkcją telewizyjną i filmową. Jeszcze w latach 80. próbował zostać gwiazdą muzyki pop, co nieszczególnie mu wyszło (ale można z tego żartować do dziś). Ricky występował z sukcesami w radiu, prowadził popularny podcast, zanim to zrobiło się modne i od zawsze strzela żartami z grubej rury. Jak opowiada w swoich występach, to dla chłopaka takiego jak on, z bardzo szemranej dzielnicy, było najskuteczniejsze oręże w walce o przetrwanie. Poza tym już w rodzinnym domu wszyscy mieli tendencję do ostrych i mrocznych żartów – ponoć Ricky i jego starszy brat Bob cały pogrzeb swojej 74-letniej mamy spędzili, płacząc ze śmiechu.
Niemniej międzynarodową rozpoznawalność i sławę Ricky Gervais zyskał głównie dzięki występom w telewizji. Czy jako twórca i aktor kultowego „The Office”, czy jako współscenarzysta i artysta nagradzanych programów oraz seriali komediowych takich jak brytyjskie „The Sketch Show”, „Golden Years”, „The 11 O’Clock Show”, „Statyści” czy nowsze „After Life”. Poza tym jego program „The Ricky Gervais Show” w 2007 roku trafił do Księgi Rekordów Guinessa jako najczęściej ściągany na świecie podcast, a Gervais w 2010 roku trafił na listę 100 najbardziej wpływowych ludzi świata magazynu „Time”. W tym samym roku też po raz pierwszy poprowadził ceremonię wręczania Złotych Globów i został postrachem wszystkich hollywoodzkich sław oraz bogaczy: tak bezlitośnie ich wszystkich wyśmiewał. Ceremonię poprowadził pięć razy. Amerykańska prasa i publiczność najpierw była oburzona, potem już mu w tym wyszydzaniu kibicowała. Teraz międzynarodowa publika, zdaje się, jest nim znowu rozczarowana. Bo najnowsze „Mortality” nie bawi tak, jakby wszyscy chcieli – a to wynika z analizy komentarzy na serwisie Rotten Tomatoes.

Mortality / Ricky GervaisNetflix – materiały promocyjne
Ricky Gervais śmieje się znowu z tego samego. Widzowie nie są zadowoleni
Dla porządku: „Mortality” to po „Humanity”, „SuperNature” i „Armageddonie” czwarty tzw. program specjalny, który Ricky Gervais zrealizował we współpracy z Netfliksem. To po prostu nagranie z trwającego mniej więcej godzinę stand-upowego występu komika, który komediowy rant wygłaszał przed zebraną w jednym z londyńskich teatrów publicznością.
Gervais najnowszy program specjalny zaczyna od nabijania się z ludzi, którzy atakują Rosie Jones – komiczkę z porażeniem mózgowym – za to, że dokument o swoim życiu zatytułowała „Am I a r*tard?”. Dodajmy tu, że słowo „r*tard” jest uważane w języku angielskim za dyskryminujące wobec osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Na polski przetłumaczylibyśmy je mniej więcej jako „upośledzonego/-ną umysłowo” (tłumacz ostatecznie wybrał niegdyś posiadające medyczne zaplecze słowo „debil„), ale jego negatywne konotacje są w języku angielskim jeszcze większe niż w polskim.
Gervais nie omieszkał wytknąć, że najbardziej oburzeni użyciem tego słowa byli aktywiści działający na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Argumentowali, że Rosie fatalnie wybrała tytuł, bo powinna używać określenia, które dokładnie oddaje jej stan. „Czyli Rosie Jones zapytała <>, a aktywiści powiedzieli: <>” – śmiał się w pierwszych dwóch minutach nowego występu Gervais.
Nie bez powodu użył tego przykładu, bo to jeden z jego komediowych koników. Z mało czego tak lubi się śmiać, jak z absurdów wymuszonej poprawności politycznej i ograniczania wolności słowa. Gervais argumentuje więc, że Jones, używając wobec siebie określenia „r*tard” chciała to słowo zagarnąć i wzmocnić nim ludzi, którzy – tak jak ona – tym mianem byli nazywani. „W pewnym sensie się z tym pogodziła i przejęła to określenie” – co zdaniem Gervaisa jest zabiegiem słusznym. Idiotyczne więc jest z jego punktu widzenia piętnowanie jej za ten zabieg.

Ocena 'Mortality’ na Rotten Tomatoesrottentomatoes.com / skan oceny 'Mortality’ Ricky’ego Gervaisa / stan na 7.01.25
To był jeszcze dość spokojny żart, bo niedługo potem Gervais opowiada, że postanowił w podobny sposób „przejąć” angielską inwektywę „gammon”, której używa się wobec białych, wyrażających prawicowe poglądy starszych mężczyzn, którzy są zwolennikami brexitu. W pierwotnym kontekście słowo to było używane jako nazwa rodzaju szkockiej peklowanej szynki, a więc w przełożeniu na nasze warunki to byłoby coś pomiędzy „konserwą”, „paszteciarzem”, „prawakiem” czy „konfiarzem”. To ciągle tylko lekki rozbieg. Bo Gervais podkreślił, że to zdecydowanie jeden z jego najbardziej szczerych występów. Dlaczego? Bo: „Wolność słowa to wciąż coś dobrego” i jest „za stary, żeby nie mówić, tego, co chce”. Przy okazji zapewnił, że „nie da się zniesławić martwych ludzi” (powodzenia).
Kto więc został jeszcze obśmiany (mniej lub bardziej) tudzież wymieniony w żartach w nowym programie Ricky’ego Gervaisa? Lista jest długa. Poza aktywistami, milionerami, moralnymi sygnalistami w jakiś sposób przez monolog przewinęły/-nęli się: osoby niewidome chorujące na raka, ludzie wydający dziwne odgłosy, niskorośli (Gervais mówi o nich per 'karły’), Mahatma Ghandhi, zwolennicy brexitu, Boris Johnson (bo zdaniem Gervaisa jest zwyczajnie głupi, więc w myśl zasady, że parodia może uderzać tylko w silniejszych, z tego polityka akurat nie można się śmiać), Jeffrey Epstein, Stephen Hawking, niewolnictwo, moralność, rasiści i rasizm, pedofile, gwałty w więzieniach, gwałciciele, seryjny morderca Harold Shipman, kara śmierci, dziennikarze, film „Egzorcysta”, diabeł, choroby psychiczne (w tym ADHD), tryb diagnozowania się u doktora Google, Elton John, Złote Globy, zwieracze, stereotypy, społeczne przyzwolenie na picie alkoholu etc.
Ricky Gervais nieodmiennie nabija się też głównie z siebie – a to, że jest stary i brzydki, albo stary i marudny, a to, że jest obrzydliwie bogaty. Ba, śmieje się nawet z tego, że ma małego penisa. Jest do tego infantylny i wulgarny (każdy z nas ma takiego znajomego, który twierdzi, że żarty o kupie są najzabawniejsze).
Po raz kolejny zwrócił uwagę na to, że wkurza go afiszowanie się moralnością adekwatną do określonego momentu i standardów. Na pewno byście schowali u siebie na strychu Anne Frank w czasie wojny? – pyta publiczność i prowokacyjnie opowiada, że gdyby 300 lat temu był bogaty i miałby niewolników, to byłby dla nich miły. Zaznacza, że moralność się zmienia – w końcu w ciągu kilkuset lat przeszliśmy płynnie od tego, że posiadanie niewolników było uznawane za nadany przez Boga stan rzeczy do uważania rasisty za najgorszego człowieka w społeczeństwie. Poza pedofilami rzecz jasna.

Ricky Gervais: MortalityMatt Crockett/Netflix – materiały promocyjne
Gervais nie ukrywa przy tym wszystkim, że jest w wieku, kiedy wszystko go irytuje, a już najbardziej denerwują go ludzie (nie wiem, czy to koniecznie wiąże się z wiekiem). Martwi się też o młodzież, rozważa najgorsze możliwe kary piekielne (tu naprawdę jest grubo) i po raz wtóry wraca do tego, jak prowadził Złote Globy. Zdradził przy okazji, z jakiego żartu zrezygnował i jednak go nie wygłosił podczas ostatniej przez siebie prowadzonej ceremonii rozdania tych nagród. Jest oczywiście obraźliwy, a dotyczy Jasona Momoy i jednego z jego kolegów, z którym występował lata temu w „Grze o tron”. To dla koneserów.
Nie da się zaprzeczyć, że Gervais wpada trochę we własną pułapkę, kiedy mówi, że „Zwykłych ludzi zmęczyło, że pouczają ich multimilionerzy”. Bo przecież sam jest teraz takim bogaczem, co lubi niby żartobliwie podkreślać. Czy wypada mu więc zwracać uwagę na to, że „liberalni artyści” dają zwykłym zjadaczom chleba „instrukcje co do wyborów i recyklingu, a sami latają odrzutowcami na Wyspę Pedofilów”? Wielu z widzów uważa, że już nie.
„Mortality” i Netflix. Co widzowie sądzą o nowym stand-upie Gervaisa?
39 proc. od publiczności na Rotten Tomatoes to bardzo mało. Zazwyczaj tyle przyznawali Gervaisowi recenzenci, tym razem krytykują go zwykli widzowie. Tylko nieliczni z nich piszą, że to było „zabawne i obraźliwe dla wrażliwego tłumu. Ricky jest najlepszy”, „prześmieszne” albo chociaż znośne. Tak więc opinia „Zabawne, ale nie ma tu nic nowego, albo czegoś, co sprawi, że będziesz się histerycznie śmiać” jest jedną z bardziej przychylnych. Kolejni widzowie są coraz bardziej bezlitośni.
„To bardzo leniwy materiał – pewnie go napisał w pół godziny, siedząc w basenie z drinkiem”, „Jakby nie starał się być już komikiem, tylko opowiadał, jak szokujące są jego poglądy ludziom, którzy zazwyczaj go nie oglądają”, „Za bezpieczne”, „Potrzebuje nowego materiału”, „Tyle dzieje się na świecie, nie mogłeś obejrzeć tych szalonych wiadomości i zażartować, z czegoś w tym guście?”, „To było jałowe”, „Stracona szansa”, „Chyba złagodniał, żeby go nie skancelowali” – piszą użytkownicy strony Rotten Tomatoes.
„To najgorszy z jego stand-upów. Jest tu najwyżej 10 minut zabawnego materiału. Zazwyczaj udawało mu się te ordynarne i niedorzeczne żarty równoważyć celnymi obserwacjami i zabawnymi puentami. Tym razem wypada bardzo blado w porównaniu do takich komików jak Jimmy Carr, Chris Rock albo Jim Jeffries. To dowód dla tych, którzy twierdzą, że Gervais nie jest komikiem stand-upowym” – zwraca uwagę szczególnie rozczarowany widz.
Często wraca motyw zbytniej powtarzalności: „Ma kilka stałych żartów (może to już obsesja?) na temat swojego tyłka i tego, co mogłoby się z nim stać. To się robi po prostu nudne. Niektóre z jego podjeść do tego, żeby wydawać się szokującym, są już zwyczajnie oklepane (np. żarty o osobach niepełnosprawnych). Mam też szczerze dość komików, którzy niby żartują, ale opowiadają, że są obrzydliwie bogaci. Nie da się z tym utożsamić, chłopaki. Ricky, wymyśl coś lepszego”. Kolejni widzowie często podkreślają, że Gervais się rozleniwił, jedzie na wyświechtanych patentach i sławie: „Nie mam pewności, czy można Gervaisa w ogóle nazwać komikiem, tak marnie zagrał ten kiepski materiał”, „Gdyby nie był już sławny, ten monolog zostałby wybuczany po jakichś pięciu minutach w zwyczajnym klubie komediowym”, „Gdzieś po drodze naturalna dla Ricky’ego pogarda przerodziła się w leniwą nonszalancję”
Zdaniem niektórych Gervais zrobił się wręcz zupełnie nieśmieszny: „To nie było śmieszne ani ciekawe”, „Tu nie było żadnych żartów, wszystko było bardzo płaskie. Czekałam na puenty, które nigdy się nie pojawiły. Dużo powtarzania, że 'teraz nie można tego mówić’ (ale ciągle to powtarzając) bez żadnego drugiego dna. Nudne, bez smaku, leniwe i płaskie. Współczuję publiczności”, „Ricky śmiał się więcej niż ja”, „To wyglądało jak prezentacja air-fryera od Apple” – piszą rozczarowani.
Zobacz wideo Hugh Grant walczy z łatką kawalera i chłopca z komedii romantycznych. Udanie
Czy takie pełne ejdżyzmu słowa nie bolą komika najbardziej? „To po prostu rant starego gościa o tym, jak za jego czasów było lepiej. (…) Z niegdyś szanowanego artysty stał się w ciągu kilku lat zrzędliwym staruszkiem” – napisała jedna z osób w sekcji komentarzy przeznaczonej dla publiczności na Rotten Tomatoes. Kolejna dodała: „Ten stary koleś przestał być zabawny, kiedy się okazało, że potrafi napisać tylko takie żarty, z których mogą się śmiać jedynie prawicowi, heteroseksualni biali faceci”.
Co na to wszystko Ricky Gervais? Jakby się tym nie przejmował. Na serwisie X nieodmiennie ma opis „bóg komedii” i uczciwie przestrzega, że jeśli komuś nie spodobał się fragment jego nowego programu, w którym pochyla się nad kwestią słowa „r*tard”, nie powinien oglądać reszty. Ale chwali się też np. statystykami oglądalności „Mortality”, które jednocześnie okazało się najczęściej oglądanym z jego „programów specjalnych” – 4 stycznia donosił, że występ trafił do zestawień top 10 najczęściej oglądanych w 51 krajach w ciągu pierwszej doby od premiery.
„Dziękuję wszystkim, którzy oglądali, a specjalnie dziękuję tym, którzy narzekali. Nigdy nie sprawiacie mi zawodu” – napisał z radością. Programu na żywo będą mogli wysłuchać jeszcze widzowie, którym udało się zdobyć bilety na wyprzedane występy 7, 12 i 13 stycznia w Londynie. Tu warto wspomnieć, że ponieważ Gervais udziela się społecznie na rzecz bezdomnych zwierząt, 2,5 miliona funtów z zysków z obecnej trasy przekaże 22 prozwierzęcym organizacjom charytatywnym. Można więc śmiać się z jego niskich żartów ze świadomością, że przynajmniej robi coś miłego z zarobionymi na nich pieniądzach.