Prezydent USA – pytany o możliwość wyboru między przyłączeniem Grenlandii a utrzymaniem NATO – nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, ale przyznał, że taki dylemat może się pojawić. Trump podkreślił, że przejęcie przez USA Grenlandii jest dla niego sprawą kluczową, wyraźnie sugerując, że nie zadowoli go żadne inne rozwiązanie, takie jak dzierżawa czy podpisanie traktatu.
Grenlandia czy NATO? Prezydent USA stawia sprawę ostro
Kurczak po królewsku. Upiecz go z jabłkiem i serem pleśniowym, a zachwytom nie będzie końca
– Uważam, że jest to psychologicznie niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Myślę, że posiadanie na własność daje coś, czego nie da się osiągnąć, gdyby chodziło o dzierżawę czy traktat. Posiadanie daje rzeczy i elementy, których nie da się uzyskać, po prostu podpisując dokument – mówił Trump.
Kontrowersje pojawiły się również przy kolejnej wypowiedzi amerykańskiego prezydenta. Pytany o to, czy uznaje jakieś ograniczenia dotyczące swoich działań na arenie międzynarodowej, odparł, że jest nim jedynie jego własne poczucie moralności. – Nie potrzebuję prawa międzynarodowego – powiedział Trump.
Do tematu odniósł się też wiceprezydent J.D. Vance. Pytany podczas briefingu prasowego w Białym Domu o to, jakie ma przesłanie do Europejczyków w tej kwestii, poradził, by traktować słowa prezydenta Donald Trumpa poważnie, choć sugerował, że priorytetem USA jest bezpieczeństwo Arktyki, a nie – posiadanie wyspy.
„Szokujące”. Grenlandia gwoździem do trumny NATO?
Zdaniem byłego szefa BBN gen. Stanisława Kozieja, wypowiedzi amerykańskiego prezydenta to próba wywarcia nacisku na pozostałe kraje NATO.
– Myślę, że jeszcze bardziej podbija bębenek w sprawie Grenlandii. Ale to wcale nie znaczy, że już się na coś zdecydował albo że podejmie decyzję. Myślę, że woli grać na takich wysokich częstotliwościach, tak żeby Europa miała o czym dyskutować. I po jakimś czasie chce się zorientować, w którym kierunku to zmierza – mówi Wirtualnej Polsce gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Ekspert podkreśla, że różne formy nacisku w sprawie przejęcia Grenlandii, także w formie gratyfikacji finansowej, wyglądają jak hybrydowa presja.
– To nie znaczy, że jakaś opcja zbrojna wchodzi w grę, bo wtedy rzeczywiście byłby koniec NATO. Mimo tego taki pomysł w Białym Domu się przewija. Trump jest tym zainteresowany, bo uważa to za element rozgrywki. Dodatkowo testuje kupno wyspy przez USA, przekazanie pieniędzy jej mieszkańcom, nacisk na przeprowadzenie referendum i proklamację niepodległości. Próbuje zobaczyć, co uda mu się ugrać – ocenia były wojskowy.
W jego opinii, Trump jako minimum może osiągnąć uzyskanie w ramach NATO jakiegoś planu wzmocnienia baz amerykańskich na terytorium Grenlandii. – Pozwoli mu na kontrolę strategiczną regionu – uważa gen. Stanisław Koziej.
Trump ma „apetyt” na Grenlandię. Ekspert mówi, czy można ją kupić
W podobnym tonie wypowiada się Jan Starosta z Fundacji Instytut Nowej Europy.
– To po prostu próba nacisku. Po pierwsze nie wyobrażam sobie wojny pomiędzy sojusznikami. A po drugie Stany Zjednoczone i tak mają możliwość wysyłania do Grenlandii tylu żołnierzy, ilu chcą, nie naruszając zobowiązań sojuszniczych ani innych umów międzynarodowych. Obecny problem leży bardziej w komunikacji – mówi WP Jan Starosta.
Reuters ujawnił w czwartek, że w Białym Domu analizowany jest pomysł zaoferowania Grenlandczykom dużych sum pieniędzy w zamian za poparcie secesji wyspy od Danii. W grę mają wchodzić kwoty od 10 do 100 tys. dolarów na osobę. W Waszyngtonie coraz poważniej rozważane jest także wsparcie grenlandzkiego ruchu niepodległościowego. Celem miałoby być doprowadzenie do secesji wyspy od Danii, co ułatwiłoby Amerykanom jej późniejsze włączenie do USA.
Nawet 100 tys. dolarów na mieszkańca. USA kuszą Grenlandczyków
W ostatnim czasie przy okazji tematu przejęcia wyspy w Białym Domu mówiło się też o możliwości militarnej akcji i o zakusach na kupno wyspy od Danii. W odpowiedzi ministerstwo obrony Danii przekazało, że w razie inwazji obcych wojsk na terytorium Grenlandii, żołnierze duńscy mają podjąć natychmiastowy kontratak, bez czekania na rozkaz.
Co ważne, sojusznicy z UE, a także Wielka Brytania i Kanada, wsparli Danię: z ich stolic padły przypomnienia o nienaruszalności granic i integralności Królestwa Danii, a na paryskim szczycie tzw. koalicji chętnych ws. Ukrainy podpisano w tej sprawie dodatkowy dokument. Sygnatariusze dokumentu – prezydent Macron (Francja), kanclerz Merz (Niemcy), premier Meloni (Włochy), premier Tusk (Polska), premier Sánchez (Hiszpania), premier Starmer (Wielka Brytania) oraz premier Frederiksen (Dania) – zaznaczyli, że bezpieczeństwo w Arktyce musi być osiągnięte poprzez wspólne działania państw NATO, w tym USA. Ale kluczowe jest przestrzeganie zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym poszanowanie suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic. Liderzy zgodnie oświadczyli, że są to uniwersalne zasady, których będą niezłomnie bronić.
„To byłaby oczywiście śmierć NATO”
– Operację militarną oceniam ze śladowym prawdopodobieństwem. 5-10 proc., nie więcej. To byłaby oczywiście śmierć NATO. A Trump nie jest tym teraz zainteresowany, bo może jeszcze Sojusz wykorzystywać do swoich celów. Szczególnie biznesowo. Myślę, że przeprowadzenie zbrojnego ataku, a tym samym zakończeniu NATO, byłaby to jakaś rozpaczliwa ostateczność amerykańskiego prezydenta – komentuje gen. Stanisław Koziej.
Atak na Grenlandię? Armia ma strzelać bez rozkazu
Z kolei Jan Starosta uważa, że pomysł kupna wyspy przez USA wcale nie jest niemożliwy.
– Precedens historyczny już jest, w postaci Alaski, która została odkupiona przez USA od Rosji. Wcześniej, bo w 1803 r., Amerykanie odkupili od Francji Luizjanę. Uważam więc, że nie byłoby to nic nadzwyczajnego. I zapewne nie doszłoby do takich poważnych spięć na sojuszniczych liniach – ocenia Jan Starosta z Fundacji Instytut Nowej Europy.
Jak podkreśla, ostatnia akcja z porwaniem Nicolasa Maduro pokazała ogromną decyzyjność i sprawczość Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.
– A teraz idą za ciosem. I chcą więcej. Tylko co innego dyskusje i rozmowy z sojusznikami, a co innego „wyciągnięcie” z rezydencji prezydenta watażki z Wenezueli – zauważa ekspert.
Trump zaatakuje Grenlandię? „Sojusznicy straciliby zaufanie”
Według Starosty postawa Trumpa ws. Grenlandii to bardziej testowanie postawy Europy w nowych czasach. – Trump patrzy, jakie są nastroje w poszczególnych państwach europejskich i jak rządy tych państw są w stanie zareagować na różne zagrożenia – mówi Jan Starosta.
W jego ocenie, do operacji militarnej czy do jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego wokół Grenlandii, nie dojdzie.
– Trump swoimi propozycjami czy groźbami przesuwa granice w kierunku konkretnych pomysłów. Rzuca publicznie hasło, które jest nie do przyjęcia. Ale może już plan B będzie bardziej akceptowalny itd. Jeśli nie, w zanadrzu mamy jeszcze opcję C. To testowanie sojuszników, żeby zobaczyć, na jakie ustępstwa pójdą – ocenia Jan Starosta.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski