Mariia Tsiptsiura, Onet: Zacznijmy od aktualnej sytuacji na froncie. Jak to wygląda w Kupiańsku?

Jurij Fedorenko: Armia odnosi sukcesy, inicjatywa jest całkowicie po naszej stronie. Udało się zablokować przeciwnika na północnych obrzeżach miasta, co uniemożliwiło infiltrację oddziałów piechoty do Kupiańska Prawobrzeżnego. Oznacza to, że wróg stracił możliwość posuwania się w tym kierunku. Część grup dywersyjno-rozpoznawczych przeciwnika została faktycznie wyeliminowana, czasem odnotowujemy ich obecność. Codziennie trwają działania mające na celu przeczesanie każdego podwórka, każdego potencjalnego schronienia wroga. Jestem jednak przekonany, że w najbliższej przyszłości obszar ten zostanie całkowicie oczyszczony.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie błędy popełnia Polska według ukraińskiego dowódcy?

Co powinny zrobić kraje sojusznicze Ukrainy?

Jakie są prognozy ukraińskiego dowódcy na 2026 rok?

Dlaczego Ukraina potrzebuje wsparcia wojskowego od innych krajów?

Na północnych obrzeża miasta wciąż sporo się dzieje. Wróg próbuje odzyskać utracone pozycje, jednak pomimo licznych prób przełamania linii obrony nie odnosi sukcesu — nasze oddziały skutecznie odpierają te ataki. Osobno należy wspomnieć o Kupiańsku Lewobrzeżnym. Wróg miał do 1 listopada 2024 r. opanować ten obszar, ale na chwilę obecną tego nie zrobił. Istnieją tu jednak pewne trudności. Chodzi o logistykę, ponieważ przyczółek znajduje się na lewym brzegu rzeki Oskół. Aby dostarczać amunicję i zapewnić zaopatrzenie, jesteśmy zmuszeni korzystać z przepraw, które są nieustannie celem przeciwnika — atakują z powietrza, rakietami, artylerią rakietową i lufową oraz dronami. Są dni, kiedy wróg zużywa do 60 kierowanych bomb lotniczych na przeprawach. Jednocześnie nasze jednostki inżynieryjne pracują bardzo dobrze, przeprawy są stale realizowane. Przyczółek na lewym brzegu utrzymuje się dość stabilnie.

Sytuacja Rosjan na froncie. „To jest ich taktyka”

A jeśli chodzi o ogólną sytuację na froncie, charakter i taktykę obecnych działań wojennych?

Najtańszym i głównym zasobem Federacji Rosyjskiej jest siła robocza i to jest ich taktyka. Żołnierze. Jeśli porównać koszt jednego czołgu i liczbę ludzi, których można zmobilizować za te pieniądze, staje się oczywiste: zamiast jednego czołgu łatwiej jest „spalić” 30 żołnierzy. Obecnie rosyjska armia jest w zasadzie najemna. Ludzi kupuje się za pieniądze. To w rzeczywistości współczesne niewolnictwo. Jak towar.

Dlaczego się na to zgadzają? Po pierwsze — propaganda. Rozbrzmiewa ona zewsząd. Po drugie, beznadziejna sytuacja gospodarcza. Dyktator Putin doprowadził swoją ludność do maksymalnie trudnej sytuacji gospodarczej. Ludzie są zadłużeni, mają mikrokredyty, a kontrakt z Ministerstwem Obrony Rosji to szansa na rozwiązanie problemów finansowych rodzin. W niektórych przypadkach te nawet czekają na śmierć krewnego, aby otrzymać odszkodowanie.

A jak wróg wykorzystuje tę siłę roboczą na polu bitwy? Jak to wpływa na prowadzenie przez nich wojny?

Pierwszym zadaniem wroga jest zablokowanie naszej logistyki i „wybicie oczu”: zniszczenie załóg dronów zwiadowczych, które dostarczają nam obraz w czasie rzeczywistym. Jeśli widzimy wroga, możemy skutecznie wykorzystać artylerię, drony kamikadze, uderzeniowe bezzałogowe statki powietrzne itp. Drugim zadaniem jest zniszczenie dronów uderzeniowych i artylerii.

Grupy piechoty wroga poruszają się w składach 2-3 osób, próbując przedostać się między pozycjami. Każda grupa jest eskortowana przez drona. Jeśli ktoś odmówi pójścia do przodu, dron może uderzyć w tę osobę — tak po prostu, demonstracyjnie. W rzeczywistości rosyjski żołnierz ma tylko jedną opcję — iść do przodu. W przeciwnym razie grozi mu pobicie, publiczna egzekucja lub tajemnicze zaginięcie. Dzięki tak wysokiemu poziomowi strat i przymusu osiągają oni swoje wyniki.

A co z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu?

Szturmy zmechanizowane są obecnie rzadkością. Zazwyczaj stosuje się je w niekorzystnych warunkach pogodowych, kiedy skuteczność naszych dronów spada. Zadanie pancerza jest proste — szybko dostarczyć ludzi na linię frontu. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy wszystkie takie szturmy zostały przez nas odparte.

Dowódca wymienia mocne obszary Rosjan. „Ale i tak nie mogą osiągnąć celów”

Jak ogólnie można scharakteryzować sytuację na froncie?

Rosja przewyższa nas pod względem liczby sił zbrojnych, artylerii, lotnictwa, rakiet, środków walki elektronicznej i dronów, w szczególności typu strategicznego. Jeśli chodzi o poziom taktyczny, to mamy parytet. Chodzi mi o to, że mimo tego wszystkiego, ich wynik za rok 2025 to zajęcie tylko jednego dużego miasta i kilku wsi. I to pomimo tego, że na przykład w Pokrowsku w niektórych momentach przewaga sił wroga wynosiła 1 do 15. Oznacza to jedno: Rosja nie może osiągnąć swoich prawdziwych celów — zniszczenia ukraińskiej państwowości i Ukraińców — drogą militarną.

Wspomniał pan o ważnej roli rosyjskich dronów. Proszę opowiedzieć bardziej szczegółowo o stosunku sił.

Na przykład, jeśli mówimy o „skrzydłach” rozpoznawczych, wróg przewyższa nas, ale zbliżamy się do parytetu. W przypadku dronów wielowirnikowych — w zależności od kierunku — gdzieś mamy parytet z przeciwnikiem, gdzieś on przeważa, a gdzieś my. Jeśli chodzi o zwykłe drony, gdzie sygnał jest przekazywany z pilota do drona w określonym zakresie częstotliwości, to w tej nomenklaturze mamy z przeciwnikiem parytet, a czasami nawet przewagę. Drony światłowodowe, drony kamikadze FPV — tutaj przeciwnik ma absolutną przewagę.

Dlaczego? Ponieważ otrzymują oni najwyższej jakości światłowody i komponenty do tych dronów, one pochodzą z Chin — i to w takiej ilości, jaka jest im potrzebna. Jednocześnie w Ukrainie tych komponentów trzeba szukać na całym świecie, a potem mogą one jeszcze długo stać na granicach. Idźmy dalej. Ciężkie drony bombowe. Tutaj jesteśmy absolutnymi liderami. Przeciwnik do tej pory nie zdołał stworzyć niczego podobnego. Jeśli chodzi o drony przechwytujące, Ukraina obecnie zachowuje pozycję lidera. Widać jednak i tak, że przeciwnik przewyższa nas w większości rodzajów sił i środków. Nic jednak z tego nie wynika.

Ukraiński dowódca wskazuje na błąd krajów UE. „Wzywam do uświadomienia sobie zagrożenia”

Czy cele Rosji zmieniły się od początku pełnej inwazji?

Nie. Celem jest okupacja Ukrainy i zniszczenie możliwości rozwoju państwa ukraińskiego poprzez zniszczenie nosicieli tej państwowości. Czyli naszego narodu. Bo ta państwowość to nasze tradycje, obrzędy, dziedzictwo, historia. Czy mogą to zrobić? Nie. Wróg może odnieść pewne sukcesy taktyczne. Ale jeśli policzyć, ile Rosjanie wydali pieniędzy i zasobów, a potem spojrzeć na wynik — on jest znikomy.

Jest tak, dlatego że Siły Zbrojne Ukrainy utrzymują obronę. To też dzięki naszym międzynarodowym partnerom, którzy nas wspierają. Jesteśmy bardzo wdzięczni Polsce jako korytarzowi logistycznemu. Dziękujemy też za pomoc wojskowo-techniczną, za przyjęcie ukraińskich rodzin, kobiet i dzieci. To niezwykle ważne. Wojna to kwestia pieniędzy i zasobów. A to wsparcie daje nam możliwość walki. Razem możemy odnieść jeszcze większy sukces. Jeśli będziemy zdecydowani w swoich działaniach.

Czytaj: Stosunek Polaków do Ukraińców. Najgorsze wyniki od 10 lat [SONDAŻ]

Dlaczego myśliwce NATO, nie opuszczając przestrzeni powietrznej krajów Sojuszu, nie mogą zestrzeliwać rosyjskich dronów i rakiet nad Ukrainą? To przecież kwestia bezpieczeństwa, na przykład Polski. Jeśli tego nie zrobimy, to rakieta lub dron mogą wlecieć na to terytorium. Tak zresztą już było.

Czy uważasz, że Europa nie dostrzega zagrożenia? Czy to wyłącznie kwestia polityczna?

Poparcie wyborcze jest zawsze ważną kwestią. Ludzie nie chcą rozmawiać o wojnie i zagrożeniu. Taką samą pomyłkę popełniła Ukraina. A teraz za to płacimy. Czy Putin zaatakuje kraje UE? Już to robi. Systematycznie narusza przestrzeń powietrzną. Turcja w takiej sytuacji po prostu zestrzeliła w 2015 r. samolot. Europejczycy dają Rosji pewność, że nie będzie poważnej odpowiedzi. Widzimy również, że gotowość młodzieży w wielu krajach europejskich do walki o swoje jest na niskim poziomie. Dlatego wzywam kraje UE do uświadomienia sobie realności tego zagrożenia. Myślę, że Europejczycy powinni również pomyśleć o zdobyciu niezbędnego doświadczenia bojowego w Ukrainie, na polach walk.

Ukraiński dowódca uważa, że NATO popełnia błąd. „Nauczcie swoich ludzi skutecznie walczyć”

Co masz na myśli?

Jaki sport lubisz?

Boks.

W takim razie wyjaśnię to na przykładzie boksu. Można wiedzieć wszystko o boksie i [ukraińskim bokserze] Ołeksandrze Usyku — jak trenuje, z kim walczy, kim są jego partnerzy, jaki ma program treningowy, jaką ma drogę życiową. Możemy obejrzeć wszystkie jego walki. Ale jeśli postawimy nas na jego miejsce na ringu, nie wygramy, bo bez praktyki to niemożliwe. Musisz nieustannie trenować, wychodzić na ring z najlepszymi, doprowadzać swoje działania do automatyzmu.

Tak samo jest z wojną. Analiza i nauka bez rzeczywistego udziału w działaniach bojowych nie dają zdolności bojowej. Wiedzieć, jak walczyć, a walczyć naprawdę, to dwie różne rzeczy. Aby zbudować skuteczne siły zbrojne NATO, w tym Polski, ich żołnierze muszą zdobyć doświadczenie bojowe. Dopóki kraje partnerskie nie wyślą swoich kontyngentów, przynajmniej na niepriorytetowe kierunki frontu, nie będą w stanie nauczyć się walczyć.

Co zrobiła Korea Północna? Aby zwiększyć swoje zdolności bojowe, wysyła żołnierzy do Rosji, gdzie biorą udział w działaniach wojennych. W rezultacie obecnie wszyscy żołnierze Korei Północnej przechodzą szkolenie obejmujące np. obsługę dronów. Oznacza to, że poziom wyszkolenia żołnierza Korei Północnej będzie wyższy niż żołnierza np. Polski.

Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un podczas ceremonii z żołnierzami, 24 października 2025 r.

Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un podczas ceremonii z żołnierzami, 24 października 2025 r.KCNA VIA KNS / AFP / East News

Nie rozumiem, dlaczego partnerzy tak zasadniczo nie chcą wysłać swoich kontyngentów. To przecież leży w ich interesie. Zagrożenie jest bowiem znacznie większe, niż mogłoby się wydawać. Nie ma nic straszniejszego w życiu niż wojna, która dotarła do twojego domu. Gdy dzieje się to na twoim terytorium, zagrożeni są nie tylko żołnierze, ale także dzieci, cywile, osoby starsze. Jeśli nie kontyngent, to przynajmniej emerytowani oficerowie, ochotnicy. Zdobądźcie doświadczenie tutaj, pomóżcie Ukrainie, a potem wróćcie i nauczcie swoje armie. Nauczcie swoich ludzi skutecznie walczyć, aby nie stali się ofiarami rosyjskiej agresji.

CZYTAJ: Trafili na wojnę Rosji. Północnokoreańscy żołnierze błagają o pomoc. „Wyrok śmierci”

To przecież oczywisty fakt: aby wojna nie dotarła do UE, trzeba wzmocnić Ukrainę. Wtedy będzie można złamać potencjał gospodarczy Rosji, straci ona zdolność do prowadzenia aktywnych działań ofensywnych, front zamrze na terytorium Ukrainy, przeciwnik nie będzie w stanie przeprowadzić szturmu, a Siły Zbrojne Ukrainy będą utrzymywać linię frontu.

I wtedy możliwe będą realne negocjacje?

Rosja nie może zająć Ukrainy, a my nie możemy odzyskać naszych terytoriów, dlatego pojawia się szansa na rozwiązanie polityczno-dyplomatyczne. Jest to możliwe — obie strony podpisują porozumienie, które nie zadowala żadnej z nich.

Dowódca wskazał pierwszą połowę 2027 r.

A jaka jest pańska prognoza na rok 2026? Czy możliwe są takie warunki, w których Rosja rozpocznie prawdziwe negocjacje, a nie ich imitację?

Dopóki Rosja jest w stanie atakować — nie. Negocjacje są możliwe, gdy Rosja straci możliwość ataku, a Ukraina nie straci możliwości obrony. Dlatego jestem przekonany, że będziemy walczyć przez cały 2026 r., ale od kwietnia do maja może zmienić się stanowisko USA dzięki procesom przedwyborczym. W końcu w amerykańskim społeczeństwie jest zapotrzebowanie na wsparcie Ukrainy. Dlatego wiosną, moim zdaniem, może nastąpić zmiana kierunku wsparcia dla Ukrainy.

Jeśli Siły Zbrojne Ukrainy otrzymają dalekosiężną, wysoce precyzyjną broń, na przykład Tomahawki, będziemy w stanie systematycznie niszczyć obiekty, które produkują ropę i gaz. To znaczy: pomagają w wydobyciu ropy, magazynowaniu, transporcie tzw. flotą cieni. Wszystko to nadal zasila budżet Federacji Rosyjskiej, który jest wydawany na wojnę. Oznacza to, że naszym zadaniem jest zadać Rosji nieodwracalny cios, aby przeciwnik stracił zdolność do gromadzenia zasobów.

W grudniu 2025 r. osiągnęliśmy już moment, w którym zniszczyliśmy więcej wrogów, niż Rosja była w stanie zmobilizować. Pozbyliśmy się 35 tys., a wróg wystawił do walki 33 tys. Jeśli uda się utrzymać tę tendencję przynajmniej przez pół roku, Rosja straci zdolność do aktywnych działań ofensywnych. Wtedy mogą rozpocząć się prawdziwe negocjacje w oparciu o porozumienia, które są obecnie ustalane.

A o jakich terminach mowa, jeśli — jak pan zauważył — kierunek może ulec zmianie w kwietniu?

W optymistycznym scenariuszu — pierwsza połowa 2027 r. Być może wtedy zostanie podpisane porozumienie, które będzie zawierało gwarancje bezpieczeństwa i nasze prawa jako suwerennego państwa. Na razie nie widzę ku temu żadnych przesłanek. Dlatego przygotowujemy się do długotrwałych działań wojennych.

Ukraiński dowódca nie widzi obecnie szans na pokój z Rosją. „Musimy przygotować się na długą wojnę”

Jak wojskowi na froncie odbierają rozmowy o negocjacjach z Rosją, rozejmie?

Rozmowy o pokoju zasadniczo wpływają na naszą zdolność obronną. Na przykład nasi partnerzy uważają, że jeśli pokój nastąpi wkrótce, można przeznaczyć mniej środków na wsparcie. Mężczyźni podlegający poborowi, którzy jeszcze nie wstąpili do wojska, uważają, że mogą posiedzieć kilka miesięcy w domu, bo wkrótce wojna się skończy i nie trzeba zmieniać swojego stylu życia. Przedstawiciele biznesu, którzy pomagają Siłom Zbrojnym Ukrainy, zastanawiają się, czy w tym miesiącu powinni przeznaczyć tyle samo pieniędzy na wojsko, czy też mogą je wydać na wsparcie swojej działalności, ponieważ wojna wkrótce się skończy. To dotyczy zaplecza.

A teraz o wojsku. Żołnierz codziennie ryzykuje życie. Odpiera ataki, przeprowadza ataki, wybija przeciwnika itp. Człowiek, który walczy od czterech lat, idzie do boju z myślą, że niby jutro wszystko się skończy, tylko że on może zginąć dzisiaj. Przetrwać cztery lata i nie dożyć zwycięstwa, które nastąpi tego jednego dnia? To trudna myśl. Powiem tylko, że rozmowy o możliwym pokoju, do których ma niby dojść „już jutro”, mają negatywny wpływ zarówno na partnerów, jak i na wojsko i ludność cywilną.

Nikt nie pragnie pokoju bardziej niż Ukraina. Bardzo do tego dążymy. Ale Ukraina chce sprawiedliwego pokoju, ale nie za wszelką cenę. Musimy zachować naszą państwowość, suwerenność, niezależność i uzyskać polityczne przesłanki, aby z biegiem czasu odzyskać nasze terytoria w sposób polityczno-dyplomatyczny.

Czy te rozmowy o pokoju mają wpływ na Rosję?

Tak. W Rosji zaczyna się boom mobilizacyjny. Ludzie myślą: podpiszę kontrakt, dostanę pieniądze, a wojna wkrótce się skończy i nie będę musiał walczyć. Trzeba to również wziąć pod uwagę. Dlatego musimy przygotować się na długą wojnę. Jeśli zakończy się ona wcześniej i na korzystnych dla Ukrainy warunkach, będzie to ogromny plus.