Jeśli przyjrzymy się bliżej statystykom, okazuje się że, weFrancji ponad 20 proc. dorosłych (od 15 lat w górę) nie ma partnera czy partnerki. Co było nie do pomyślenia jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
Tyle tylko, że czasy się zmieniły. Bo choć bycie w związku pozostaje dla wielu ideałem, nie jest już społeczną normą, obowiązkiem czy celem samym w sobie. Prawie połowa Francuzów deklaruje wręcz, że perspektywa bycia singlem im nie przeszkadza.
Życie w pojedynkę staje się nawet trendy. Jak by nie patrzeć jest dużo zalet: sprzątam, zmywam i piorę, kiedy mi się podoba. Jeśli chcę, żeby pranie wisiało tydzień, pozostawione na podłodze skarpety zbierały kurz, a brudne naczynia zapychały zlew, to nikt mi tego nie zabroni. Ale przede wszystkim bycie singlem to pełna swoboda w organizacji swojego czasu, spokój oraz brak ciągłych kompromisów i regularnych konfliktów z drugą osobą.
To argumenty, które skutecznie przemawiają do części Francuzów. Szczególnie w czasach, gdy cenione są dbanie o „własne ja”, rozwój osobisty i ogólna samorealizacja. Zatem, dla wielu osób, bycie w związku nie stanowi już niezbędnego składnika pożądanej samorealizacji ani synonimu sukcesu pt. „udało mi się w życiu, bo nie jestem sam”.
Co stoi za tym trendem? Dwa słowa: emancypacja kobiet. W ciągu zaledwie kilku dekad ich miejsce w francuskim społeczeństwie radykalnie się zmieniło. Obecnie ponad 80 proc. kobiet w wieku 25-49 lat jest aktywna zawodowo. To 20 proc. więcej niż w połowie lat 70.
Młodsze pokolenia kobiet są często lepiej wykształcone niż mężczyźni. Innymi słowy, bycie w związku z mężczyzną nie jest już niezawodną polisą ubezpieczeniową na wypadek trudności finansowych. Ta niezależność zmienia zasady gry. Na przykład decyzja o posiadaniu dzieci, ich utrzymanie nie są u kobiet koniecznie uzależnione już od wsparcia materialnego ze strony partnera.
Wiele kobiet może sobie dziś „pozwolić” na bycie samą. Nie są skazane na trwanie w złym związku. Łatwiej im odejść z relacji, która im nie odpowiada. Są bardziej asertywne w bronieniu własnych standardów. Idealny partner to już nie tylko ten, który zapewnia wsparcie finansowe, ale ten, który dzieli się obowiązkami, szanuje, słucha i jest zaangażowany.
Wchodzenie w związki stało się bardziej chaotyczne. Poważne relacje zaczynają się później i często trwają krócej. Separacje stały się powszechne: co drugie małżeństwo we Francji kończy się rozwodem, nie wspominając o rozstaniach pozamałżeńskich. W rezultacie ludzie spędzają więcej czasu w pojedynkę.
Mężczyźni nie mają czym zaimponować
W tym stosunkowo nowym dla nich kontekście mężczyznom niełatwo się odnaleźć. Wielu z nich wciąż trudno przestawić się na partnerski model związku i dodatkowe oczekiwania z nim związane. Model mężczyzny jako głównego żywiciela rodziny stracił na atrakcyjności.
Według kilku badań, poza wizją równego związku, kobiety poszukują przede wszystkim partnera, którego wykształcenie i sytuacja materialna byłyby co najmniej takie same jak ich własne. Zatem mężczyźni o niestabilnej pozycji zawodowej, gorszej sytuacji materialnej i o niższym wykształceniu już na starcie stoją często na straconej pozycji w poszukiwaniu potencjalnej partnerki.
W rezultacie na „rynku związków” powstaje nierównowaga. Niektórzy mężczyźni czują się wykluczeni, podczas gdy kobiety mają trudności ze znalezieniem partnera, który spełnia ich oczekiwania. Tym samym wiele osób pozostaje singlami, czasami wbrew swojej własnej woli.
Kontakt co najwyżej wirtualny
To zjawisko narzuconej samotności pogłębiają aplikacje randkowe. Nieograniczona możliwość swipe’owania w prawo i w lewo nieustannie podwyższa poziom oczekiwań wobec potencjalnego partnera czy partnerki. Użytkownicy klikają, porównują, dokonują coraz szybszej selekcji. Lecz do spotkań dochodzi rzadko, co generuje coraz większą frustrację.
Aplikacje są tu zresztą tylko jednym z przejawów zadziwiającego paradoksu, dotykającego nie tylko Francję, ale i cały świat.
Mimo ery cyfrowej i dostępnych dziś powszechnie niezliczonych narzędzi pozwalających na kontakt z drugim człowiekiem, ludzie przestali się spotykać „na żywo” czy nawet do siebie dzwonić. Wolą czatować. Zanikają zatem podstawowe umiejętności związane z naturalną interakcją społeczną. A skoro nie wychodzimy z kumplami, to co dopiero mówić o wychodzeniu na randki.
Z Paryża dla Interii Piotr Czarzasty
„Polityczny WF”: Czy to nowa gwiazda PiS? Typują go na „technicznego premiera”INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
