Przedstawiamy różne punkty widzenia
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Jasna Góra jest – i pewnie jeszcze długo pozostanie – miejscem dla Polaków (nie tylko tych bardzo wierzących) szczególnym. Jego historia i atmosfera tego miejsca przyciąga ludzi z najróżniejszych stron sceny politycznej, partyjnej i kościelnej. Ikona Czarnej Madonny, ale także atmosfera kaplicy są tak szczególne, że wciąż wielu przynosi tam swoje problemy i wyzwania.
Nie zapakujesz kanapek już w nic innego. To prawdziwy game-changer
Jest też czymś absolutnie oczywistym, że pielgrzymują tam również rozmaite grupy społeczne: maturzyści, uczniowie, rolnicy i robotnicy, motocykliści i kierowcy. Listę można ciągnąć długo. Od jakiegoś czasu – bo nie jest to zjawisko nowe – na Jasną Górę przybywają też kibice, którzy wnoszą tam specyficzny, właściwy sobie koloryt. I nie ma żadnych powodów, by im tego prawa odmawiać. Paulini, a to oni są strażnikami tego miejsca, nie powinni stać się cenzorami i wydawcami licencji na odpowiednią moralność. Jasna Góra powinna być otwarta dla wszystkich, także na tych, którzy w opinii jakichś innych grup społecznych nie powinni tam pielgrzymować.
Kazanie polityczne
To właśnie z tych powodów nie mam żadnego problemu z coroczną pielgrzymką kibiców na Jasną Górę. Ksiądz prof. Jarosław Wąsowicz, który ją zapoczątkował, miał trafną intuicję, że zwaśnieni na co dzień kibicie różnych drużyn, powinni mieć przestrzeń, w której mogą się spotkać. I trudno o lepsze miejsce do takiego spotkania niż właśnie Jasna Góra. Jeśli mam jakieś wątpliwości, a niestety je mam, to dotyczą one tego, że religijne treści tej pielgrzymki są coraz bardziej wypłukiwanie (a może lepiej powiedzieć – rozcieńczane) politycznymi i partyjnymi.
Tak jest z wystąpieniem księdza prof. Jarosława Wąsowicza, który w swoim kazaniu snuł refleksję polityczną, opartą o narrację jednego środowiska. – W ciągu 18 lat obserwowaliśmy bardziej czy mniej subtelne próby odrywania Polaków od źródeł tożsamości narodowej. Za szczególnie groźnie postrzegamy uporczywe próby programowego laicyzowania młodego pokolenia Polaków, wychowywania ich w duchu obcych nam standardów moralnych, ograniczania lekcji religii i usuwania krzyży z sal szkolnych, dalej antypolskie redukcje programów nauczania, usuwanie pereł literatury, wybitnych dzieł autorów, którzy całe pokolenia młodych Polaków uczyli wrażliwości na sprawę narodową – podkreślał kaznodzieja.
Kuriozalny koniec kazania na Jasnej Górze. Nawrocki dostał prezent
Duchowny ma oczywiście prawo do własnej oceny polskiej rzeczywistości, ale warto mu przypomnieć, że z owych 18 lat, o których on mówi, przynajmniej 10 władzę sprawował PiS… A laicyzacja najbardziej przyspieszyła właśnie wtedy, gdy to prawica sprawowała władzę. Może więc warto zadać sobie pytanie, czy odpowiedzialność za laicyzację ponoszą te (rzekome) siły, które Polskę „systemowo laicyzują” czy przyczyny są może jednak nieco głębsze.
Można też zadać pytanie, czy rzeczywiście kibicie pozostają we wszystkim wzorcem moralności i wiary, a także patriotyzmu, jak przedstawiał ich kaznodzieja. – Wciąż niezmiennie naszą inicjatywę z zaciekłością atakują media mainstreamowe i środowiska liberalno-lewicowe. A my, polscy patrioci, z roku na rok liczebnie i duchowo rośniemy w siłę. Niezmienne stało się również i to, że jako uczestnicy kibicowskiego pielgrzymowania zawsze spotykaliśmy się tu na Jasnej Górze, mając na uwadze troskę o naszą Ojczyznę i konsekwentnie, z tą samą wrażliwością zawsze mówiliśmy o tym samym: kim jesteśmy i skąd nasz ród, jakie są nasze korzenie, jakim wartościom chcemy być wierni, jakie są fundamenty naszej narodowej tożsamości; kim są nasi bohaterowie – mówił duchowny.
Prezydent w centrum
Mam pewne wątpliwości, czy akurat wszyscy kibice są najlepszym nośnikiem wartości patriotycznych i czy ich model patriotyzmu jest jedynie dostępnym, ale pozostawiam kaznodziei prawo do własnych interpretacji. Prawdziwy problem zaczyna się jednak gdy w centrum uroczystości, jako niemal obrońca wiary postawiony zostaje prezydent Karol Nawrocki. A to się dokładnie na sam koniec kazania stało. – I oto dzisiaj na Jasnej Górze jest z nami prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, który także konsekwentnie przypomina, że jesteśmy dumnym chrześcijańskim narodem, że trzeba bronić naszej Ojczyzny na wielu płaszczyznach, pielęgnować wartości, które nas kształtowały i o nas stanowią – mówił ksiądz Wąsowicz.
Nawrocki na Jasnej Górze © YouTube
I to jest ten moment, w którym pewne granice zostają przekroczone. Oczywiście kapelan prezydenta (a ksiądz Wąsowicz nim jest) miał pełne prawo przywitać prezydenta, a sam prezydent, który od lat uczestniczył w pielgrzymkach kibiców, miał pełne prawo tam być, ale nie sposób nie zadać pytania, czy rzeczywiście w czasie kazania powinna padać tego rodzaju apologia polityka?
A nie był to przecież jedyny tego rodzaju element. Kibice witali prezydenta okrzykiem służb mundurowych (co nie wygląda dobrze i daje asumpt do złośliwych żartów opozycji), a na Błoniach wyśpiewywali obraźliwą dla premiera Donalda Tuska piosenkę. I jak poprzednio trudno nie zadać pytania, czy narodowe sanktuarium jest rzeczywiście odpowiednim do tego miejscem. Kibice mają prawo mieć poglądy, ale nie powinni ich wyrażać w ten sposób w czasie pielgrzymki.
Mało chrześcijańskie narracje
Można też zadać pytanie, czy prezydent powinien przemawiać w czasie tej pielgrzymki od ołtarza? Wiem, że to nic nowego, wiem, że tak już wielokrotnie było, ale mam niezmienne wątpliwości, czy rzeczywiście jest to najlepsza droga. Trudno mi też pogodzić deklarowane chrześcijańskie wartości ze słowami, które padły z ust prezydenta. – Udało nam się obronić to hasło, które przywołujemy – Bóg, honor i ojczyzna. Tak, chcemy, aby Polska była normalna, aby Polska była silna, aby Polska była bezpieczna, aby bezpieczne były nasze granice, aby była państwem dobrobytu bez nielegalnych imigrantów. To udało nam się wspólnie wygrać 1 czerwca także dzięki waszej odwadze – mówił prezydent. I zostawiając już na boku pytania o narracje polityczne, warto przypomnieć prezydentowi, że wartości chrześcijańskie, o czym przypominają kolejni papieże, oznaczają otwartość także na migrantów i uchodźców (także nielegalnych).
Nawrocki przemawiał na Jasnej Górze. Szybka reprymenda od Bonieckiego
I wystarczy przywołać tu ostatnie słowa Leona XIV skierowane do korpusu dyplomatycznego. Papież mówił w nich o „subtelnych formach prześladowania chrześcijan” na Zachodzie.
„Jednocześnie nie możemy zapominać o subtelnej formie dyskryminacji religijnej wobec chrześcijan, która rozprzestrzenia się nawet w krajach, gdzie stanowią oni większość, na przykład w Europie czy w Amerykach. Ogranicza się im tam czasami możliwość głoszenia prawd Ewangelii z powodów politycznych lub ideologicznych, zwłaszcza gdy bronią godności najsłabszych, nienarodzonych dzieci, uchodźców i migrantów lub promują rodzinę” – mówił papież.
„W swoich relacjach międzynarodowych i działaniach Stolica Apostolska konsekwentnie opowiada się za obroną niezbywalnej godności każdej osoby. Nie można na przykład pominąć faktu, że każdy migrant jest osobą i jako taka ma niezbywalne prawa, które muszą być respektowane w każdej sytuacji. Nie wszyscy migranci przemieszczają się z własnego wyboru, ale wielu z nich jest zmuszonych do ucieczki z powodu przemocy, prześladowań, konfliktów, a nawet skutków zmian klimatycznych, jak ma to miejsce w różnych częściach Afryki i Azji. W tym roku, w którym przypada również 75. rocznica powstania Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, na nowo wyrażam nadzieję Stolicy Apostolskiej, że działania podejmowane przez państwa w celu zwalczania przestępczości i handlu ludźmi nie staną się pretekstem do podważania godności migrantów i uchodźców” – dodał papież.
I trudno nie zadać pytania, na ile narracja prezydenta jest zgodna z nauczaniem papieża.
Problem polityzacji wiary
To wszystko stawia przed Kościołem w Polsce (a także przed kustoszami sanktuarium jasnogórskiego) fundamentalne pytanie o niebezpieczne (i wcale nie rozpoczynające się od Karola Nawrockiego) spojenie partyjnej polityki i wiary w polskich dyskursach. W interesie Kościoła, ale także wiarygodnego głoszenia Ewangelii, leży to, by te dwa elementy – partyjną politykę i wiarę – od siebie oddzielać.
Promowanie jednych polityków przeciwko drugim, przejmowanie na ambonach narracji partyjnych, wynoszenie pod niebiosa konkretnych partii, jest dla Kościoła i jego wiarygodności bardzo niebezpieczne. I już choćby dlatego warto się zastanowić, jak te zjawiska ograniczać. Jak – zachowując pełne prawo do obecności różnych grup na Jasnej Gorze – ograniczać rozgrywanie tego miejsca w sposób ściśle partyjny? I jak doprowadzić do tego, by duchowni i świeccy zawsze pamiętali, że choć polityka (także ta partyjna) jest istotna, to z całą pewnością – poza zupełnie wyjątkowymi sytuacjami – nie powinna zajmować czasu i miejsca na ambonie. Tam są do powiedzenia zdecydowanie istotniejsze rzeczy, dotyczące nie władzy, a zbawienia.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował „Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła”, a wcześniej m.in. „Czy konserwatyzm ma przyszłość?”, „Koniec Kościoła, jaki znacie” i „Jasna Góra. Biografia”.