Nieugięta postawa polskiego rządu

Jak wskazuje brukselska korespondentka radia RMF FM z powodu topornej strategii władz Polska została zepchnięta na margines negocjacji. Niezależnie od propozycji było wiadomo, że rząd będzie przeciwny, co dla wielu krajów i samej Komisji Europejskiej oznaczało, że wychodzenie z jakimikolwiek propozycjami nie ma większego sensu. Na pozbawione elastyczności decyzje rządzących wpływały postawy rolników, dodatkowo podsycane przez opozycję. Jak powiedziała stacji jedna z osób związanych z koalicją rządzącą takie ciągłe mówienie „nie” to już nie są negocjacje, a „jednostronne oświadczenie”, którego nikt nie chce słuchać.

Rolnicy zyskali dzięki Francji i Włochom

To, że nie trzeba się zgadzać, a mimo wszystko coś zyskać pokazały przykłady będącej przeciw umowie Francji i popierających ją Włoch. Do końca nie było pewności co do decyzji obydwu krajów, dzięki czemu możliwe było wynegocjowanie pewnych warunków. Istotny okazał się również wpływ Parlamentu Europejskiego, gdzie obstawiano za niższym 5 proc. progiem uruchamiania klauzuli ochronnych dla rolników (głosowali za tym również polscy eurodeputowani) i ostatecznie został on przyjęty.

Zobacz wideo Mercosur wzbudza coraz większe emocje. Rolnicy wyszli na ulice

Brak własnych inicjatyw

Stacja wskazuje również, że Polska rzadko wychodziła z własnymi inicjatywami często po prostu wspierając postulaty innych krajów. Tak było np. ze zwiększeniem środków dla rolników w przyszłym unijnym budżecie, zasadą wzajemności (tak samo produkowane, bez pestycydów zakazanych w UE), czy klauzulami bezpieczeństwa. Dziennikarze zwrócili uwagę, że Paryż pod koniec nie zwracał już uwagi na postawę Warszawy, starając się przeforsować swoje pomysły. Choć warto pamiętać, że nie wszystko, co chciała Francja było korzystne dla Polski. Tak wyglądała np. kwestia zniesienia ceł na niektóre nawozy i zawieszenia podatku węglowego od importowanych nawozów, co może mieć negatywne konsekwencje dla polskich zakładów azotowych.

Włochy z kolei uzyskały przesunięcia budżetowe na rolnictwo, w tym możliwość wcześniejszego wykorzystania 45 mld euro. Polska dla rolników niczego samodzielnie nie uzyskała. Jak ocenił Czesław Siekierski, były szef resortu rolnictwa: „Można było wytargować więcej, jeżeli chodzi o hamulce bezpieczeństwa, ograniczenie importu i zadośćuczynienie w razie naruszenia stabilność unijnego rynku”.

Zabrakło rozsądku i elastyczności

Niektórzy współpracownicy premiera uważali, że umowa przedstawiana jest w nadmiernie niekorzystnym świetle i że należy lepiej negocjować, bo i tak zostanie ona przyjęta przez UE. Jak wspomniał jeden z rozmówców radia po wyborach prezydenckich należało zgłosić trzy propozycje takie jak klauzule bezpieczeństwa, gwarantowany fundusz wyłącznie na pokrycie strat w wyniku wejścia w życie umowy z Mercosurem, a także pieniądze z tzw. drugiego filaru Wspólnej Polityki Rolnej (w projekcie przyszłego budżetu UE są razem ze środkami na politykę spójności). Być może dwie z nich udałoby się przeforsować.

Jak podsumowują rozmówcy po przegranych wyborach prezydenckich ważniejsze okazały się rozmowy o rekonstrukcji rządu i przez załatwianie spraw krajowych przegapiono odpowiedni moment na przemyślenie podejścia do Mercosur. – Przyszli nowi ludzie, którzy musieli się dopiero zorientować w nowej sytuacji i zanim się zorientowali to wszystkie pociągi odjechały – powiedział RMF FM anonimowy rozmówca.

Czytaj też:Euforia w krajach Mercosur ws. umowy z UE. Już zacierają ręce. „Zyskamy dostęp do wielkiego rynku”