Nie zapakujesz kanapek już w nic innego. To prawdziwy game-changer
Mężczyzna, który pozbawił życia swojego psa, został pod koniec zeszłego roku skazany przez sąd w Opolu na pięć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Kiedy wyrok się uprawomocni, pójdzie do więzienia. Musi też zapłacić 5 tys. zł na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Opolu.
Jak relacjonuje „Gazeta Wyborcza” wyrok, zdaniem społeczności i świadków tej okrutnej egzekucji, dokonanej na zwierzęciu na terenie krapkowickiej firmy, jest zbyt łagodny. Pies został powieszony na wózku widłowym i umierał w męczarniach.
Świadkowie twierdzą, że Timo, przywiązany do stalowej linki, został celowo podniesiony i trzymany przez kilkanaście minut. Właściciel nie uwolnił psa, mimo próśb pracowników zakładu. Uduszony czworonóg skonał na oczach właściciela.
Według sędziego Grzegorza Fedyczkowskiego oskarżony mógł nie mieć bezpośredniego zamiaru zabicia psa, ale z pełną świadomością godził się na jego cierpienie. Właściciel miał traktować podduszenie jako metodę wychowawczą, by „złamać” charakter psa. Nie zaniechał opuszczenia wideł wózka, nawet mimo prośby świadka.
Jan D. przed końcem 2025 roku odwołał się od wyroku do sądu drugiej instancji. – Ludzie myślą, że my tutaj katujemy zwierzęta, a to był nieszczęśliwy wypadek. Przecież gdybym chciał tego psa zabić, to mógłbym to zrobić na sto różnych sposobów. Poza tym to był pies. Nie można porównywać jego śmierci ze śmiercią człowieka – stwierdza w rozmowie z „Wyborczą”.
Źródło: opole.wyborcza.pl