Na coraz częściej padające pytanie, ile jeszcze Robert Lewandowski (właśnie leci mu 38. rok życia) może dać Barcelonie, Hansi Flick odpowiada swoimi decyzjami personalnymi: wciąż bardzo dużo! Jeśli w prestiżowym El Clasico stawia na „Lewego”, to znaczy, że nie myśli o nim jako wypalonym emerycie, którego można wpuszczać na boisko już tylko na końcówki spotkań, bo więcej nie da rady.
Flick wciąż widzi w Polaku potencjał na bycie bardzo ważną częścią Barcelony. Kiedy na przykład zapowiada się mecz z silnymi fizycznie i wysokimi obrońcami rywala (a właśnie tacy są defensorzy Realu) bardziej niż Ferran Torres przydaje się napastnik o parametrach „Lewego”. Silny, wysoki, dobrze grający głową, umiejący wejść w kontakt z przeciwnikiem. I wtedy Flick nie sugeruje się metryką Roberta. Uznaje, że on da drużynie więcej.
ZOBACZ WIDEO: Fabiański szczerze o swojej przyszłości. „Czas wygaszać ten ogień”
Ale jeszcze ważniejsze jest to, że Polak swoją grą potwierdza, że diagnoza niemieckiego szkoleniowca jest prawidłowa. „Lewy” wciąż ma bardzo dużo do zaproponowania. Nawet w El Clasico – starciu gigantów. Tu przecież słabych piłkarzy nie ma, w tym miejscu nie można się znaleźć przypadkowo.
W niedzielnym meczu z Realem (3:2), w doliczonym do pierwszej połowy czasie gry, „Lewy” zdobył bramkę w taki sposób, w jaki zdobyć mógł go tylko on. Kiedy trzeba się wykazać jednocześnie kunsztem technicznym, doświadczeniem, wyczuciem czasu i przestrzeni oraz nosem wielkiego snajpera.
Polak pokazał przy golu dobre wyjście do podania, szybką ocenę sytuacji i delikatne, precyzyjne podcięcie piłki nad próbującym interweniować golkiperem Realu. Wykończenie akcji – klasa światowa. Wydawało się, że gol Lewandowskiego da jego drużynie psychologiczną przewagę przed drugą połową, ale… tak się tylko wydawało.
Barca – co jest trudno wytłumaczalne – zdążyła, jeszcze zanim piłkarze zeszli do szatni, stracić to prowadzenie. Bo Real po raz drugi tego dnia przypomniał rywalom starą zasadę z westernów, że do śmiercionośnej cobry nigdy nie wolno odwracać się plecami.
Lewandowski w niedzielę pograł do 65. minuty i został zmieniony przez Torresa. Flick ma wielki komfort: za dobrego, doświadczonego napastnika wprowadza młodszego, też bardzo dobrego napastnika, który na dodatek jest obecnie w wysokiej formie. Choć akurat w niedzielę tego nie potwierdził.
Niemniej jednak trener Flick z takiego komfortu łatwo nie zrezygnuje. Lewandowski może już prochu nie wymyśli, ale też – wiedząc jak bardzo Robert dba o swoją formę fizyczną – można założyć, że znacząco lotów nie obniży.
Przed niedzielnym finałem Flick komplementował Kyliana Mbappe (18 goli i cztery asysty w tym sezonie La Liga), mówiąc, że Francuz jest obecnie najlepszym napastnikiem świata. Wiadomo, że dzisiaj Lewandowski (9 goli i jedna asysta w tym sezonie La Liga) jest piłkarzem już innej półki niż napastnik Realu.
Ale warto przypomnieć, że przecież jeszcze w poprzednim sezonie bardzo długi obaj szli „łeb w łeb” w rywalizacji o Trofeo Pichichi dla najskuteczniejszego piłkarza ligi hiszpańskiej. Ostatecznie wygrał Francuz z 29 trafieniami, a Robert skompletował wówczas 25 bramek. W tym sezonie ta różnica będzie zapewne jeszcze większa, ale nie ma to znaczenia dla przyszłości Polaka w Barcelonie.
Po pochwałach Flicka pod adresem Mbappe, łatwo się domyślić, że Niemiec chciałby takiego gracza w swojej drużynie. Tyle że dzisiejszej Barcelony nie stać ani na napastnika nr 1 na świecie, ani numer 2, ani nawet numer 7. A skoro tak, to nikogo lepszego niż Lewandowski klub z Katalonii nie będzie w stanie sprowadzić.
Zresztą na dziś Barcelona bardziej potrzebuje stopera niż średniej klasy napastnika. Oprócz Lewandowskiego i Ferrana Torresa w ataku może grać przecież także Marcus Rashford, którego Barcelona zamierza wykupić z Manchesteru United na stałe.
Organizacja gry Barcelony, bardziej niż na ataku, opiera się na drugiej linii i na tym, czego na skrzydłach dokonają dwa „wiatraki” – Raphinha i Lamine Yamal. Napastnik jest ważny, ale nie najważniejszy.
Jeśli wiosną – do marca/kwietnia, kiedy będzie zapadała decyzja w sprawie przedłużenia umowy na kolejny sezon – „Lewy” będzie w stanie dawać tyle Barcelonie, ile w saudyjskim El Clasico, nikt go z klubu nie będzie wypychał.
Na dziś wydaje się, że fani serialu „Polacy w Barcelonie” mogą być zadowoleni. Szykuje się nam kolejny sezon tego hitu.
Dariusz Tuzimek, WP SportoweFakty