Reżimy autorytarne zazwyczaj nie upadają jednocześnie, ale opierają się na tej samej strukturze: ekstremalnej centralizacji władzy, represyjnym aparacie, propagandzie i iluzji permanentnej konfrontacji z „wrogiem zewnętrznym”. Chociaż Nicolas Maduro i Władimir Putin nie są identycznymi postaciami, należą do tego samego ekosystemu politycznego.

Zatrzymanie wenezuelskiego dyktatora przez Stany Zjednoczone i postawienie go przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości w styczniu 2026 r. to historyczny precedens, którego wpływ wykracza daleko poza Amerykę Łacińską. Wydarzenie to burzy podstawowy mit autokratów: że uzurpacja władzy wewnętrznej jest gwarancją zewnętrznej nietykalności.

Przez lata Wenezuela była klasycznym przykładem autorytarnej degradacji, bogatym w zasoby krajem, który został wyniszczony przez korupcję, represje i załamanie gospodarcze. Przetrwanie Maduro opierało się na lojalności wojska i systemie zaprojektowanym nie do sprawowania rządów, ale wyłącznie do niszczenia przeciwników.

Jego przymusowe usunięcie od władzy jest sygnałem dla wszystkich innych dyktatorów: gwarancja bezpieczeństwa osobistego jest obecnie coraz bardziej niepewna.

Fizyczne usunięcie dyktatora z jego kraju przez siły zewnętrzne jest barierą psychologiczną, która wcześniej była uważana za nieprzekraczalną „czerwoną linię”.

Wojna jako mechanizm przetrwania

Rosja Władimira Putina przekształciła się w „państwo będące w ciągłym stanie wojny”. Inwazja na Ukrainę nie jest już tylko elementem polityki zagranicznej; jest podstawą kontroli wewnętrznej. Mobilizacja, cenzura i represje są uzasadnione logiką permanentnego konfliktu.

Jednak historia uczy nas, że długotrwałe wojny wyczerpują systemy autorytarne od wewnątrz. Zmęczenie gospodarcze, straty na polu bitwy i sankcje powodują pęknięcia w elicie rządzącej. Precedens Maduro ma druzgocące znaczenie dla Moskwy, ponieważ pokazuje, że przywódcy powiązani z międzynarodowymi zbrodniami nie mają już żadnej „siatki bezpieczeństwa”.

Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores eskortowani przez agentów federalnych, Nowy Jork, 5 stycznia 2026 r. XNY/Star Max/GC Images / Getty Images

Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores eskortowani przez agentów federalnych, Nowy Jork, 5 stycznia 2026 r.

Pytanie „Czy następny po Maduro będzie Putin?” nie oznacza mechanicznej sekwencji wydarzeń. System rosyjski jest większy i bardziej odporny, ale ma te same słabe punkty. Aresztowanie Maduro wprowadziło destrukcyjną wątpliwość do systemów zbudowanych na micie „niezwyciężoności”.

Sprawa Maduro potwierdza, że era bezkarności dyktatorów dobiega końca.

Anatomia tyranii

Erozja systemów autorytarnych znajduje głębokie literackie odzwierciedlenie w arcydziele Mario Vargasa Llosy „Święto kozła” (La Fiesta del Chivo). Powieść opisuje ostatnie dni dyktatury Rafaela Trujillo w Republice Dominikańskiej, oferując chłodne spojrzenie na mechanizmy władzy, które podtrzymują — i ostatecznie niszczą — autokratów takich jak Maduro czy Putin.

Trujillo, podobnie jak Maduro czy Putin, utożsamiał swoją osobę z samym państwem. Powieść Llosy pokazuje, że dyktatura nie opiera się na prawdziwym poparciu społecznym, ale na zbiorowym przekonaniu psychologicznym, że „szef” jest nietykalny. Aresztowanie Maduro i jego pojawienie się przed amerykańskim sądem burzy tę „boską” aurę.

Dowodzi to, że przejście od „najwyższego przywódcy” do „więźnia” jest kwestią okoliczności, a nie czymś niemożliwym.

Jak pokazuje powieść, elita rządząca jest często osłabiona ciągłymi upokorzeniami i strachem. Elita rosyjska nie jest tu wyjątkiem. Lojalność w takich reżimach ma charakter czysto transakcyjny.

Kiedy „wróg zewnętrzny” lub międzynarodowa sprawiedliwość w końcu przełamują mur bezkarności, strach wewnętrznego kręgu przed dyktatorem zostaje zastąpiony strachem przed zatonięciem wraz ze statkiem.