Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział w zeszłym tygodniu zdanie, które skłania do refleksji. „Żyjemy w świecie wielkich mocarstw, które są skłonne podzielić świat między siebie” — podkreślił. Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że Trump, Putin i Xi chcą podzielić tort na trzy części. Pozostaje niepokojące pytanie: kto dostanie jaki kawałek? I co stanie się z Europą?
Po II wojnie światowej przez kilka dziesięcioleci obowiązywał porządek świata, który co prawda był zakłócany przez wojny regionalne, ale ogólnie rzecz biorąc, miał swoje uzasadnienie. Był to Zachód przeciwko Wschodowi, a do tego dochodziła reszta świata.
Kiedy w 1989 r. opadła żelazna kurtyna, świat stał się bardziej kolorowy. Klemens H. Fischer, profesor stosunków międzynarodowych i geopolityki na Uniwersytecie w Kolonii, mówi Blickowi, że „teraz ta faza ostatecznie dobiegła końca”. — Wkraczamy w nową erę, erę renesansu imperiów — dodaje.
Trzy wielkie mocarstwa — Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny — dążą do umocnienia swojej dominacji. Interesują je nie tylko miejsca o znaczeniu strategicznym, ale przede wszystkim surowce, takie jak metale ziem rzadkich, ropa naftowa i gaz ziemny.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Właśnie na tych liniach zaczynają się rzeczywiste granice ekspansji trzech wielkich mocarstw. Jeśli będą chciały pójść dalej, będą musiały podjąć działania militarne przeciwko sobie
— zauważa Fischer.
Powrót globalnego imperializmu nie jest zaskoczeniem, uważa Fischer. Jest on konsekwencją wyczerpania się stref wpływów wielkich mocarstw i rozpoczęcia walki o tereny, które nie zostały jeszcze jednoznacznie podzielone.
USA — dominacja Zachodu
Stany Zjednoczone chcą rozszerzyć swoje wpływy na cały kontynent amerykański i sprawować wyraźną dominację w całym zachodnim świecie. Również Grenlandia znajduje się w planach Donalda Trumpa. Chce on „za wszelką cenę” wyspę, która jest terytorium zależnym Danii.
Rosja — powrót do imperium carskiego
Moskwa ujawniła swoje imperialne cele, atakując Ukrainę. W centrum uwagi znajduje się przywrócenie dawnego imperium carskiego i byłego Związku Radzieckiego. Działania są brutalne.
Chiny — globalne zakupy
Pekin od dziesięcioleci podsyca napięcia wokół Tajwanu. Ze względów strategicznych Chiny chcą rozszerzyć swoje wpływy na cały region Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Xi Jinping robi to po cichu. Armia jest dotychczas wykorzystywana tylko jako środek zastraszania.
— Pekin wyruszył na globalną wyprawę zakupową i dzięki inicjatywie Pasa i Szlaku opracował niemal idealną strategię — mówi Fischer. Inicjatywa ta, zwana również Nowym Jedwabnym Szlakiem, polega na budowie szlaków handlowych i sieci infrastrukturalnych w ponad stu krajach.
Indie — bez ambicji ekspansji
Indie mają obecnie więcej mieszkańców niż Chiny. Stają się coraz większą potęgą, ale nie mają większych planów ekspansji.
Afryka — tragiczny kontynent
Bogata w surowce, ale uboga gospodarczo Afryka stała się ukrytym teatrem wojny wielkich mocarstw. Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, a także Indie próbują za pomocą wszelkich środków — z wyjątkiem interwencji militarnej — zdobyć przyczółek na tym kontynencie.
Robią to częściowo poprzez bezpośrednie inwestycje, częściowo poprzez mniej lub bardziej hojne udzielanie kredytów, a częściowo poprzez współpracę w zakresie edukacji i technologii. — Afryka odgrywa prawdopodobnie najbardziej tragiczną rolę w tej erze neoimperializmu — argumentuje Fischer.
Europa — piłka w rękach wielkich mocarstw
Europa odgrywa rolę statysty w walce imperiów. — UE po prostu brakuje potencjału militarnego, aby mieć coś do powiedzenia — mówi Fischer.
Europa jest atakowana ze wszystkich stron: Rosja grozi militarnie, Stany Zjednoczone chcą ją przeciągnąć na swoją stronę, wspierając partie prawicowe, a Chiny wywierają presję gospodarczą, stosując politykę niskich cen.
— Niezależność Europy będzie w dużej mierze zależała od tego, czy uda jej się ponownie skonsolidować gospodarczo — zaznacza ekspert w rozmowie z Blickiem.
Europa musi znaleźć w neoimperializmie miejsce, które zapewni jej jak największą autonomię, ale w razie potrzeby również bezpieczną przystań. — I pomimo obecnej administracji w Waszyngtonie, będą to nadal Stany Zjednoczone — uważa Fischer.