W 2025 roku w kilku krajach Ameryki Łacińskiej odbyły się wybory prezydenckie. Kampanie wyborcze – czasem przy wyraźnym wpływie Stanów Zjednoczonych – zdominowane były przez niepewność, związaną z przestępczością zorganizowaną, niezdolność rządów do reagowania na potrzeby społeczno-ekonomiczne ludności oraz migrację. Jedynie w Ekwadorze partia rządząca zdołała utrzymać władzę, a Daniel Noboa ponownie wygrał wybory prezydenckie w kwietniu, w obliczu poważnego kryzysu bezpieczeństwa i osłabionej gospodarki. W Chile kampania naznaczona strachem przed przestępczością zorganizowaną i wzrostem nielegalnej migracji zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem ultraprawicowego José Antonio Kasta z Partii Republikańskiej. W Boliwii zwycięstwo także odniósł prawicowy kandydat Rodrigo Paz, kończąc tym samym prawie 20 lat rządów Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS) pod przewodnictwem populistycznego Evo Moralesa.
Nie inaczej było w Hondurasie, gdzie po kontrowersyjnym wyniku i mocnej presji ze strony Stanów Zjednoczonych, zwycięzcą ogłoszono prawicowego kandydata Nasry Asfura oraz w Argentynie, gdzie Trump wsparł ekonomicznie rząd Javiera Milei przed kluczowymi wyborami parlamentarnymi, ostrzegając, że wycofa pomoc, jeśli jego partia przegra.
Do zmiany rządu – choć bez wyborów – doszło w Peru, gdzie w październiku Kongres postawił w stan oskarżenia niepopularną prezydent Dinę Boluarte z powodu „moralnej niezdolności” do sprawowania urzędu w obliczu gwałtownego wzrostu przestępczości.
Prawica będzie teraz rządzić 11 krajami, a lewica – ośmioma, w tym autorytarnymi reżimami Nikaragui, Kuby i – przynajmniej na razie – Wenezueli. Formuła postępowo-etatystyczna, która panowała w wielu krajach kontynentu od początku XXI wieku, wyraźnie się wyczerpała. Zwrot w prawo ma jednak mniej wspólnego z ideologią i jest raczej głosem protestu przeciwko niepowodzeniu lewicowych partii rządzących w rozwiązywaniu problemów strukturalnych. W 2026 roku Trump może ponownie próbować wpływać na procesy wyborcze w regionie. Oprócz Brazylii i Kolumbii, wybory prezydenckie i parlamentarne odbędą się w Kostaryce, Peru i – o ile w ogóle dojdą do skutku – w Haiti.
(K)raj gangów
Haiti od lat pogrążone jest w chaosie i choć oficjalnie nie zostało ogłoszone „państwem upadłym”, wykazuje wiele jego cech charakterystycznych. Gangi kontrolują znaczną część terytorium, gospodarkę i infrastrukturę strategiczną, w tym porty i autostrady oraz 90 proc. stolicy Port-au-Prince. Ani Prezydenckiej Radzie Tymczasowej, utworzonej po wymuszonej rezygnacji premiera Ariela Henry’ego w marcu 2024 roku, ani Wielonarodowej Misji Wsparcia Bezpieczeństwa (MSB), nie udało się powstrzymać naporu grup przestępczych. Prawdopodobieństwo, że powstałe we wrześniu 2025 roku na wniosek Rady Bezpieczeństwa ONZ Siły do Zwalczania Gangów (GSF) spotka ten sam los, jest bardzo duże.
Kryzys na Haiti ma poważne reperkusje regionalne. Kraj stał się kluczowym korytarzem przemytu narkotyków, a niektóre gangi rozszerzyły swoje macki na Florydę i Dominikanę. Kryzys humanitarny zmusił tysiące obywateli Haiti do ucieczki do krajów takich jak Brazylia, Meksyk, Nikaragua i Stany Zjednoczone. Mandat Rady Tymczasowej wygasa w lutym 2026 roku, co najprawdopodobniej tylko pogłębi próżnię władzy. Wybory powszechne zaplanowano tam na sierpień 2026 roku, ale ich przeprowadzenie jest jednak mało prawdopodobne. W tym targanym rozlicznymi konfliktami kraju od dziewięciu lat nie zorganizowano wyborów, a od 2021 roku kraj pozostaje bez prezydenta.
Zakładnicy przestępczości
W 2025 roku Meksyk, Ekwador, Brazylia i Haiti znalazły się w pierwszej dziesiątce najniebezpieczniejszych terytoriów świata w indeksie Armed Conflict Event Location and Data Project (ACLED). Ekwador po raz trzeci z rzędu odnotował najwyższy wskaźnik zabójstw w Ameryce Łacińskiej. Ale to cały region doświadcza obecnie tzw. czwartej fali przestępczości transnarodowej z udziałem mafii włoskiej, albańskiej, chińskiej, rosyjskiej i tureckiej.
W marcu 2025 roku zespół prokuratorów w Arice w Chile doprowadził do skazania 34 członków wenezuelskiego gangu przestępczego Tren de Aragua za wielokrotne akty przemocy i zabójstwa. W czerwcu sąd w Chile skazał dwóch obywateli Chin, Albańczyka i Peruwiańczyka za przemyt kokainy z Valparaíso do Rotterdamu w Holandii. Przykładów można wskazać więcej przy czym działalność przestępcza nie ogranicza się już tylko do kokainy. Obejmuje także narkotyki syntetyczne, handel ludźmi i bronią, podróbkami czy wymuszenia. Przemoc szybko przenosi się na państwa tradycyjnie uważane za bezpieczne, takie jak Kostaryka, Urugwaj i Chile. Paradoksalnie, statystycznym wyjątkiem jest Salwador.
Z jednego z najniebezpieczniejszych krajów świata kraj ten stał się pupilem zwolenników drastycznej walki z przestępczością. Stan wyjątkowy obowiązuje od 2022 roku, a popularność prezydenta Nayiba Bukele jest rekordowa, pomimo międzynarodowego potępienia naruszeń praw człowieka. Symbolem tej strategii, jest CECOT, otwarte w 2023 roku ogromne więzienie, mogące pomieścić 40 000 więźniów. Model „populizmu penalnego” (kształtowanie przepisów karnych pod wpływem emocji, surowe nastawienie do przestępczości – przyp.red.) zyskał popularność w regionie. Rządy Argentyny, Kostaryki, Peru i Ekwadoru rozważają podobną politykę w obliczu społeczeństw gotowych poświęcić gwarancje konstytucyjne w zamian za obietnice przywrócenia porządku. To bezpieczeństwo jest jednak kruche i kosztowne, a w wielu przypadkach utrzymywane dzięki nieoficjalnym umowom z organizacjami przestępczymi. Przestępczość zorganizowana zmieniła swoje relacje z państwem. Konfrontacja to przeszłość, teraz w wielu przypadkach przestępcy integrują się ze strukturami władzy, a granica między władzą a przestępczością się zaciera.
Ułaskawiony niedawno przez Donalda Trumpa były prezydent Hondurasu José Orlando Hernández był pierwszym byłym przywódcą państwa skazanym za handel narkotykami w USA od czasu Manuela Noriegi w Panamie w 1992 roku. Niedawne przypadki w Chile, Ekwadorze i Brazylii – od konfiskat narkotyków w pojazdach wojskowych po aresztowania wysokich rangą urzędników politycznych za powiązania z handlem narkotykami – potwierdzają skalę infiltracji instytucji przez przestępczość i nie rokują na przyszłość.
Za kratami lub w grobie
W dużej części Ameryki Łacińskiej polityka stała się działalnością wysokiego ryzyka. Przesłanie jest jasne: tam, gdzie państwo nie egzekwuje prawa, o władzę walczy się kulami, a wielu przywódców coraz częściej trafia za kratki. Rok 2025 upłynął pod znakiem bezprecedensowej serii wyroków skazujących byłych prezydentów. W Boliwii, oskarżony o wykorzystywanie seksualne Evo Morales pozostaje zbiegiem, a jego następca, Luis Arce, został aresztowany za korupcję. W Brazylii Jair Bolsonaro poszedł siedzieć na 27 lat za próbę zamachu stanu, a jeden z jego poprzedników, Fernando Collor de Mello, wrócił do więzienia za milionowe łapówki od nafciarzy z brazylijskiego giganta Petrobras. W Argentynie Cristina Fernández de Kirchner została skazana na sześć lat aresztu domowego i zakaz sprawowania funkcji za działanie na szkodę skarbu państwa.
Życie byłych prezydentów w Peru to prawdziwe ryzyko: Ollanta Humala, Alejandro Toledo, Martín Vizcarra i Pedro Castillo otrzymali wyroki więzienia za korupcję, pranie brudnych pieniędzy lub próbę spisku w celu obalenia porządku konstytucyjnego. W Ekwadorze były wiceprezydent Jorge Glas został skazany na 13 lat więzienia za defraudację środków publicznych, a były prezydent Lenín Moreno zmaga się z oskarżeniami o korupcję. W Kostaryce prezydent Rodrigo Chaves jest ścigany za nadużycie władzy.
Wzrost przemocy politycznej jest przerażający. W 2025 roku zamordowano dziesiątki polityków – w Meksyku doszło do 56 zabójstw, a w Ekwadorze do 46. Prezydent Ekwadoru Daniel Noboa informował o dwóch próbach zamachu na swoje życie. W Kolumbii mniej szczęścia kandydat na prezydenta Miguel Uribe, który – postrzelony podczas kampanii wyborczej – zmarł po dwóch miesiącach w szpitalu.
Niemile widziani
Migracja była jednym z istotnych tematów roku 2025 w Ameryce Łacińskiej. Historycznie, Stany Zjednoczone były głównym celem regionalnych przepływów migracyjnych, ale powrót Donalda Trumpa do Białego Domu radykalnie zmienił tę dynamikę. Według oficjalnych danych Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, w 2025 roku ponad 600 000 osób zostało deportowanych ze Stanów Zjednoczonych, a prawie dwa miliony opuściło kraj dobrowolnie. Waszyngton wywierał również presję na rządy w regionie – w tym Gwatemali, Meksyku, Ekwadoru, Hondurasu, Brazylii, Salwadoru, Kolumbii i Wenezueli – aby zaakceptowały loty z deportowanymi migrantami. Tysiące osób decydowało się pozostać w Meksyku, wrócić do krajów pochodzenia lub szukać alternatywnych miejsc docelowych, ale nie w USA. Stworzyło to poważne wyzwania dla krajów przyjmujących.
Sytuację pogarszają cięcia pomocy finansowej ogłoszone przez administrację Trumpa, które zmuszają kraje takie jak Meksyk i Kolumbia do zarządzania powrotami bez wsparcia finansowego ze strony USA. Nic dziwnego, że migracja stała się centralnym tematem kampanii wyborczych w całym regionie. Prawdopodobnie będzie tak również w tegorocznych wyborach w Brazylii, Kolumbii, Kostaryce i Peru.
Kij i marchewka
Rok 2025 upłynął również pod znakiem poważnych wstrząsów handlowych wywołanych amerykańską polityką celną. Kraje uważane za sojuszników – takie jak Ekwador, Salwador, Argentyna i Gwatemala – zostały nagrodzone umowami handlowymi i preferencyjnym dostępem do rynku amerykańskiego. Na inne, USA nałożyły wysokie taryfy. Meksyk był jednym z głównych celów tej presji. Oprócz żądań dotyczących walki z nielegalną migracją i przemytem fentanylu oraz ograniczenia handlu z Chinami, Trump groził swojemu południowemu sąsiadowi cłami za rzekome naruszenia traktatu wodnego z 1944 roku. Pod znakiem zapytania jest też przyszłość trójstronnej umowy USA-Kanada-Meksyk (CUSMA, dawna NAFTA).
W odpowiedzi, Meksyk nałożył w grudniu sięgające 50 proc. cła na 1400 produktów importowanych z Chin, od trampek po kuchenki mikrofalowe, ale przede wszystkim pojazdy. Brazylia została obciążona cłami w wysokości 50 proc. po skazaniu Jaira Bolsonaro, ale się nie ugięła i cła później zostały obniżone. Dla Kolumbii cła wynosiły 25 proc. po tym, jak początkowo odmówiła przyjęcia lotów z deportowanymi. Decyzja ta została później cofnięta.
Geopolityczna niepewność przyspieszyła tymczasowe zatwierdzenie umowy między Unią Europejską a Mercosurem po ponad dwóch dekadach negocjacji. Traktat umożliwi zniesienie większości ceł między oboma blokami i stworzenie zintegrowanego rynku dla ponad 700 milionów ludzi. Umowa może wejść w życie do końca 2026 roku, co oznacza kluczową zmianę w krajobrazie gospodarczym i geopolitycznym Ameryki Łacińskiej.
Naftowa bonanza?
Pojmanie prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro 3 stycznia 2026 roku było punktem zwrotnym w regionie. Operacja nastąpiła po miesiącach ataków na statki rzekomo powiązane z handlem narkotykami, przejęciu tankowców przewożących wenezuelską ropę naftową oraz zwiększonej obecności wojskowej USA u wybrzeży kraju. Maduro jest oskarżony o narkoterroryzm, spisek w celu importu kokainy do USA i powiązania z „Kartelem Słońc”, siatką skorumpowanych notabli, ułatwiających handel narkotykami. Maduro został odsunięty, ale chawizm pozostał. Realna władza pozostaje w rękach starej kliki, która wciąż kontroluje siły zbrojne, policję i służby specjalne, z tymczasową prezydent – Delcy Rodríguez, formalnie na czele. Ani liderka opozycji – tegoroczna noblistka – María Corina Machado, ani zwycięzca wyborów w 2024 roku, Edmundo González, nie zostali uwzględnieni w amerykańskim planie tranzycji politycznej. Ich udział we władzach mógłby jeszcze bardziej zdestabilizować kraj i wymusić większą obecność wojskową USA w Wenezueli, czego Trump starał się za wszelką cenę uniknąć. Wynika to nie tylko ze sprzeciwu ważnych sektorów rządu wobec interwencji wojskowych, ale także ze zbliżających się wyborów środka kadencji. Poza tym, Wenezuela przesiąknięta jest uzbrojonymi milicjami (colectivos chavistas), terrorystami z Tren de Aragua, paramilitarnymi siłami ELN, odłamami rewolucjonistów FARC, a nawet komórkami Hezbollahu. Demontaż władzy bez skutecznej kontroli terytorialnej mógłby doprowadzić do gwałtownego rozbicia kraju. Ostatnią rzeczą, jakiej region potrzebuje, jest kolejne Haiti. Już teraz Wenezuela jest państwem bardzo niewydolnym: ponad osiem milionów obywateli wyemigrowało, gospodarka opiera się na imporcie, a wydobycie ropy naftowej – pomimo posiadania prawie 17 proc. światowych rezerw – pozostaje w stagnacji. Odbudowa będzie wymagała czasu, kapitału i oczyszczenia skorumpowanych sieci cywilnych i wojskowych.
„Przemysł naftowy jest gotowy” – powiedział Trump reporterom na pokładzie Air Force One. Ale inwestycje pojawią się tylko wtedy, gdy będą miały silne gwarancje. Naftowy gigant ExxonMobil najwcześniej zaznaczył, że ??inwestowanie w Wenezuelę jest „niemożliwe”, dopóki nie nastąpią zmiany w obecnych warunkach prawnych i handlowych w tym południowoamerykańskim kraju. 2026 rok najprawdopodobniej przyniesie kolejną odsłonę wenezuelskiej telenoweli.
Wyspa jak wulkan gorąca
Wenezuela może być zaledwie pierwszym ogniwem szerszej strategii Donalda Trumpa, zwanej czasem doktryną „Donroe”. Czy kolejnym celem będzie Kuba? W końcu to stamtąd pochodzi rodzina Marco Rubio, amerykańskiego sekretarza stanu. Wyspa przeżywa najgorszy kryzys od wielu lat. Kubańska gospodarka jest w dużej mierze uzależniona od wenezuelskiej ropy naftowej. W zeszłym roku Kuba otrzymywała około 30 000 baryłek dziennie, oficjalnie w zamian za wysyłanie kubańskich lekarzy, nauczycieli i trenerów sportowych. Jednak niedawno oba rządy po raz pierwszy przyznały, że kubański personel wojskowy wspiera wenezuelski aparat bezpieczeństwa, a 32 Kubańczyków zginęło podczas operacji wojskowej, w której pojmano Maduro.
„Kuba wygląda na gotową do upadku” – powiedział Donald Trump. Czy to kwestia nadchodzącego roku?
Wielki brat patrzy
Rok 2025 to rok powrotu amerykańskiego imperializmu do Ameryki Łacińskiej. Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA, opublikowana w grudniu 2025, jasno odzwierciedla amerykańskie dążenie do dominacji na zachodniej półkuli. Po latach skupienia się na Europie i Bliskim Wschodzie, Waszyngton ponownie spogląda w stronę Ameryki Łacińskiej, zdeterminowany, by wyprzeć Chiny, Rosję i Iran ze swojego „sąsiedztwa”. Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami o wpływy w Ameryce Łacińskiej najprawdopodobniej nasili się w 2026 roku. Trump dąży bowiem do rozszerzenia obecności USA i ograniczenia wpływów innych mocarstw. Jednym z pierwszych jego działań po objęciu urzędu było żądanie od Panamy ograniczenia chińskich wpływów na kanale, co doprowadziło do niemal natychmiastowego wycofania się tego kraju z Inicjatywy Pasa i Szlaku. Stany Zjednoczone i Panama podpisały też porozumienie, zezwalające na rozmieszczenie wojsk amerykańskich w pobliżu kanału, choć zostało ono natychmiast zaskarżone w panamskim sądzie.
Chiny od dziesięcioleci umacniają swoją obecność w regionie. W Ameryce Południowej są głównym partnerem handlowym Brazylii, Argentyny, Chile i Peru, inwestując znaczne środki w górnictwo, energetykę, infrastrukturę i porty. Kontrola nad strategicznymi zasobami – w tym złożami ziem rzadkich w Peru, Argentynie i Boliwii – jest postrzegana przez Waszyngton jako bezpośrednie wyzwanie w walce o ustanowienia kluczowych łańcuchów dostaw w regionie dla własnego bezpieczeństwa gospodarczego.
Dywersyfikacja źródeł dostaw poza Bliski Wschód ma dla Stanów Zjednoczonych kluczowe znaczenie, a wenezuelska ropa naftowa jest tego kluczowym elementem. „Nie pozwolimy, aby wenezuelski przemysł naftowy był kontrolowany przez przeciwników Stanów Zjednoczonych. Dlaczego Chiny potrzebują tej ropy? Dlaczego Rosja potrzebuje tej ropy? Dlaczego Iran potrzebuje tej ropy?” – pytał sekretarz stanu Marco Rubio podczas wywiadu dla NBC. „Nie pozwolimy, aby półkula zachodnia stała się bazą operacyjną dla przeciwników, konkurentów i rywali Stanów Zjednoczonych”.
Ameryka Donalda Trumpa ma nadzieję, że kraje regionu pokornie dostosują się do nowej rzeczywistości. Rozdrobniony, niepewny i wymagający wielkich inwestycji kontynent byłby dla Waszyngtonu najkorzystniejszy. Nie tylko w 2026 roku.