Olga Glagoleva od trzech lat mieszka z rodziną nad Wisłą. Na swoim kanale w serwisie YouTube „Rosjanka w Polsce” opowiada o tym, jak jej się żyje w naszym kraju, co ją zaskakuje oraz co różni Polskę i jej ojczyznę.
Realia pracowników w Rosji. „To normalne, że ktoś na ciebie krzyczy”
Jednym z takich aspektów – jak wynika z relacji Rosjanki w jednym z ostatnich filmów – są prawa pracownicze. Na wstępie wideo pani Olga wyjaśniła, że do jego nagrania zainspirowała ją reakcja Polaków na jeden z jej wcześniejszych vlogów, w którym opowiedziała o problemach swojej znajomej Tatiany. Pracująca w Polsce kobieta miała być ofiarą mobbingu w pracy. Obserwujący kanał byli bardzo poruszeni jej historią i w komentarzach doradzali, co powinna zrobić oraz informowali, jakie w Polsce obowiązują przepisy. Glagoleva przekazała, że była tym bardzo zaskoczona.
Z jej słów wynika bowiem, że w Rosji prawo pracy istnieje tylko na papierze, a pracownicy nawet nie liczą na to, że państwo wspomoże ich w jego egzekwowaniu. „U nas jest taka mentalność, że ludzie boją się, że ich wyrzucą” – mówiła.
- Kierowcy busów do Morskiego Oka poskarżyli się na turystów. „Doświadczyli hejtu”
- Latem narzekali, teraz świętują. „Zakopane patrzy z zazdrością”
„Kiedy ja pracowałam w Rosji, to było normalne, że ktoś na ciebie krzyczy (…), że ktoś cię poniża” – wyznała pani Olga, a następnie opowiedziała, że gdy była zatrudniona w Rosji na uniwersytecie, przełożeni kazali pracownikom zostać do północy, żeby przygotować dokumenty do państwowej kontroli. Glagoleva miała zaplanowany na ten czas urlop, więc nie posłuchała. Gdy była już za granicą na wakacjach, zadzwoniła do niej kierowniczka i zrobiła karczemną awanturę. Kobieta twierdziła, że pani Olga popełniła błąd w dokumentach i domagała się, by wróciła do biura go poprawić. Po powrocie do pracy Rosjanka złożyła wymówienie, co bardzo zdziwiło jej szefową. „Nie mogła zrozumieć ,co się stało, przecież wszystko było w porządku” – wspominała.
Rosjanka zaskoczona, że w Polsce egzekwuje się prawo pracy
Glagoleva mówiła również, że w Rosji w czasie kontroli państwowych standardem są łapówki i nie miałaby komu poskarżyć się na to, że pracodawca każe jej pracować do północy, bo „nie ma prawa pracowników i nikogo to nie obchodzi”.
Rosjanka opowiedziała też o swoim znajomym, który został oszukany przez pracodawcę w Polsce – nie otrzymał umowy oraz wynagrodzenia. Obcokrajowiec powiadomił o tym inspekcję pracy i finalnie otrzymał pensję. „Ten facet był bardzo zadowolony, a znajomi koledzy byli zaskoczeni tym, że tak to działa, bo w ich państwach to prawo pracy nie działa w ogóle” – relacjonowała pani Olga. „Dla mnie brzmi to jak w bajce” – dodała na koniec.
Gwiazdowski mówi Interii: Teoria, której założenia „wzięły w łeb”INTERIA.PL