Rynkowy konsensu nie zakłada, aby w tym roku złoty ponownie
się umocnił. Warto jednak odnotować, że największy złotowy niedowiarek dokonał „nawrócenia”
i stał się największym fanem polskiej waluty. Owym „niewiernym bankiem” jest
sam JP Morgan Chase.

fot. Dominik_Spalek / / Shutterstock
Rok 2025 był okresem stabilizacji notowań złotego w pobliżu
wieloletnich maksimów zarówno w ujęciu nominalnym, jak i (a raczej zwłaszcza)
realnym. Był
to niewątpliwie dobry rok dla złotego, choć 12
miesięcy temu niewielu rynkowych analityków zakładało taki scenariusz. A jednak Polska waluta trzeci rok z
rzędu zyskała względem euro i zdecydowanie umocniła się względem
słabującego dolara oraz brytyjskiego funta.
Przy czym warto wziął poprawkę na fakt, że realny
kurs walutowy dla Polski w ubiegłym roku był niemal najwyższy w historii.
Dane BIS wskazują, że po skorygowaniu o różnice w skali inflacji realny
efektywny kurs walutowy złotego praktycznie przez cały 2025 roku utrzymał się
tylko nieznacznie poniżej historycznego minimum z lata 2008 roku.
Zaczęło się od zimowej szarży złotego.
Nadzieje na zakończenie wojny rosyjsko-ukraińskiej pod koniec lutego
sprowadziły kurs euro poniżej 4,13 zł – czyli do najniższej wartości od
7 lat. W marcu i kwietniu nasza waluta nieco oddała pola za sprawą wojen
celnych prezydenta USA Donalda Trumpa, by przez kolejne 8 miesięcy utkwić w
dość wąskim trendzie bocznym, w zakresie 4,22-4,31 zł. Kurs euro wyłamał się z
niego dopiero w drugiej połowie grudnia, schodząc w pobliże 4,20 zł, by zakończyć 2025 rok na poziomie 4,2175 zł.


Aprecjacji złotego sprzyjało osłabienie dolara, który okazał
się największym przegranym A.D. 2025. Złoty zyskał wobec dolara blisko 15%, a
kurs USD/PLN obniżył się z 4,17 zł na początku stycznia do ok. 3,60 zł na
koniec grudnia. W międzyczasie dolar
na polskim rynku osiągnął najniższe notowania od 7 lat (3,5670 zł).
W skali całego roku potaniał także funt
szterling, który kończył rok 2025 na poziomie 4,84 zł, choć zaczynał go na
wysokości 5,15 zł. W
listopadzie brytyjska waluta była najtańsza od 6 lat, na co złożyła się nie
tylko siła złotego, ale też budżetowe
kłopoty Zjednoczonego Królestwa. Zasadniczo
niezmieniony pozostał za to kurs franka szwajcarskiego. Para frank-złoty kończyła grudzień na poziomie blisko 4,54 zł za jednego franka. To prawie tyle samo co
na początku stycznia. Przez większą część 2025 roku kurs CHF/PLN przebywał w
trendzie bocznym o zakresie 4,50-4,60 zł. W tym korytarzu utrzymaliśmy się
nawet wtedy, gdy na parze z euro helwecka waluta była najmocniejsza w
historii.
Analityków zgubił brak wiary w polskiego złotego
Rok temu niewielu było takich, którzy przewidzieli tak
pozytywny obrót spraw dla polskiej waluty. W styczniu 2025 tylko 2 z 28 zespołów
prognostycznych z bazy Bloomberga zakładało, że rok zakończymy z euro po 4,20
zł. Najbliżej trafienia byli eksperci z Danske Banku oraz holenderskiego ABN
Amro. Dość blisko było jeszcze pięć innych instytucji (w tym Credit Agricole CIB i Ipopema Securities),
które typowały euro po 4,25 zł lub 4,26 zł. Cała reszta analityków wyraźnie
przestrzeliła, niedoszacowując siłę polskiej waluty. Znamienne jest, że
podobnie jak w latach poprzednich do największych pesymistów należeli ludzie z
JP Morgan Chase, prognozujący euro po 4,60 zł na koniec 2025 roku. Nikt nie
pomylił się bardziej niż oni.
W styczniu ubiegłego roku mediana prognoz analityków
zakładała, że na koniec roku zobaczymy euro po 4,32 zł. Faktyczny kurs EUR/PLN
znalazł się ponad 10 groszy niżej. Punkt dla rynku. Poza Morganitami z
pesymistycznymi dla złotego prognozami przejechali się także analitycy
Rabobanku (stawiający na 4,58 zł), Wells Fargo (4,55 zł) czy UniCredit (4,50 zł).
Teraz rynkowi progności są nastawieni bardziej
optymistycznie niż rok temu. Mediana końcowo rocznych prognoz dla pary
euro-złoty zawartych w bazie Bloomberga wynosi 4,26 zł. Poziom ten uważany jest
za swoisty kurs równowagi i typowany jest zarówno na koniec tego, jak i przyszłego roku. Niewiele ma się też dziać w trakcie roku, gdzie prognozy na
koniec kwartałów wynoszą 4,25 zł.
prognoz na koniec okresu
I kw. 26
II kw. 26
III kw. 26
IV kw. 26
2027
Stan na 9.01.2026 r. *obliczenia
własne
Oprócz „nawróconego” JP Morgana (teraz typującego euro po 4,05 zł!) trójkę
największych złotowych optymistów uzupełniają analitycy japońskiego MUFG
prognozujący euro po 4,17 zł na koniec 2026 roku oraz eksperci BNP Paribas (4,20
zł). Znamienne jest, że z bloombergowskiego arkusza „wywiało” prognozy
przewyższające 4,40 zł za jedno euro. Zatem nawet najwięksi pesymiści (do
których zaliczamy Landesbank Baden-Wuerttemberg, Wells Fargo czy XtB) nie
wierzą w drastyczne osłabienie złotego w tym roku. Co oczywiście nie oznacza,
że taki scenariusz jest z góry wykluczony. Byłby jednak na rynku sporym
zaskoczeniem.
Odnotujmy także, że 75% prognoz zawiera się w przedziale
4,20-4,30 zł. Dominuje zatem pogląd zakładający utrzymanie się notowań euro na
poziomach zbliżonych do tych, jakie obserwowaliśmy przez poprzednie 9 miesięcy.
I trudno się temu dziwić, skoro przez większość 2025 roku rynek złotego był
wyjątkowo nudny i nie dostarczał jakichkolwiek emocji. Przynajmniej w przypadku
pary euro-złoty.
Dolar w dół, ale nie za mocno
Podobnie jak rok i dwa lata temu, rynkowy konsensus zakłada
stopniowe osłabianie się dolara w relacji do euro. W styczniu 2025 analitycy
zakładali jednak tylko delikatną deprecjację „zielonego” w wobec euro.
Rzeczywistość znów wszystkich zaskoczyła i we wrześniu 2025 wyniosła notowania „eurodolara”
w pobliże 1,20 USD. Później kurs EUR/USD nieco się cofnął i zakończył rok
powyżej 1,17.
Teraz rynkowy konsensus zakłada kontynuację trendu
osłabienia dolara i powrót kursu EUR/USD w rejon 1,20 USD na koniec 2026 roku.
Zasadniczo jest to oczekiwanie na utrzymanie status quo. W takim układzie dolar
na polskim rynku ma kosztować niespełna 3,60 zł. Czyli tylko nieco mniej
niż obecnie. Jest to zakład o pojawienie się tak długo wyczekiwanego ożywienia
gospodarczego w eurolandzie w połączeniu z dalszymi obniżkami stóp procentowych
w Rezerwie Federalnej. Jedno i drugie pozostaje scenariuszem bazowym, ale
obarczone jest też niemałym ryzykiem.
Stabilny jak frank szwajcarski
Żadne atrakcje nie są przewidywane na rynku franka
szwajcarskiego. Helwecka waluta ma przestać się umacniać względem euro i
utrzymać się blisko historycznych rekordów ustanowionych w listopadzie ’25.
Wtedy kurs EUR/CHF zszedł nawet poniżej 0,92 franka za jedno euro. Dziś wynosi
ok. 0,93, a rynkowy konsensus zakłada jego niewielki wzrost i stabilizację
na poziomie 0,95.
W takim układzie przy oczekiwanym braku aprecjacji złotego
względem euro kurs CHF/PLN wyłamałby się dołem z zeszłorocznej konsolidacji,
schodząc nieznacznie poniżej 4,50 zł. To o tyle ciekawe, że w takim wypadku
analiza techniczna pozwalałaby oczekiwać spadku notowań franka w okolice 4,40
zł. Zwłaszcza w sytuacji, gdyby złoty jednak nieco zyskał względem euro.
Ale chyba największą niewiadomą pozostaje funt brytyjski. Dawna
waluta rezerwowa świata (nie pełni tej funkcji już od stu lat) w ostatnich
latach została
srodze poturbowana na skutek permanentnego kryzysu Wielkiej Brytanii. I nie
chodzi tu tylko o kwestie gospodarczo-finansowe, ale o generalną zapaść państwa
i jego społeczeństwa, przeoranego przez masową imigrację, przestępczość i
zdławienie wolności słowa.
I trudno powiedzieć, czy to dopiero początek, czy też może
końcówka tego kryzysu. Walutowi specjaliści postanowili więc założyć utrzymanie
sytuacji bez zmian i funta wycenianego na ok. 1,35 dolara. Czyli mniej więcej
tyle, ile obecnie. Przy takim założeniu brytyjska waluta w 2026 roku miałaby
kosztować nieco ponad 4,80 zł.
Na koniec zwyczajowo przypomnę, że w niniejszym artykule
pisaliśmy o medianie prognoz analityków. Przewidywania nawet najlepszych
ekspertów mogą rozminąć się z rzeczywistością, co zresztą w przeszłości
zdarzało się całkiem często. Należy też pamiętać, że kursy walut bywają bardzo
zmienne i w trakcie kwartału mogą znacząco odchylać od poziomów prognozowanych
na jego koniec (jak również faktycznie zrealizowanych).