Sekcja zwłok nie dała wszystkich odpowiedzi
Kilka dni trwały poszukiwania zaginionej 37-letniej Emilii. Ciało kobiety zostało odnalezione w niedzielę na terenie powiatu włodawskiego, w pobliżu rzeki Włodawki. W poniedziałek Prokuratura Rejonowa we Włodawie wszczęła w tej sprawie postępowanie.
— Śledztwo prowadzone jest w sprawie w kierunku art. 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci. Przesłuchano już świadków związanych ze sprawą, w tym członków najbliższej rodziny — mówi w rozmowie z Onetem prokurator Marek Zych, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Biegli medycyny sądowej zakończyli już pierwsze oględziny ciała zmarłej. Wyniki pozwalają na wstępne wykluczenie najbardziej drastycznych scenariuszy. Na ciele 37-latki nie odnaleziono śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że kobieta padła ofiarą brutalnego ataku lub bezpośredniego działania innej osoby.
— Na ciele kobiety nie ujawniono obrażeń wskazujących na działanie osób trzecich. Na obecnym etapie postępowania można przyjąć, że najbardziej prawdopodobną przyczyną zgonu było wychłodzenie organizmu. Prokurator zlecił dalsze badania w celu pewnego ustalenia przyczyny zgonu — dodaje rzecznik prokuratury.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Gdzie odnaleziono zwłoki Emilii?
Czy sekcja zwłok potwierdziła udział osób trzecich w jej śmierci?
Jakie są okoliczności związane z jej zaginięciem?
Czy w jej małżeństwie były problemy?
Kluczowy wątek nieudzielenia pomocy?
Śledczy skupiają się nie tylko na samym wątku śmierci 37-latek. Badają również okoliczności, które ją poprzedziły. Prokuratura sprawdza, czy ktoś z otoczenia kobiety nie zostawił jej w sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu.
— Badany będzie również wątek ewentualnego nieudzielenia pomocy i pozostawienia w sytuacji zagrażającej życiu kobiety przez jedną z osób najbliższych — zapowiada rzecznik prokuratury w rozmowie z Onetem.
Na ten moment nikt nie usłyszał zarzutów, postępowanie prowadzone jest w sprawie. Śledczy czekają na pełne wyniki badań toksykologicznych oraz szczegółowy protokół z sekcji zwłok.
Jak nieoficjalnie wiadomo, kobieta wysiadła z auta po kłótni z mężem. Nie wzięła ze sobą kurtki, ani telefonu. Według naszych ustaleń w małżeństwie Emilii nie działo się ostatnio najlepiej. — Ta kłótnia, po której wyszła z samochodu, nie była pierwsza. Już wcześniej dochodziło między nimi do poważnych awantur. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to były ich prywatne sprawy — mówi nam znajoma rodziny.
Poszukiwania zaginionej 37-latki
O znalezieniu ciała 37-letniej Emilii K. w okolicach Włodawy poinformowała w niedzielę policja. Według ustaleń funkcjonariuszy, we wtorek 6 stycznia około godziny 22.00 pomiędzy miejscowościami Włodawa i Okuninka, na wysokości stawów rybnych przy rzece Włodawka, 37-latka wysiadła z samochodu, którym jechała ze swoim mężem i oddaliła się w nieznanym kierunku.
Następnego dnia o zaginięciu Emilii K. włodawskich policjantów zawiadomiła jej matka. Od środy 7 stycznia kobiety poszukiwali funkcjonariusze Straży Granicznej, ochotnicy ze Straży Pożarnej, ze stowarzyszenia Poleskie Psy Ratownicze.
„Łącznie ponad 100 osób przeczesywało okolicę. Sprawdzono około 250 hektarów terenu. W poszukiwaniach wykorzystywano między innymi drony, quady i skuter śnieżny” — informowała podinspektor Bożena Szymańska z Komendy Powiatowej Policji we Włodawie.
Ciało kobiety znaleziono w rejonie dopływu rzeki Tarasienki do rzeki Włodawki. W czasie, gdy Emilia K. zaginęła, w Lubelskiem panowały silne mrozy i intensywnie padał śnieg.
Za przestępstwo narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi do trzech lat więzienia.