
Jeszcze niedawno dzień bez relacji był dniem straconym. Zdjęcie kawy, screenshot z siłowni, selfie z windy. Dziś coraz więcej osób świadomie milknie. Profile istnieją, aplikacje są otwierane, ale palec nie naciska „opublikuj”. Zjawisko nazywane posting zero wyrasta na jeden z najmocniejszych trendów i wszystko wskazuje na to, że w 2026 r. może znacząco zmienić sposób, w jaki korzystamy z mediów społecznościowych.
Na czym polega posting zero?
to dla mnie nic nowego, od lat właśnie tak korzystam z internetu
69%
przemawia do mnie, ostatnio rzadziej cokolwiek publikuję
9%
mnie nie przekonuje, lubię dzielić się swoją codziennością
2%
jest mi obojętny, bo nie korzystam z mediów społecznościowych
20%
Posting zero to nie cyfrowa ucieczka w Bieszczady i kasowanie kont. To raczej cicha obecność w sieci. Ludzie wciąż scrollują, oglądają, czytają, reagują, ale nie dzielą się własnym życiem publicznie. Bez zdjęć, bez stories, bez statusów o tym, co na obiad i jak minął dzień.
– Mam Instagrama, TikToka, Facebooka. Zaglądam codziennie, ale ostatni post wrzuciłam ponad rok temu – mówi Zosia, 23-letnia studentka z Gdyni. – W pewnym momencie złapałam się na tym, że bardziej myślę, jak coś będzie wyglądało w sieci, niż czy ja w ogóle mam na to ochotę.
Posting zero to zmiana roli użytkownika z nadawcy na obserwatora. Z osoby, która musi być widoczna, na taką, która wybiera prywatność.

Dlaczego robimy zdjęcia jedzenia?
Zmęczenie byciem „contentem”
Eksperci i autorzy tekstów o tym zjawisku mówią wprost: to efekt cyfrowego przeciążenia. Social media stały się głośne, szybkie i coraz bardziej wymagające. Każdy post jest oceniany, porównywany, podbijany algorytmem albo w nim ginie.
– Kiedyś wrzucałem zdjęcia z koncertów, wyjazdów, nawet z pracy – opowiada Paweł, 35-latek z Gdańska. – Teraz feed to głównie reklamy, influencerzy i treści generowane pod zasięg. Przestałem czuć, że to miejsce dla mnie.

Nie chcemy już być aktywni w mediach społecznościowych?
Do tego dochodzi presja autentyczności, która paradoksalnie stała się kolejnym obowiązkiem. Trzeba być naturalnym, ale atrakcyjnym. Szczerym, ale ciekawym. Prawdziwym, ale klikalnym. Coraz więcej osób po prostu odpuszcza.

Strach przed nowymi technologiami
Rosną też obawy związane z prywatnością i tym, co dalej może stać się z raz opublikowanym materiałem. Zdjęcia, filmy czy głos coraz łatwiej przerobić, wyciąć z kontekstu albo wykorzystać do tworzenia fałszywych treści za pomocą sztucznej inteligencji.
– Wrzucasz jedno zdjęcie, a za chwilę ktoś może użyć go do czegoś, na co nigdy byś się nie zgodził – mówi Karolina, 24-latka z Sopotu – Ta świadomość bardzo studzi zapał do dzielenia się czymkolwiek.
W tym sensie posting zero staje się formą cyfrowej ostrożności i samoobrony, próbą zachowania kontroli nad własnym wizerunkiem w świecie, w którym raz opublikowana treść może zacząć żyć zupełnie własnym życiem.

W świecie pełnym tego, co sztuczne, jeszcze bardziej liczy się żywe
Milczenie zamiast zniknięcia
Posting zero nie oznacza samotności. Wręcz przeciwnie. Aktywność przenosi się do prywatnych kanałów: wiadomości, zamkniętych grup, rozmów jeden na jeden. Tam nie ma lajków, statystyk i zasięgów.
– Najlepsze rozmowy mam teraz na różnych komunikatorach – przyznaje Marta, 29-latka z Gdyni. – Bez publiczności, bez porównań. Jak chcę się czymś podzielić, robię to z konkretnymi ludźmi, a nie z całym internetem. Kiedyś śmiałam się z mamy, która potrafiła całą galerię zdjęć z wakacji przesłać ciotkom, a teraz robię praktycznie to samo.
To powrót do bardziej kameralnego internetu, w którym nie wszystko musi być treścią, a nie każda chwila zasługuje na publikację.
Czy 2026 będzie rokiem ciszy w social mediach?
Coraz więcej wskazuje na to, że posting zero nie jest chwilową modą. Młodsze pokolenia szybciej wyczuwają przesyt i coraz częściej traktują brak publikacji jako świadomy wybór, a nie porażkę w cyfrowym wyścigu.
Platformy społecznościowe już to widzą. Testują nowe formaty, bardziej prywatne przestrzenie, funkcje ograniczające widoczność treści. Jeśli trend się utrzyma, 2026 rok może być momentem, w którym social media staną się bardziej miejscem oglądania niż opowiadania o sobie.