Produkcje oparte na prozie George’a R.R. Martina przyzwyczaiły nas do scen o wielkiej skali i wydarzeń zapierających dech w piersiach. Gigantyczna bitwa, w której Jon Snow niemal umiera pod górą trupów. Drogon zamieniający wojska Lannisterów w popiół. Powietrzna bitwa smoków pod Gawronim Gniazdem, która kończy się tak potężnym upadkiem bestii o ziemię, że wygląda jak wybuch bomby. Kto liczył na podobny rozmach przy „Rycerzu Siedmiu Królestw”, ten może się rozczarować.
Akcja „Rycerza Siedmiu Królestw” rozgrywa się pomiędzy wydarzeniami z „Rodu smoka” i „Gry o tron”. W przeciwieństwie do tych dwóch tytułów nowa produkcja HBO jest skromniejsza pod względem widowiskowości, liczby wątków i natężenia emocji. Sześcioodcinkowy pierwszy sezon rozgrywa się właściwie w jednym miejscu, na Łąkach Ashford, gdzie odbywa się wielki turniej rycerski na cześć córki lorda Ashforda. Na miejsce zjeżdżają się wybitni wojownicy, wśród których pojawia się nietypowa postać – młody i potężnie zbudowany Dunk, który, choć nie grzeszy inteligencją, to wyróżnia się odwagą i wielkim sercem.
Oto seriale, które będziemy oglądać w 2026 roku
„Rycerz Siedmiu Królestw” – recenzja nowości HBO
Dunk przybywa na turniej z ambitnym celem – chce wygrać. Spotyka poważny problem już na starcie. W wydarzeniu mogą uczestniczyć tylko rycerze. Bohater musi przekonać organizatorów turnieju, że jest kimś więcej niż tylko giermkiem, który niemal całe życie służył swojemu mistrzowi. Na poczekaniu wymyśla tytuł Ser Duncana Wysokiego. W międzyczasie poznaje Jajo – drobnego, brudnego, łysego chłopca, który wierzy w historię Dunka, że jest rycerzem i prosi bohatera, żeby pozwolił mu zostać giermkiem podczas turnieju. Z czasem sprawy się komplikują. Dunk podpada złowrogiemu księciu Aerionowi Targaryenowi, przez co turniej staje się dla mężczyzny starciem o najwyższą możliwą stawkę.
Osadzenie Petera Claffeya w roli Dunka to strzał w dziesiątkę. Aktor tworzy postać, z którą łatwo się utożsamiamy i której kibicujemy. Dunk kompletnie nie zna etykiety, nie potrafi kłamać, nie ma przemyślanej strategii, nie obchodzą go księżniczki, luksusy dworu czy wystawne życie, jest beznadziejny w knuciu intryg, odzywa się w najgorszych możliwych momentach, daje się porwać emocjom. Jednocześnie ma w pamięci nauki swojego zmarłego mistrza, Ser Arlana z Pennytree, który wpoił podopiecznemu zasady rycerskości. Wszystko to sprawia, że naprawdę chcemy, żeby Dunk wygrał turniej, choć im głębiej poznajemy bohatera, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że jest to mało prawdopodobne.
Rycerz Siedmiu Królestw | Teaser | HBO Max
Na pochwałę zasługują też inni członkowie obsady. Dexter Sol Ansell w roli Jaja jest przeuroczy. Praktycznie każda scena, w której on i Dunk rozmawiają – czy to o turnieju, czy to rycerskości, czy po prostu o życiu – wywołuje uśmiech na twarzy widza. Ciekawie wypadają też postaci drugoplanowe – Aerion Targaryen, Baelor Targaryen, Maekar Targaryen, Tanselle. Trzeba podkreślić, że nie są oni jedynie tłem. Wszyscy mają mniejszy lub większy wpływ na losy Dunka podczas turnieju.
„Rycerz Siedmiu Królestw” to poprawnie przedstawiona historia. Od początku znamy cel, stawka z czasem się zmienia, mamy barwnych bohaterów, wyraźnie zarysowanego antagonistę, poziomy humoru i dramatyzmu są dobrze wyważone, pojawia się nawet wątek romantyczny. To bardzo prosta historia od punktu A do B, która mogłaby zmieścić się w formie filmu albo być jednym z wielu wątków w serialu pokroju „Gra o tron” czy „Ród smoka”. Rozciąganie literackiego pierwowzoru (będącego zaledwie opowiadaniem) na sześć odcinków, z których większość trwa po pół godziny, momentami może sprawiać wrażenie rozwadniania całej historii. Czy tytuł będzie wymieniany w gronie najlepszych seriali roku? Mocno wątpię. To serial do obejrzenia w jeden wieczór, który może stanowić przystawkę w oczekiwaniu na kolejny sezon „Rodu smoka”. Fani produkcji opartych na twórczości George’a R.R. Martina będą zadowoleni z powrotu do znanego świata, ale pozostali widzowie powinni lekko obniżyć oczekiwania przed seansem.
Jakub Tyszkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski.
To już pewne? Aktorzy podsycają nadzieje fanów „Władcy Pierścieni”