Polska ma szansę pozostać najszybciej rosnącą dużą gospodarką w Europie, a kapitał zagraniczny w końcu traktuje nasz kraj na równi z rynkami zachodni. To zdaniem zarządzających AgioFunds TFI tworzy dobre fundamenty pod dalszą hossę na GPW. Jednak ostrzegają oni przed nadmiernym optymizmem m.in. ze względu na wysokie wyceny za oceanem – scenariusza załamania na Wall Street nie można wykluczyć. Dużo trudniej będzie też w tym roku o zyski z obligacji.

/ Shutterstock
Kapitał tym razem nas nie ominął. Dostrzeżono Polskę
W zeszłym roku WIG wzrósł aż o 47%, a Polska znalazła się w czołówce rynków akcji na świecie. – Przez kilka pierwszych miesięcy roku mieliśmy pierwsze miejsce wśród wszystkich indeksów MSCI. Część z tego zainteresowania pochodziła z wiary w zakończenie wojny za naszą wschodnią granicą. Przede wszystkim zyskiwaliśmy jednak na napływie środków na europejskie giełdy – analizuje w rozmowie z Bankier.pl Jakub Bentke, zarządzający funduszami akcji w AgioFunds TFI.
– Warto podkreślić, że po raz pierwszy przestaliśmy być traktowani jak typowy rynek wschodzący i rośliśmy razem z Zachodem. Zeszłoroczne zwyżki miały fundamentalny charakter, dostrzeżono Polskę jako atrakcyjny rynek – dodaje.
Fundamenty silniejsze niż geopolityka
Perspektywa zakończenia wojny na Wschodzie poskutkowała podniesieniem wskaźników wycen na GPW (tzw. rerating), które zbliżyły się do tych sprzed wybuchu wojny. Jak zwraca uwagę ekspert, pewne dyskonto nadal się utrzymuje. – Co do nadziei na pokój, to według jednej z ostatnich ankiet Bank of America wciąż zdecydowana większość, bo 68% zarządzających funduszami nie wierzy w zakończenie wojny w 2026 roku. Takie nastawienie skutkuje tym, że wciąż utrzymujemy kilkunastoprocentowe dyskonto w wycenie do innych rynków wschodzących – dodaje.
Obligacje Skarbowe zamiast lokaty? Przeczytaj jak zrobić pierwszy krok w bezpiecznych inwestycjach
Dla GPW istotne mogą być w tym roku czynniki związane z gospodarką. – Według prognoz ekonomistów będziemy najszybciej rozwijającym się krajem w Europie przez najbliższe trzy lata. Stoją za tym środki unijne oraz oczywiście wysoki deficyt budżetowy. Powinno się to przełożyć na zyski spółek, a co za tym idzie, na ich wyceny – przewiduje Jakub Bentke.
– Mamy miejsce na kontynuację hossy w 2026 roku. Jednak nie należy się spodziewać wzrostu WIG-u prawie o 50% jak w zeszłym roku. To był wynik najlepszy w tym wieku i trudno będzie o powtórkę – wskazuje.
Jego zdaniem zyskiwać mogą m.in. banki. – O ile nie nastąpią kolejne zmiany w podatku bankowym, to mamy miejsce na dostosowanie w górę wycen polskich banków do ich europejskich odpowiedników – wskazuje Jakub Bentke.


Jakub Bentke i Zbigniew Kowalczyk, AgioFunds TFI (Materiały prasowe)
Podkreśla też znaczenie spadających stóp procentowych, co wpływa m.in. na zachowania oszczędzających. – Być może nastąpi kontynuacja przepływu z lokat bankowych do funduszy akcji, tak jak to było w październiku i listopadzie. Ma to również znaczenie przy selekcji branż. Niskie stopy są bardzo korzystne choćby dla deweloperów mieszkaniowych – podkreśla zarządzający AgioFunds.
Jest ryzyko załamania na Wall Street
Duże znaczenie dla wszystkich światowych giełd ma też sytuacja na Wall Street i w amerykańskiej gospodarce. Na co powinni zwracać uwagę inwestorzy? – Najważniejsze są oczywiście oczekiwania co wzrostu zysków spółek. Na razie wydaje się, że gospodarka USA będzie rosnąć, cła nie rozbujały inflacji, a rynek pracy, czyli konsumenta, jest mocny, więc sytuacja wydaje się pod kontrolą – wskazuje przedstawiciel AgioFunds.
Jego zdaniem należy też jednak brać pod uwagę gorsze scenariusze, w tym nawet bessy.
– Grozi nam oczywiście załamanie amerykańskich giełd. Ze względu na popularność oszczędzania w akcjach możemy mieć do czynienia z powtórką z 2001 roku. Pęknięcie bańki dotcomowej doprowadziło wtedy przez tzw. „wealth effect” do ograniczenia wydatków przez amerykańskich konsumentów i kilkumiesięcznej recesji. Wtedy udział akcji w oszczędnościach amerykańskich gospodarstw domowych wynosił 32%, obecnie to około 45%. Zatem załamanie się rynku byłoby bardziej bolesne – ostrzega Bentke.
Przypomina, że recesja w USA zawsze oznaczała, że cierpiały też gospodarki i rynki w innych krajach.
Tym, co może niepokoić graczy z Wall Street, są nie tylko wygórowane wyceny akcji, ale też ogromna skala inwestycji spółek w technologie związane ze sztuczną inteligencją.
– Niektórym analitykom wydają się one zupełnie irracjonalne, natomiast dla największych korporacji są chyba po prostu koniecznością. Trudno sobie wyobrazić Google bez wyszukiwarki z AI w sytuacji, gdyby konkurencja taką miała. Te olbrzymie inwestycje są finansowane bieżącymi przepływami pieniężnymi, a w niewielkim stopniu długiem, więc nie mamy tutaj ryzyka bankructwa. Oczywiście pozostaje kwesta wycen, które dużej części rynku wydają się mocno wygórowane. Co nie przeszkadza spółkom AI rosnąć – podsumowuje.
Sukces zamieni się w desperację? Scenariusze dla długu
Po zeszłym roku nie mogą narzekać inwestujący w obligacje. – Przewidywania analityków i inwestorów sprzed roku zrealizowały się częściowo. Większym sukcesem niż oczekiwania na koniec 2025 roku był poziom inflacji i w ślad za tym obniżki krótkoterminowych stóp procentowych przez RPP. Następstwem tych zmian było również obniżenie rynkowych rentowności długoterminowych obligacji skarbowych. Przyniosło to bardzo dobre zyski inwestorom inwestującym w długoterminowe obligacje skarbowe – komentuje dla Bankier.pl Zbigniew Kowalczyk, zarządzający funduszami obligacyjnymi AgioFunds TFI.
Ale obraz nie jest jednoznacznie pozytywny.
– Różnica pomiędzy długoterminowymi i krótkoterminowymi stopami wzrosła, co świadczy o większym niepokoju inwestorów co do poziomów inflacji w kolejnych latach – dodaje ekspert.
W tym roku jego zdaniem banki centralne znajdą się pod presją polityki fiskalnej i potrzeb gospodarki. – Wysoka aktywna w obniżaniu stóp procentowych przez wiele banków centralnych w 2025 w ślad za coraz niższą inflacją sugeruje spowolnienie tempa kolejnych obniżek. Jednocześnie jednak mamy coraz trudniejszą sytuację budżetową i gospodarczą w wielu krajach. Aby zmniejszyć koszty obsługi budżetów i służyć wzrostowi gospodarczemu, banki centralne mogą nadal kontynuować swoją politykę – przewiduje Zbigniew Kowalczyk.
– Polityka obniżek stóp w 2025 roku była przejawem sukcesu w walce z inflacją. W 2026 roku sukces może się zamienić w desperację, aby utrzymać wypłacalność rządów i niskie bezrobocie – dodaje.
W zeszłym roku do krajowych funduszy obligacji inwestorzy wpłacili kilkadziesiąt miliardów złotych. Ten rodzaj inwestycji miał dużo większe wzięcie niż fundusze akcji. – Inwestorzy powinni być zadowoleni z wyników inwestycji, jednak nie powinni oczekiwać powtórzenia tak dobrych stóp zwrotu w 2026 roku – przewiduje Kowalczyk.
– W związku z pogarszającą się sytuacją budżetową wielu wiodących krajów, co przekłada się na rosnącą rentowność ich obligacji skarbowych, dosyć ostrożnie należy inwestować zwłaszcza w długoterminowe obligacje skarbowe – dodaje.
– Należy większą uwagę zwrócić na wysokość długu do PKB i wysokość deficytu budżetowego niż na rentowność obligacji poszczególnych krajów. Interesujące wydają się obligacje takich krajów, jak Szwajcaria, Turcja, Holandia, Bułgaria, Peru, Chile, Meksyk, Katar – dodaje.