Na początku 2018 r. Onet opublikował artykuł pod tytułem „Major Żandarmerii Wojskowej: ta formacja nie stoi na straży prawa, lecz chroni przestępców w mundurach”. W materiale wideo i tekście prasowym, były p.o. szefa Wydziału Wewnętrznego Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej major Robert Pankowski opowiedział dziennikarzom o szeregu przypadków łamania prawa w tej formacji. Wymieniał m.in. molestowanie seksualne kobiet służących i pracujących w ŻW, mobbing, wyłudzanie pieniędzy służbowych, brak nadzoru nad bronią. Zaznaczył, że zgłaszał wiele z tych nieprawidłowości przełożonym, łącznie z ówczesnym ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Przełożeni oficera, zamiast rzetelne zbadać zgłoszenia, które podnosił, zaczęli go szykanować. Tuż po rozmowie z ministrem Macierewiczem major Pankowski został zatrzymany przez policję przed swoim domem, zakuty w kajdanki i zawieziony do prokuratury wojskowej, gdzie usłyszał zarzut ujawnienia informacji osobom nieuprawnionym. Wojskowi śledczy nigdy jednak nie zdołali sformułować i wysłać przeciwko niemu aktu oskarżenia i sprawę umorzono.

  • Jaki wyrok wydał Sąd Apelacyjny w sprawie majora Pankowskiego?
  • Jakie zarzuty postawiono majorowi Pankowskiemu?
  • Czym zajmował się major Pankowski w Żandarmerii Wojskowej?
  • Jakie nieprawidłowości ujawniał major Pankowski?

Przez kilka lat Żandarmeria Wojskowa próbowała też bezprawnie wysłać swojego byłego już żołnierza na badania psychiatryczne. Jedną z prób jego uciszenia był też pozew gen. Tomasza Połucha, Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej oraz jego zastępcy gen. Roberta J., o ochronę dóbr osobistych. W pozwie oprócz przeprosin i zadośćuczynienia generałowie domagali się, by major nie wypowiadał się w sposób negatywny o nich i o formacji. Sąd pierwszej instancji przyznał rację generałom. Jednak pod koniec października 2025 r. zapadł kolejny, tym razem już prawomocny wyrok w tej sprawie, który zmienił wszystko.

Sąd: to nie były urojenia

Sąd Apelacyjny w Warszawie w uzasadnieniu wyroku dokonał całkowitej rewizji ustaleń sądu pierwszej instancji. Generałowie i ich świadkowie wcześniej próbowali przekonywać sąd, że doniesienia majora m.in. o mobbingu, molestowaniu, nielegalnych podsłuchach i „zamiataniu spraw pod dywan” w ŻW to jedynie jego „domysły i urojenia”.

„Sąd apelacyjny nie podzielił dokonanej przez sąd pierwszej instancji oceny zeznań pozwanego, jako odzwierciedlających jego subiektywne przekonania. Szczególnie że wymyślanie i forsowanie takich zarzutów byłoby niezrozumiałe w sytuacji, gdy w ich wyniku pozwany zmuszony był porzucić miejsce służby i przejść do rezerwy, a ostatecznie spotkał się z ostracyzmem w ramach instytucji, której poświęcił wiele lat życia” — czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Robert Pankowski to oficer z krwi i kości. — Służbie wojskowej poświęciłem wszystko. Kiedy meldowałem o kradzieżach paliwa, o nielegalnej inwigilacji, molestowaniu, mobbingu, wyłudzeniach dodatków wojennych przez ludzi, którzy wojnę widzieli tylko w telewizji, myślałem, że to mój obowiązek — powiedział nam major Pankowski, komentując wyrok. — Zamiast tego zrobiono ze mnie wariata i przestępcę. Sąd tym wyrokiem przewrócił mi wiarę w sprawiedliwość i jeszcze kiedyś chciałbym pomóc armii.

Sąd Apelacyjny zauważył tę dysproporcję. Wskazał, że „wymyślanie i forsowanie zarzutów wobec przełożonych byłoby niezrozumiałe”, skoro w efekcie Pankowski stracił wszystko: pracę, karierę i zdrowie.

Metody rodem z czarnych kryminałów

Szczególnie mocno w uzasadnieniu sądu wybrzmiał wątek uderzania w zdrowie psychiczne majora. Żandarmeria kilka lat temu na swojej oficjalnej stronie w mediach społecznościowych opublikowała informacje o leczeniu psychiatrycznym majora Pankowskiego. Sąd uznał to za „nieetyczne i bezprawne metody dyskredytacji”.

„Opublikowanie tej informacji uzasadnia zarzut stosowania przez funkcjonariuszy ŻW bezprawnych metod dyskredytacji osoby starającej się ujawniać nieprawidłowości” — uznał sąd.

Sędziowie wskazali również na szerszy kontekst — sprawy molestowanych i mobbingowanych kobiet w Żandarmerii (m.in. kapral Karoliny Marchlewskiej i podporucznik Joanny Jałochy — których historie również opisał Onet). Sąd przypomniał, że gen. Połuch musiał już przepraszać funkcjonariuszki za podawanie nieprawdy na ich temat.

„Powyższe zdarzenia zwiększają prawdopodobieństwo wersji zdarzeń zaprezentowanej przez majora Pankowskiego” — uznał sąd.

Dodatkowo, zdaniem sądu, wersję majora Pankowskiego o tuszowaniu nieprawidłowości uzasadnia fakt, że wiceszef tej formacji, a jednocześnie jeden z oskarżających go generałów, sam w 2022 r. usłyszał zarzuty karne o przekroczenie uprawnień i bezprawne wejście w posiadanie danych innych osób.

Nawiązując do tego wydarzenia, w uzasadnieniu sądu czytamy, że „szczególnie istotne” są informacje o nielegalnej inwigilacji żołnierzy i cywilów, o których mówił major Pankowski. Sąd uznał, że major miał prawo, a nawet obowiązek o tym informować, bo „zasada zaufania obywatela do państwa doznaje uszczerbku, gdy osoba działająca w interesie publicznym naraża się na szykany ze strony władz wojskowych”.

Te wszystkie zdarzenia, zdaniem sądu, tworzą obraz instytucji, w której bierność dowództwa była „równoznaczna z akceptacją” nieprawidłowości, które miały tam miejsce.

Wyrok ten jest również przełomowy i ważny dla statusu sygnalistów w polskich służbach mundurowych. Sąd Apelacyjny jednoznacznie stwierdził, że: „interes publiczny przeważa nad dyskomfortem generałów (utratą awansów czy dobrego imienia)”, oraz że „nikt nie może być pozbawiony prawa do krytyki osób na wysokich stanowiskach”.

Generałowie Połuch i J. w swoich pozwach domagali się przeprosin, które miały być de facto kneblem. Chcieli zakazać majorowi Pankowskiemu wypowiadania się o nich w jakimkolwiek negatywnym kontekście. Sąd uznał to żądanie za absurdalne i „zbyt daleko idące”. Padło kluczowe zdanie: „W warunkach państwa demokratycznego nikt nie może być pozbawiony prawa do krytyki osób pełniących ważne funkcje zawodowe i społeczne”.

Sąd podkreślił, że interes społeczny, związany z ujawnieniem kompromitujących informacji o tuszowaniu naruszeń prawa, „przeważa niewątpliwie nad doznanymi przez generałów krzywdami”. Utrata dobrego imienia czy pominięcie przy awansach to — zdaniem sądu — cena, jaką wysocy urzędnicy państwowi muszą płacić za brak nadzoru nad podległą im służbą.

Od bohatera do „przestępcy” i z powrotem

Robert Pankowski nie jest postacią przypadkową. To oficer z 69 wyróżnieniami, który chronił najważniejsze osoby w państwie i w wojsku, w tym generałów USA. Zabezpieczał też m.in. wizytę papieża Benedykta XVI. Niósł trumnę Lecha Kaczyńskiego, gdy ta wróciła ze Smoleńska. Po ujawnieniu niewygodnych dla Żandarmerii Wojskowej faktów został wyrzucony ze służby.

Poza armią są też generałowie Tomasz Połuch i Robert J. Zostali odwołani przez obecne kierownictwo MON kilka miesięcy po zmianie władzy. Ich odejściu towarzyszyła atmosfera skandalu, który przez lata opisywaliśmy na łamach Onetu. Jednak jak napisał sąd: „Osoby podejmujące służbę w strukturach publicznych ponoszą tym większy zakres odpowiedzialności, im wyżej w nich się znajdują”.