Patrząc całościowo, Kreml ma powody, by być zadowolonym z ostatnich wydarzeń w Wenezueli. Reakcja Rosji na amerykańską „dyplomację kanonierek” w Wenezueli była — jak na standardy Kremla — zaskakująco stonowana, wręcz rutynowa i sprawiająca wrażenie odklepanej na pokaz.
Ministerstwo spraw zagranicznych użyło typowej, wyświechtanej formułki, ostrzegając przed „jawnymi neokolonialnymi groźbami i zewnętrzną zbrojną agresją”. Owszem, zażądano od USA uwolnienia pojmanego Nicolasa Maduro, a wiceprzewodniczący rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew nazwał całą operację „bezprawną” — ale w jego słowach pobrzmiewała też nuta podziwu.
W Moskwie już wiedzą, że operacja USA w Wenezueli może się Rosji zwyczajnie opłacić. Bo jeśli Trump właśnie przyklepuje świat „prawa pięści”, Putin nie tylko to wykorzysta. Pytanie brzmi: kto będzie następnym towarem w tym targu.
Miedwiediew mówił o konsekwencji prezydenta USA Donalda Trumpa i o tym, że otwarcie broni amerykańskich interesów narodowych. Co znamienne, prezydent Rosji Władimir Putin wciąż nie skomentował bezpośrednio uprowadzenia swojego niedawnego sojusznika.
Kreml nie stracił za to ani chwili, by poprzeć byłą wiceprezydentkę Delcy Rodriguez jako tymczasową przywódczynię Wenezueli — zrobił to zaledwie dwa dni po tym, jak Maduro został wywieziony do celi w nowojorskim więzieniu.
Ogólnie rzecz biorąc, można było się spodziewać znacznie silniejszej reakcji. W końcu sojusz Putina z Wenezuelą sięga 2005 r., gdy objął on politycznym uściskiem szefa Maduro, Hugo Chaveza. W 2018 r. oba kraje podpisały serię porozumień o współpracy; Rosja sprzedała Wenezueli sprzęt wojskowy warty miliardy dolarów, a relacje podgrzewano prowokacyjnymi wspólnymi ćwiczeniami wojskowymi.
Świat jednobiegunowy wali się i kończy na wszystkich płaszczyznach, a sojusz z Rosją jest częścią wysiłku budowy świata wielobiegunowego
— ogłaszał wówczas Maduro.
W latach 2006–2019 Moskwa udzieliła Wenezueli 17 mld dol. [ok. 61 mld zł] pożyczek i kredytów.
Dlaczego więc dzisiaj ta wstrzemięźliwość w słowach? Wygląda na to, że — przynajmniej dla Kremla — chodzi przede wszystkim o targowanie się.

Obalony prezydent Wenezueli Nicolas Maduro i prezydent Rosji Władimir Putinu uczestniczą w ceremonii podpisania umowy podczas spotkania w Kremlu w Moskwie, Rosja, 7 maja 2025 r.YURI KOCHETKOV / PAP
Nie drażnić Waszyngtonu
Moskwa najpewniej nie chce drażnić Waszyngtonu sprawą Wenezueli w momencie, gdy aktywnie rywalizuje z Kijowem o względy Trumpa. Lepiej, żeby Trump stracił cierpliwość do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i „wyrzucił go z łódki” — niż wyrzucić Putina.
Poza tym Rosja raczej nie ma żadnego interesu w nagłaśnianiu przykładnie przeprowadzonej interwencji zbrojnej USA, która tylko uwypuklałaby rosyjską niemoc w Ameryce Łacińskiej — i fakt, że Moskwa nie potrafi ochronić swojego dawnego sojusznika.
W istocie można podejrzewać, że Kreml musiał odebrać chirurgicznie precyzyjne usunięcie Maduro i demonstrację amerykańskiej „twardej siły” jako policzek. Rosyjscy ultranacjonaliści i twardogłowi wojskowi reagowali bardzo emocjonalnie:
Cała Rosja pyta samą siebie, dlaczego nie załatwiamy naszych wrogów w podobny sposób
— pisał neoimperialistyczny filozof Aleksander Dugin, doradzając Rosji, by robiła to „jak Trump, lepiej niż Trump. I szybciej”. Nawet tubа propagandowa Kremla Margarita Simonjan przyznała, że jest powód, by „czuć zazdrość”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Z rosyjskiego punktu widzenia takie emocje są zrozumiałe — zwłaszcza jeśli pamiętać, że „specjalna operacja wojskowa” Putina w Ukrainie była prawdopodobnie projektowana jako szybka misja dekapitacyjna: usunąć Zełenskiego i wstawić na jego miejsce posłusznego Kremlowi namiestnika. Tymczasem po czterech latach końca wciąż nie widać.
To de facto pokaz amerykańskiej potęgi militarnej, który dobitnie odsłania ograniczenia skuteczności rosyjskich sił zbrojnych. Po co więc zwracać na to uwagę?
To działa na korzyść Putina
Jednak według Bobo Lo — byłego zastępcy szefa misji Australii w Moskwie — są też inne powody tej powściągliwości. — Usunięcie Maduro jest dość kompromitujące, ale bądźmy szczerzy: Ameryka Łacińska to dla rosyjskiej polityki zagranicznej najmniej istotny kierunek — powiedział.
Dodatkowo amerykańska operacja ma szereg niezamierzonych, ale generalnie korzystnych konsekwencji dla Kremla. Odciąga uwagę od konfliktu w Ukrainie i zmniejsza presję na Putina, by szedł na jakiekolwiek ustępstwa. Legitymizuje użycie siły w imię kluczowych interesów narodowych lub stref wpływów. A jednocześnie podważa liberalne przekonanie o międzynarodowym porządku opartym na regułach
— wyjaśnił.
Fiona Hill, ekspertka od Rosji z Brookings Institution, która w trakcie pierwszej kadencji Trumpa nadzorowała w Białym Domu sprawy europejskie i rosyjskie, powtórzyła tę myśl: —Rosja po prostu wykorzysta użycie siły przez Trumpa w Wenezueli — i jego determinację, by rządzić tym krajem z daleka — aby argumentować, że skoro Ameryka może być agresywna na swoim podwórku, to Rosja tym bardziej w swojej „bliskiej zagranicy”.

Była starsza dyrektorka ds. Europy i Rosji w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Fiona Hill (zdj. poglądowe)SHAWN THEW / PAP
Co więcej, już w 2019 r. Hill mówiła kongresowej komisji, że Kreml dawał do zrozumienia, iż w kwestii Wenezueli i Ukrainy byłby gotów na swoistą zamianę.
To wszystko brzmi jak obraz dwóch mafijnych bossów, którzy — przez swoich pomagierów i działania w terenie — negocjują podział terytorium, nie mówiąc tego wprost.
Ameryka mówi językiem Kremla
Dla Kremla kluczowym skutkiem wydarzeń w Wenezueli „nie jest utrata sojusznika, lecz utrwalenie nowej logiki w polityce zagranicznej USA za rządów Trumpa — logiki, w której siła i interes narodowy są ważniejsze niż prawo międzynarodowe” — zauważyło New Eurasian Strategies Center, think tank założony przez wieloletniego przeciwnika Putina Michaiła Chodorkowskiego.
Mimo strat wizerunkowych i pewnych niewielkich, krótkoterminowych kosztów gospodarczych, Kreml ma powody, by ogólnie być zadowolonym z rozwoju sytuacji: swoimi działaniami Trump w praktyce zaakceptował model porządku światowego, w którym siła ma pierwszeństwo przed prawem międzynarodowym
— czytamy w raporcie.
A odkąd Maduro został odsunięty od władzy, ludzie Trumpa tylko jeszcze wyraźniej to podkreślają. Wyjaśniając, dlaczego USA muszą posiadać Grenlandię — niezależnie od tego, co sądzą Grenlandczycy, Dania czy ktokolwiek inny — wpływowy zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller powiedział CNN: — Żyjemy w świecie, którym rządzi siła, którym rządzi przemoc, którym rządzi potęga.
A to już język, który Putin rozumie bez tłumacza. Niech więc rozpocznie się targowanie — zaczynając od Iranu.