Jednak gwałtowna retoryka Trumpa — jego stwierdzenie, że musi posiadać wyspę z powodów „psychologicznych” oraz fakt, że nie wyklucza użycia siły wobec terenu należącego do Danii, sojusznika w NATO — wydaje się raczej podważać ten cel.
Otwarte dążenie Trumpa do przejęcia kontroli nad Grenlandią, jego ostre ultimatum skierowane do przedstawicieli duńskiego rządu oraz nasilające się trollowanie ze strony pracowników Białego Domu i zewnętrznych sojuszników powodują wzrost oporu. Taką opinię wyraziło kilkunastu mieszkańców Grenlandii, z którymi rozmawialiśmy w Nuuk w ostatnich dniach.
— Ludzie tutaj są coraz bardziej zaniepokojeni, ponieważ wypowiedzi Trumpa stają się coraz gorsze. Bardzo nas to dotyka — mówi Avaaraq S. Olsen, burmistrz Nuuk, największego miasta Grenlandii. Odnosie się do ostatnich wypowiedzi prezydenta, zgodnie z którymi tylko posiadanie Grenlandii zadowoliłoby go. Według Olsen „zwiększa frustrację i budzi nowe uczucia gniewu wobec rządu amerykańskiego. Kiedyś był to kraj zaprzyjaźniony”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tymczasem Amerykanie, którzy pracują nad listą możliwych działań, koncentrują się na tym, jak bezpośrednio promować referendum w sprawie przystąpienia do USA. Rozważane są kampanie informacyjne i dezinformacyjne mające na celu wywarcie wpływu na opinię publiczną, oferty finansowe dla sektora publicznego oraz zachęty ze strony sektora prywatnego, jak przekonuje jeden z osób zaznajomionych z rozważaniami Trumpa.
Prezydenta USA nie martwi fakt, że jego publiczne wypowiedzi i ogólne podejście mogą utrudniać sytuację. — Trump zakłada, że można ich kupić — przekazuje informator. — Takie jest jego podejście do większości ludzi.
„Nie jesteśmy na sprzedaż”
Jednak poprzez tak otwarte okazywanie tego stanowiska Trump wydaje się pogłębiać niechęć wielu mieszkańców Grenlandii i wywoływać nowy opór wobec ewentualnego zbliżenia z USA.
Byliśmy otwarci na współpracę, ale kiedy okazali nam taki brak szacunku, straciliśmy zainteresowanie. Nie jesteśmy na sprzedaż. Nie chcemy brać w tym udziału
— tłumaczy burmistrz Olsen.
Nawet mieszkańcy, którzy zasadniczo są zainteresowani bardziej niezależną przyszłością, są oburzeni ostatnią retoryką. 35-letni rybak Miki Sandgree mówi, że możliwości wynikające z niepodległości i reorientacji są dla niego bardzo ekscytujące. Jednak wypowiedzi Trumpa znacznie osłabiły jego zainteresowanie przyłączeniem się do Stanów Zjednoczonych.
— Nie jestem już tego pewien. To wiele zmienia. Nie podoba mi się sposób, w jaki podchodzi do tej sytuacji. Sposób, w jaki o nas mówi, sprawia wrażenie powrotu do czasów kolonialnych — podkreśla.
Po tym, jak Trump w zeszłym tygodniu stwierdził w pogardliwej wypowiedzi, że jedynym nowym wkładem Danii w bezpieczeństwo Grenlandii było „kolejne psie zaprzęgi„, grenlandzkie stowarzyszenie psich zaprzęgów opublikowało we wtorek oświadczenie na Facebooku, w którym stwierdziło, że „niedopuszczalne jest wywieranie presji politycznej z zewnątrz”.
Ponadto stowarzyszenie wycofało zaproszenie dla nowo mianowanego wysłannika Trumpa do Grenlandii, gubernatora Luizjany Jeffa Landry’ego, do udziału w zbliżającym się Avannaata Qimussersua — najbardziej prestiżowych wyścigach psich zaprzęgów w regionie arktycznym.
Wybory parlamentarne w marcu ub.r., które zbiegły się w czasie z pierwszą falą komentarzy Trumpa na temat nabycia Grenlandii, pokazały, że zdecydowana większość społeczeństwa nie jest zainteresowana ani natychmiastowym zerwaniem z Danią, ani przyłączeniem się do Stanów Zjednoczonych.
Jeśli kolejna publiczna wypowiedź Trumpa na temat Grenlandii jeszcze bardziej zmniejszy szanse na przeprowadzenie odpowiedniego referendum, prezydent może stracić opcję dyplomatyczną, a tym samym wzrośnie ryzyko bezpośredniej konfrontacji.
— Trump nie postrzega nas jako ludzi — ocenia 38-letnia Mette Berthelsen z Sisimiut, drugiego co do wielkości miasta Grenlandii. — On patrzy na nas z góry.
Tymczasem przywódcy polityczni Grenlandii i Danii publicznie wyznaczają jasną granicę. Po zasygnalizowaniu Białemu Domowi, że są gotowi do ściślejszej współpracy w zakresie rozwoju gospodarczego i wymiany informacji wywiadowczych, obaj szefowie rządów oświadczyli, że wyspa nie jest na sprzedaż.
„Grenlandia nie chce być własnością Stanów Zjednoczonych. Grenlandia nie chce być rządzona przez Stany Zjednoczone. Grenlandia nie chce być częścią Stanów Zjednoczonych” — mówił premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen podczas konferencji prasowej u boku duńskiej premier Mette Frederiksen. „Jeśli musimy teraz wybierać między Stanami Zjednoczonymi a Danią, wybieramy Danię. Wybieramy NATO. Decydujemy się na Królestwo Danii. Decydujemy się na UE”.
Ponadpartyjne „nie” dla działań Trumpa
Prezydent Trump uważa, że Grenlandia jest strategicznie bardzo ważnym miejscem, które ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego, i jest przekonany, że mieszkańcy Grenlandii byliby w lepszej sytuacji, gdyby Stany Zjednoczone chroniły ich przed współczesnymi zagrożeniami w Arktyce. Prezydent opowiada się za stworzeniem trwałego pokoju w kraju i za granicą
— tłumaczy Anna Kelly, rzeczniczka Białego Domu.
Doradcy administracji USA są przekonani, że Trump ostatecznie osiągnie swój cel. Wskazują na jego karierę jako przedsiębiorcy w branży nieruchomości oraz na miniony rok, w którym dzięki wywieraniu czasami ogromnej presji — zwłaszcza na Europę — udało mu się skłonić długoletnich sojuszników do spełnienia jego żądań. Dotyczy to wydatków obronnych NATO, pomocy dla Ukrainy lub nowej umowy handlowej korzystnej dla USA.
W Europie góruje niezadowolenie i sprzeciw wobec ostatnich prób Trumpa, by zmusić Grenlandię, aby uległa jego woli. Również w USA politycy obu partii wyrazili sprzeciw wobec działań wojskowych przeciwko sojusznikowi NATO. W tym tygodniu ponadpartyjna delegacja Kongresu udaje się do Kopenhagi, aby podkreślić znaczenie bliskich stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Danią.
Senator Rand Paul [republikanin z Kentucky] zasadniczo podziela argumentację Trumpa w sprawie rosnącego znaczenia strategicznego Grenlandii oraz ambicji Rosji i Chin w zmieniającej się Arktyce. Podejście prezydenta USA uważa jednak za szkodliwe.
Nie jestem przeciwny zakupowi Grenlandii. Ale zazwyczaj, gdy chcę coś od ciebie kupić — powiedzmy, że masz konia na sprzedaż — nie idę do ciebie, nie mówię ci, że cię nienawidzę, i nie grożę użyciem siły militarnej, aby odebrać ci konia. Nie jest to zbyt dobra strategia zakupu
— podkreśla Paul.
Grenlandia nie chce zmian
Grenlandia, samostanowiący obszar Danii, który kontroluje strategicznie ważne szlaki morskie i powietrzne między Północnym Atlantykiem a Oceanem Arktycznym i posiada bogate złoża metali ziem rzadkich, od lat zajmuje się kwestią niepodległości.
Jednak zeszłoroczne wybory jasno pokazały, że wśród ok. 57 tys. mieszkańców wyspy panuje duża niechęć do natychmiastowego zerwania z Danią, która finansuje szkoły, infrastrukturę i opiekę zdrowotną w Grenlandii poprzez coroczne dotacje. Sondaż przeprowadzony przed głosowaniem wykazał, że 85 proc. mieszkańców Grenlandii odrzuciło pomysł wystąpienia z danej federacji państwowej na rzecz przyłączenia się do Stanów Zjednoczonych. Partia Nalerq, opowiadająca się za przyspieszeniem procesu uzyskania niepodległości i zacieśnieniem stosunków z USA, uzyskała 25 proc. głosów.
Trump, który w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla „New York Timesa” powiedział, że posiadanie Grenlandii jest ważne z powodów „psychologicznych”, uważa, że negocjacje z Danią w sprawie skoordynowanej poprawy bezpieczeństwa są niewystarczające. W ciągu dziesięciu dni od amerykańskiej operacji, która pozbawiła władzy byłego przywódcę Wenezueli, wielokrotnie publicznie oświadczał, że przejęcie Grenlandii przez Amerykę jest nieuniknione.
„Zrobimy coś z Grenlandią, czy im się to podoba, czy nie” — powiedział Trump w piątek w Białym Domu. „Jeśli nie uda nam się tego zrobić w łatwy sposób, zrobimy to w trudny sposób”.