Trwa rządowy spór o wzmocnienie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Choć projekt był już gotowy, premier Donald Tusk w ostatniej chwili ogłosił wycofanie propozycji. Zdecydował, że do prac nad nową wersją zaangażowany zostanie minister sprawiedliwości. Wzmocnienie PIP to jeden z tzw. kamieni milowych w KPO, wynegocjowanych z KE przez obecny rząd (zastąpił „kamień” przygotowany przez rząd Mateusza Morawieckiego, który zakładał oskładowanie wszystkich umów cywilnoprawnych).
Jak informuje portal money.pl, pojawił się apel do ministrów rodziny, finansów i funduszy o zmianę kamienia milowego w KPO.
„Autorzy listu do szefów resortów rodziny, pracy i polityki społecznej, finansów i gospodarki oraz funduszy i polityki regionalnej proponują wywrócenie stolika w tej kwestii. Zamiast sporu o to, czy inspektor pracy ma wydawać decyzję taką czy inną, proponują gruntowną zmianę systemową” – czytamy.
„Cel ten można osiągnąć poprzez przeprowadzenie kompleksowej reformy systemu podatkowo-składkowego w kierunku modelu tzw. jednolitej daniny. Kierunek ten od lat jest postulowany przez rozmaite środowiska eksperckie. Najnowszą propozycję kształtu takiej reformy przedstawiono we wrześniu ubiegłego roku w raporcie 'Okiełznać podatkowy chaos. Propozycja reformy w duchu jednolitej daniny” – wskazano w liście. Jak podkreślają eksperci, głównym celem reformy jest integracja podatków i składek w jeden spójny mechanizm, który upraszcza system, likwiduje równoległe reżimy i zapewnia bardziej przejrzyste rozliczenia dla obywateli.
Szczegóły propozycji
Autor ostatniej wersji tego pomysłu, Artur Krawczyk, były urzędnik MF, wyjaśnia, że propozycja polega na gruntownej zmianie obecnego systemu, w którym osobno są liczone składki, a osobno podatki. Zastąpiłaby go danina, w której ubezpieczony płaciłby najpierw składki, które miałyby charakter liniowy, a potem podatek, który byłby progresywny. Stawka rosłaby wraz z dochodem.
– Chodzi o to, żeby ludzie mieli zabezpieczenie, które uzyskują dzięki płaceniu składek emerytalnych czy rentowych. W dalszej kolejności zarobione pieniądze płynęłyby do budżetu – podkreśla Artur Krawczyk.
Czytaj też:
Klapa nowej ulgi. Polacy nie korzystają z pomysłu Tuska