— Partia przechodziła większe perturbacje niż te kłótnie „maślarzy” z ludźmi Morawieckiego i wszystko rozchodziło się po kościach. Nie było żadnego „końca PiS-u” i w tym roku też się to nie wydarzy — zastrzega na wstępie działacz PiS, gdy pytamy go o przewidywania dla jego partii na 2026 r.

Ci pierwsi to grupa polityków, do której należą m.in. Przemysław Czarnek, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński i Jacek Sasin. Wspólnie forsują wizję ideowych zmian w partii, która — ich zdaniem — powinna ze swoim programem skręcić bardziej na prawo. Przeciwny temu jest Mateusz Morawiecki i związani z nim politycy PiS. Sprawy stanęły na ostrzu noża tuż przed świętami, gdy były premier zlekceważył wezwanie prezesa na jedno ze spotkań kierownictwa partii, a potem zorganizował własną wigilię.

Nowy rok nie sprawił, że stare spory zniknęły. Prezes Jarosław Kaczyński robi wszystko, by wyciszyć przynajmniej publiczne okładanie się „maślarzy” z „harcerzami”, ale na wyższych szczeblach partyjnej drabiny panuje przekonanie, że zakopania topora wojennego nie będzie. Zwłaszcza że stawką frakcyjnych walk jest to, kto będzie miał większy wpływ przy kształtowaniu rządu po ewentualnej wygranej PiS w wyborach parlamentarnych w 2027 r. Niepokoje te dają się we znaki także szeregowym działaczom partii, którzy w rozmowie z Onetem dywagują, kto ich zdaniem ma największe szanse na wygraną w partyjnym castingu na „młodego premiera”.

— Nie obawiam się tego, że w tym roku partia się podzieli i rozpadnie albo że ktoś odejdzie. Boję się, że ta partia nadal będzie gnić — ocenia gorzko kolejny z lokalnych działaczy PiS.

— PiS gnije? Nie za mocno? — dopytuję.

— To, co pogrąża naszą partię, to bezcelowość. Każdy mówi tylko o zdobyciu władzy, ale władzy się nie zdobywa gadaniem. Można liczyć, że przeciwnik będzie słaby, ale ludzie mają dość gadania, że Tusk nie zrealizował 100 konkretów i przypominania, jak to my 500 plus wprowadziliśmy. Potrzeba nowej diagnozy, energii, pomysłu, idei a tego w PiS nie dostrzegam — wyjaśnia nasz rozmówca z PiS.

PiS w poszukiwaniu programu. „Nawet nie budujemy trampoliny”

O tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego potrzebuje nowej idei programowej, zaczęto mówić tuż po wyborach prezydenckich. Dla PiS-u teoretycznie zakończonych sukcesem, bo partia wprowadziła do dużego pałacu swojego kandydata. Szkopuł w tym, że nic nie ugrała przy tym dla siebie, jeśli chodzi o sondaże. Mało tego, PiS zaczął tracić na rzecz ugrupowań bardziej prawicowych i dziś nie może wyjechać z koleiny, jaką jest 25-proc. poparcie.

Znalezieniu nowej drogi miała służyć zorganizowana z wielką pompą konwencja programowa, która odbyła się jesienią ubiegłego roku w Katowicach. PiS zaprosił ponad setkę panelistów, wydał około 1,5 mln zł, a efekt był niewspółmierny do zaangażowanych środków. Nad programem dla partii miało pracować kilkanaście grup polityków (podzielonych wedle tematyki), ale gdy przyszło do ustalania ich składów, „maślarze” i „harcerze” też zaczęli się kłócić.

— Były ustalone grupy, było dużo o tym, że Morawieckiego wycięli ze składu tej rady programowej, ale o tym, czy te grupy pracują, jak pracują — o tym nikt nic nie mówi. Jak tu mieć nadzieję, że będzie jakieś sondażowe odbicie, jak nawet nie budujemy tej trampoliny — ocenia następny nasz rozmówca z dołów partyjnych PiS.

Kolejny dodaje: — Przyjmijmy, że ta idea programowa się nawet uformuje. Że się dogadają w tym roku, czy iść na prawo, czy bardziej w to, co mówi Morawiecki, ale przecież jeszcze ten nowy program muszą zacząć prezentować osoby wiarygodne. Wiarygodne dla ludzi, a nie dla tych z Nowogrodzkiej.

— Widzi pan takie osoby w partii? — dopytuję.

— Wydaje się, że trzeba je dopiero zbudować albo wykreować. Dopiero tak może się odbijemy w sondażach. Może dlatego prezes wyciągnął temat poszukiwań premiera, który ma być młody — dodaje działacz PiS.

Casting w PiS na „młodego premiera”. Partyjne doły typują faworyta

Wspomina tym samym doniesienia z posiedzenia władz PiS, które opisywaliśmy także w Onecie o tym, że prezes Kaczyński rozpoczął poszukiwania „młodego premiera”. Jak mówili nasi rozmówcy z tej partii, pomysł ten już na starcie wywołał niemałe zamieszanie i — jak usłyszeliśmy — może być przyczynkiem do dalszych wojen frakcji „maślarzy” i „harcerzy”. Apetyt na to, by ponownie być premierem rządu PiS, wciąż ma Mateusz Morawiecki. Ale nasi rozmówcy z klubu parlamentarnego PiS większe szanse na tę nominację dają Przemysławowi Czarnkowi albo Tobiaszowi Bocheńskiego.

Kto jest faworytem partyjnych dołów?

— Na pewno nie Morawiecki. Co innego robił w Brukseli, a co innego — jak się teraz okazuje, mówił nam, Polakom, i teraz musimy wypić to piwo — rzuca od razu i bez zaskoczenia działacz PiS, ale „ziobrysta”. Jego krytyka wobec byłego premiera nie dziwi, bo „ziobryści” byli na frakcyjnej wojnie z „harcerzami” na długie lata przed zawiązaniem się frakcji „maślarzy”.

Działacz przyznaje, że zastanawia go, czy prezes Kaczyński szuka „młodego premiera”, który ma być młody wiekiem czy raczej jeszcze niezgrany w politycznym świecie.

— Tych, co od lat noszą buławę w plecaku, mamy sporo, ale moim zdaniem takie twarze PiS-u jak Morawiecki, Błaszczak, Czarnek… To wszystko już było. Mieli swój czas i wyborcy już ich odpowiednio zaszufladkowali. Nie ma co liczyć na cud, trzeba szukać nowej twarzy — zaznacza działacz PiS. I zdradza, że jemu „najbardziej leży” Tobiasz Bocheński. Jest — jego zdaniem — błyskotliwy.

— No i może [Zbigniew] Bogucki. Bocheński i Bogucki to najmocniejsi kandydaci na premiera, oni i długo, długo nic — kończy polityk PiS.

Innemu „casting na premiera” przypomina to, co działo się, gdy jesienią 2024 r. prezes Kaczyński szukał „młodego i okazałego” kandydata na prezydenta. — Prezes się mocno w te poszukiwania zaangażował. Pamiętam, jak kiedyś prezes przyjechał do Krakowa i wypytywał nawet członków naszej młodzieżówki, kogo by widzieli w roli kandydata na prezydenta, dopytywał dlaczego, dyskutował z lokalnymi działaczami na ten temat — wspomina małopolski polityk PiS.

— Gdyby wybór premiera też był tak szeroko skonsultowany, nie byłoby źle — dodaje. Jego faworytem na premiera także jest europoseł Tobiasz Bocheński, bo „ma świeże spojrzenie”.

Kolejny działacz: — Czarnek zbyt radykalny, Morawiecki zgrany, Bocheński niedoświadczony. Z pojawiających się nazwisk nie widzę nikogo, kto mógłby być premierem. Może okazać się, że będzie to ktoś spoza PiS, ktoś wyciągnięty z kapelusza jak kandydat na prezydenta.

Lokalni działacze PiS nie obawiają się Brauna. „Jest pompowany”

Zagrożeniem, którego obawia się PiS, jest również rosnąca w siłę skrajna prawica o twarzy Grzegorza Brauna. Kiedy jednak pytamy lokalnych działaczy, czy boją się dalszego spadku poparcia na rzecz obu Konfederacji, są wyraźnie spokojniejsi niż Nowogrodzka.

— Braun jest pompowany, ale gdy przyjdzie do wyborów, ludzie zobaczą, że nikt z nim nie będzie chciał wejść w koalicję i że głos oddany na Brauna to głos stracony — mówi jeden z lokalnych członków PiS.

— Jako PiS przespaliśmy moment, w którym trzeba było pozyskiwać młodych wyborców. Dziś nie przybywa nam w sondażach, bo z każdym rokiem odchodzą te pokolenia Polaków, które były naszymi wyborcami — zaczyna kolejny z działaczy. — Nie obawiam się jednak Brauna, bo radykalizm podlany sosem libertarianizmu też w końcu zapali u wyborców czerwoną lampkę — zaznacza polityk PiS.