Irańczycy, którzy liczyli na pomoc USA w obaleniu reżimu Republiki Islamskiej, są dziś rozczarowani. Donald Trump oświadczył „powiedziano nam, iż w Iranie kończy się zabijanie”, po czym dodał „będziemy się przyglądać i zobaczymy, czy zrezygnujemy z ataku”. W środę wielu Irańczyków zwracało się do niego w social mediach, apelując o działanie i uderzenie w elity władzy w Teheranie. Sam Trump jeszcze niedawno pisał w mediach społecznościowych „pomoc jest w drodze”.
Operacja przeciwko Iranowi spowolniła?
Płk rez. Piotr Lewandowski, weteran operacji w Iraku i Afganistanie, zwraca uwagę, że Iran posiada realne zdolności do odpowiedzi poza własnym terytorium. – Gdyby Iran chciał wyrządzić krzywdę Amerykanom, ma do tego narzędzia – podkreśla ekspert w rozmowie z Wirtualną Polską.
TYLKO U NAS! Doda o aferze ze Smolastym. Nie kryła oburzenia. „To tchórz”
Jego zdaniem amerykańskie bazy wojskowe na Bliskim Wschodzie są szczególnie narażone na ataki irańskich rakiet balistycznych. Systemy obronne tych instalacji projektowano głównie z myślą o odpieraniu lżejszego ostrzału partyzanckiego, a nie masowych uderzeń rakietowych średniego zasięgu. – To znacząco podnosi koszt ewentualnej operacji wojskowej przeciwko Iranowi – zaznacza. Przypomina, że w ubiegłym roku po słynnym uderzeniu w instalacje jądrowe Amerykanie zostali uprzedzeni o odpowiedzi Iranu. Żołnierze mogli zejść do schronów, a mimo to na ich pozycje spadły pociski. Były ofiary.
Kluczowym czynnikiem stabilności reżimu pozostaje jednak postawa regularnej armii. – Gdyby wojsko przeszło na stronę protestujących, całkowicie zmieniłoby to sytuację – ocenia Lewandowski. Dodaje jednak, że obecnie armia zachowuje bierność i nie ma przesłanek, by żołnierze przyłączali się do walki z reżimem.
Ekspert nie wyklucza jednocześnie, że zmienna narracja Donalda Trumpa może mieć charakter maskowania operacyjnego. – Możliwe, że jedynie narracja została spowolniona, a przygotowania wojskowe wcale nie wyhamowały – podsumowuje rozmówca Wirtualnej Polski.
Kraj zmienia się w bańkę. Bez mediów, bez internetu i kontaktu
Tymczasem serwis Iran Intermational ze smutkiem zauważa, że kraj przemienił się w zamkniętą bańkę, czego od zawsze pragnął przywódca Ali Chamenei: bez internetu, bez mediów społecznościowych, bez gazet krajowych i lokalnych, telefony komórkowe są bezużyteczne. To „zaciemnienie” jest celowe. Wprowadza się je, aby uniemożliwić protestującym komunikację i organizację. Niewielka liczba użytkowników portalu X w Iranie otrzymała selektywne pozwolenie na publikowanie treści wspierających narrację rządową.
Iran – tak wyglądają manifestacje prorządowe. Państwowa telewizja wyemitowała materiał filmowy promujący ściśle reżyserowany pro-rządowy wiec na jednym z najmniejszych placów Teheranu, przestrzeni, która ledwo mieści kilka tysięcy osób. © East News | Vahid Salemi
Ostatnie relacje z Iranu mówią o tym, że siły bezpieczeństwa włamują się do domów i konfiskują terminale Starlink, anteny satelitarne, komputery i telefony komórkowe — jest to część szerszych działań mających na celu uniemożliwienie Irańczykom dostępu do niezależnych źródeł informacji lub wysyłania informacji za granicę. Organizacja Iran International we wtorek oszacowała liczbę ofiar śmiertelnych na około 12 tys.
Trump do Irańczyków: „Pomoc jest w drodze”. Kurczy się czas, a reżim odzyskuje siłę
Amerykańscy analitycy: jednorazowy atak na Iran nie wystarczy
Amerykańscy analitycy ostrzegają, że ewentualne działania militarne USA wobec Iranu mogą okazać się nieskuteczne, jeśli ograniczą się do pojedynczych uderzeń bez trwałej presji politycznej i gospodarczej. Joel Rayburn z Hudson Institute oraz Robert Satloff z Washington Institute podkreślają, że takie działania mogą chwilowo „ukarać Teheran”, ale nie zatrzymają przemocy bez szerszej kampanii (komentarze przytacza Iran International).
Joel Rayburn przypomniał przykład Syrii z 2017 roku, gdy po nalotach USA reżim Baszara al-Asada ponownie użył broni chemicznej. Robert Satloff ostrzegł przed traktowaniem „uderzenia” jako zamkniętego epizodu. Jego zdaniem, jeśli przemoc w Iranie nie ustanie w najbliższych dniach, obecne deklaracje stracą znaczenie. Obaj analitycy podkreślili, że dopiero połączenie presji militarnej z sankcjami i izolacją dyplomatyczną może realnie zmienić zachowanie reżimu.
Dr Szewko: elity reżimu są zbyt liczne, by obalić je „chirurgicznie”
Polski ekspert ds. Bliskiego Wschodu dr Wojciecha Szewko z Collegium Civitas podkreślał, że jednymi z kluczowych problemów ewentualnej interwencji lub wspomaganego przewrotu w Iranie są skala i głębokie zakorzenienie elit władzy. Rdzeń reżimu tworzą nie tylko polityczni urzędnicy, lecz także dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, liderzy religijni oraz wojskowi – obecni w każdym regionie kraju i na wszystkich szczeblach administracji. Liczba kluczowych postaci sprawujących realną władzę w Iranie sięga około 380 tysięcy. – Nie da się ich wszystkich zlikwidować ani sparaliżować jednym ruchem – podkreślał dr Szewko w rozmowie z WP.
Zdaniem eksperta, skuteczny przewrót musiałby mieć charakter wewnętrzny i być wspierany z zewnątrz. Jednak Amerykanie musieliby dysponować człowiekiem o wystarczająco silnej pozycji w armii lub policji, osadzonym wysoko w strukturach władzy — ta osoba mogłaby pełnić władzę w pierwszych dniach po upadku reżimu. Jak dodał, wszystko wskazuje na to, że obecnie nie ma osób gotowych odegrać taką rolę.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski