To może być ostateczny cios dla komunistycznego reżimu na Kubie. Po brawurowej akcji amerykańskich komandosów w Caracas i schwytaniu Nicolása Maduro prezydent Donald Trump idzie za ciosem. Waszyngton ogłosił całkowitą blokadę dostaw wenezuelskiej ropy i gotówki na wyspę, odcinając Hawanę od jej ostatniej kroplówki. Nowa, bezkompromisowa strategia Białego Domu, zwana już „Doktryną Donroe”, nie pozostawia złudzeń: czas dyktatorów w Ameryce Łacińskiej dobiega końca.
Wydarzenia ostatnich dni wstrząsnęły geopolitycznym układem sił na zachodniej półkuli. Wszystko zaczęło się 3 stycznia, kiedy to amerykańskie siły specjalne przeprowadziły operację w stolicy Wenezueli, której efektem było zatrzymanie Nicolása Maduro oraz jego żony. Akcja ta obnażyła głębokie powiązania między Caracas a Hawaną – według oficjalnych danych kubańskiego rządu, podczas rajdu zginęło aż 32 obywateli Kuby. Waszyngton nie ma wątpliwości: byli to funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa, którzy przez lata stanowili osobistą gwardię wenezuelskiego dyktatora.
Donald Trump, komunikując się ze światem za pośrednictwem platformy Truth Social, 11 stycznia postawił sprawę jasno: koniec z darmową ropą i pieniędzmi dla Kuby. Prezydent USA wezwał władze w Hawanie do negocjacji, choć nie sprecyzował warunków. Przekaz jest jednak czytelny – wieloletni układ, w którym Kuba wysyłała swoich agentów i oficerów wywiadu w zamian za surowce energetyczne (zapoczątkowany jeszcze przez Hugo Cháveza w 2000 roku), przeszedł do historii wraz z upadkiem Maduro.
Reakcja kubańskiego przywódcy była nerwowa i przewidywalna. Miguel Díaz-Canel, próbując zachować twarz przed własnym społeczeństwem, odrzucił wezwania Trumpa, stwierdzając na platformie X: „Kuba jest wolnym, niepodległym i suwerennym narodem. Nikt nie będzie nam mówił, co mamy robić”. Szef kubańskiego MSZ, Bruno Rodríguez, posunął się nawet do kłamliwego twierdzenia, jakoby Kuba nigdy nie przyjmowała zapłaty za „pomoc w zakresie bezpieczeństwa” dla obcych rządów. Te zapewnienia brzmią jednak pusto w zderzeniu z rzeczywistością, w której wyspa jest całkowicie uzależniona od zewnętrznych dostaw.
Socjalistyczny „raj” w ruinie
Groźby płynące z Waszyngtonu trafiają na podatny grunt, gdyż kubański system komunistyczny znajduje się w stanie agonalnym. Lata socjalistycznej gospodarki doprowadziły kraj do ruiny, której nie da się już ukryć propagandą. Statystyki są przerażające: w 2024 roku skrajne ubóstwo dotykało aż 88 proc. populacji. W minionym roku szacowano, że 1,4 miliona ludzi nie było w stanie zaspokoić nawet podstawowych dziennych potrzeb kalorycznych.
Obraz dzisiejszej Hawany to widok mieszkańców zmuszonych do przeszukiwania śmietników w poszukiwaniu jedzenia, podczas gdy tzw. socjalistyczna sieć bezpieczeństwa ostatecznie się załamała. Infrastruktura energetyczna kraju, opierająca się na przestarzałych generatorach diesla zasilanych wenezuelską ropą, jest – jak określił to Philip Paterson z Oxford Analytica – „dosłownie w rozsypce”. Regularne, ogólnokrajowe blackouty paraliżują życie na wyspie, a brak paliwa z Wenezueli oznacza dla Kuby całkowitą ciemność.
Nadzieje na ratunek ze Wschodu również gasną. Choć Chiny handlują z Kubą, Pekin nie zamierza wchodzić w rolę sponsora bankrutów w taki sposób, jak robił to Związek Sowiecki czy później Wenezuela. „Chiny nie są chętne do zajmowania się przypadkami charytatywnymi” – zauważają eksperci. Dodatkowo utrzymanie Kuby na liście państw sponsorujących terroryzm skutecznie odstrasza zagraniczny biznes i operatorów turystycznych, odcinając reżim od twardej waluty.
Doktryna Donroe i ostateczne uderzenie
Wydaje się, że administracja Trumpa realizuje precyzyjny plan ostatecznego demontażu komunizmu na Kubie, a kluczową rolę odgrywa w nim Marco Rubio. Ten polityk o kubańskich korzeniach wyrósł na jedną z najpotężniejszych postaci w Waszyngtonie, łącząc – co bezprecedensowe – stanowiska Sekretarza Stanu, Doradcy ds. Bezpieczeństwa Narodowego oraz szefa USAID. Trump wprost zasugerował w mediach społecznościowych, że Rubio mógłby „przejąć kierownictwo” nad Kubą, co spotkało się z entuzjazmem w kręgach konserwatywnych.
Dla Rubio obalenie Maduro to tylko przystanek w drodze do głównego celu: wolnej Kuby. Analitycy są zgodni, że odcięcie Hawany od wenezuelskich zasobów ma zadać śmiertelny cios reżimowi, który i tak cierpi na kryzys przywództwa. Miguel Díaz-Canel, biurokrata z pokolenia porewolucyjnego, nie posiada charyzmy ani „historycznej legitymacji” braci Castro, co czyni go wyjątkowo podatnym na presję – zarówno zewnętrzną, jak i wewnętrzną.
Nowa strategia regionalna USA, którą Trump dumnie nazwał „Doktryną Donroe” (nawiązując do XIX-wiecznej Doktryny Monroe), zakłada agresywne przywracanie amerykańskich wpływów na półkuli. Po Wenezueli i Kubie, ostrzeżenia popłynęły już w stronę Kolumbii i Meksyku, a nawet Iranu. W obliczu tak zdeterminowanej polityki Waszyngtonu, dni komunistycznej dyktatury u wybrzeży Florydy wydają się być policzone. Jak podsumowuje sytuację Philip Paterson: „Oczekiwania na upadek rządu są teraz powszechne”.