Brak kontaktu wzbudził niepokój. Gdy strażacy weszli do mieszkania, stało się jasne, że doszło do tragedii. Odnaleziono ciała czterech osób: 30-letniej Zuzanny F. oraz trojga jej dzieci – Nikoli (11 l.), Oliwii (7 l.) i Mikołaja (2 l.). Wstępne ustalenia wskazują na śmiertelne zagrożenie, które przez długi czas pozostaje niewidoczne.
Dramatyczne wejście służb
Dzieci od poniedziałku, 12 stycznia, nie pojawiały się w szkole, a kontakt z ich matką został całkowicie zerwany. Ostatecznie siostra kobiety, nie mogąc doczekać się odpowiedzi, zatelefonowała pod numer alarmowy 112. Na miejsce przyjechali policjanci, którzy poprosili straż pożarną o pomoc w siłowym wejściu do lokalu. Po wyważeniu drzwi, już w progu urządzenia mierzące stężenie tlenku węgla zaczęły emitować alarmowe sygnały.
— Po siłowym wejściu do mieszkania znaleziono ciała czterech osób – kobiety w wieku ok. 30 lat i trójki dzieci — przekazała st. bryg. Małgorzata Jarocka-Krzemkowska, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu.
Dzieci leżały w swoich łóżkach, a ciało matki odnaleziono w korytarzu. W mieszkaniu znajdował się również pies, który nie przeżył ekspozycji na gaz.
Jak relacjonują służby, stężenie gazu było tak wysokie, że ratownicy musieli pracować w specjalistycznej ochronie dróg oddechowych. — Już przy samym wejściu duże stężenie tlenku węgla wskazywało na to, że mamy do czynienia właśnie z tym cichym zabójcą. Strażacy weszli do środka w aparatach do ochrony dróg oddechowych — mówiła mł. asp. Agnieszka Stankiewicz.
Zabójcze stężenie tlenku węgla gromadziło się godzinami
Pomiary wykonane w mieszkaniu wykazały przerażające wartości przekraczające 900 ppm. Dla porównania, dawka 500 ppm jest uznawana za śmiertelną, a przy 400 ppm człowiek traci przytomność. Tak wysoki poziom gazu sugeruje, że rodzina nie miała żadnych szans na ratunek.
— Jeśli mamy taką dawkę o wartości 900, to świadczy o tym, że ten gaz po prostu gromadził się już przez jakiś czas. To nie jest jedno „fuknięcie” z pieca, tylko po prostu coś, co gromadziło się długimi godzinami, a być może nawet dniami — podkreśla rzeczniczka PSP.
Wstępne ustalenia wskazują, że źródłem emisji mógł być piecyk gazowy znajdujący się w lokalu. Dokładne przyczyny tragedii i czas ekspozycji na gaz zostaną ustalone podczas policyjnej i medycznej ekspertyzy pod nadzorem prokuratora.
Apel, który mógł zapobiec tragedii
Najbardziej wstrząsającym aspektem tej tragedii jest fakt, że można było jej uniknąć. W mieszkaniu nie znaleziono czujnika tlenku węgla. Urządzenie to, kosztujące ułamek wartości domowego sprzętu, mogło zaalarmować domowników i sąsiadów znacznie wcześniej.
— Gdyby ta czujka była, jej dźwięk byłby słyszalny dla sąsiadów, a nawet dla przechodniów, bo to mieszkanie na parterze. Z doświadczenia strażackiego wiemy, że one po prostu ratują życie. Tu by uratowały cztery na raz — słyszymy.
Służby po raz kolejny apelują o instalowanie czujników, szczególnie w budynkach, gdzie korzysta się z piecyków gazowych czy pieców kaflowych. W sytuacjach takich jak ta w Chełmnie, dzieci są całkowicie zależne od czujności dorosłych i sprawności systemów zabezpieczających.
Pierwszym odruchem w razie jakichkolwiek podejrzeń powinno być natychmiastowe otwarcie okien i drzwi, by zapewnić dopływ świeżego powietrza – jednak w przypadku „cichego zabójcy” bez odpowiedniego urządzenia pomiarowego, domownicy często zasypiają, nie wiedząc, że grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo.
Dramat w Gdyni. Od śmierci dzieliły ich sekundy. Rodzice i noworodek trafili do szpitala
Dramatyczna interwencja w Legnicy. Znaleźli ciała dwóch mężczyzn
Tlenek węgla odebrał im szansę na ucieczkę? Nowe informacje o tragedii w Rumi