— Urzędnicy i sądowi kuratorzy, jeśli chodzi o tę sprawę „dali ciała” — takie komentarze można dziś najczęściej usłyszeć na ulicach Nowego Sącza. Mieszkańcy miasta są oburzeni dramatem, jaki rozegrał się w miniony weekend na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Szpitalu Specjalistycznym im. Jędrzeja Śniadeckiego. W niedzielę 11 stycznia dotarła tu dwójka młodych ludzi: 22-letnia kobieta i jej 19-letni partner. Przywieźli oni mdlejącą z bólu 20-miesięczną dziewczynkę. Lekarze, widząc jej stan, natychmiast wezwali na izbę przyjęć policję. Dziecko miało złamaną rączkę, połamane żebra i urazy głowy. Do tego liczne siniaki na całym ciele. Było oczywiste, że maluch padł ofiarą przemocy.
Jeszcze tego samego dnia dziecko zostało przewiezione do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Stan dziewczynki jest poważny, ale stabilny. Matka dziecka i jej konkubent (nie jest biologicznym ojcem dziecka) zostali zatrzymani przez policję. We wtorek wieczorem usłyszeli prokuratorskie zarzuty znęcania się nad dzieckiem. Grozi im za to do 10 lat więzienia. W środę oboje decyzją sądu zostali umieszczeni w areszcie tymczasowym na okres trzech miesięcy.
Prokuratura będzie teraz ustalać, jak długo para znęcała się nad dziewczynką. Równolegle śledczy sprawdzą, czy w przypadku tej rodziny zadziałały wszystkie procedury mające na celu chronić dziecko. Wiele osób ma co do tego poważne wątpliwości.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie zarzuty usłyszała matka dziecka?
Jakie obrażenia miała 20-miesięczna dziewczynka?
Co zadecydowało o umieszczeniu matki i jej partnera w areszcie?
Jaką reakcję zainicjował prezydent Nowego Sącza?
Dlaczego MOPS nie odebrał 22-latce ostatniego dziecka?
Justyna Rataj-Mykietyn, rzecznik prasowy Prokuratur Okręgowej w Nowym Sączu, jeszcze w środę potwierdziła w rozmowie z Onetem, że 22-latka miała też trójkę innych dzieci. Te już wcześniej zostały jej zabrane. Śledczy na razie nie zdradzają dlaczego. Wiadomo jednak, że ta rodzina była pod kontrolą zarówno Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, jak i kuratelą sądu rodzinnego.
Jak ustalił nieoficjalnie Onet, 22-latka i jej 19-letni partner byli w przeszłości wychowankami domu dziecka. Tam mieli się poznać. Matka oskarżona o znęcanie się nad córką, pomimo bardzo młodego wieku, urodziła łącznie czwórkę dzieci. Pierwsze przyszło na świat, gdy miała zaledwie 13 lat.
— Ta dwójka ludzi tworzyła rodzinę, w której dochodziło do zachowań patologicznych. Nie dziwię się więc, że odebrano spod ich opieki trójkę dzieci. To jest dla mnie oczywiste. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego w tej rodzinie zostawiono tę 20-miesięczną dziewczynkę. Ktoś z MOPS lub zespołu kuratorów sądowych popełnił tragiczny w skutkach błąd — mówi w rozmowie z nami osoba znająca kulisy sytuacji w tej rodzinie.
O to, jakie kontrole były przeprowadzone w domu zajmowanym przez 22-latkę i jej 19-letniego konkubenta zapytaliśmy Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Nowym Sączu. Tam ostatecznie nikt nie zdecydował się na rozmowę z mediami. Odesłano nas do biura prasowego urzędu miasta.
— Trwa obecnie prokuratorskie śledztwo w tej sprawie, a MOPS w pełni współpracuje z organami ścigania — mówi Mariusz Smoleń, z biura prezydenta Nowego Sącza. Pytaliśmy go o ewentualną odpowiedzialność nowosądeckiego MOPS za tragedię i kwestię tego, czy przemocy względem 20-miesięcznego dziecka nie można było zapobiec.
— Kwestie, które Onet poruszył w swoich pytaniach, są znane prokuraturze, a my nie jesteśmy w stanie obecnie ocenić, w jakim stopniu są ważne dla śledztwa i czy mogą wpłynąć na bieg postępowania. Absolutnie nie uchylamy się od odpowiedzi na te, zresztą całkowicie zasadne, pytania, ale na obecnym etapie postępowania obawiamy się, czy przedwczesne ujawnienie niektórych faktów nie skomplikuje pracy prokuraturze. Urząd miasta pozostaje do dyspozycji mediów po zakończeniu czynności prowadzonych przez prokuraturę i ustaleniu przez nią przynajmniej podstawowych faktów, co z pewnością zostanie podane do publicznej wiadomości — dodaje Smoleń.
Rzecznik prezydenta Nowego Sącza w swojej wypowiedzi jest więc bardzo zachowawczy. To ciekawe, bo o wiele bardziej stanowczo od niego wypowiada się sam Ludomir Handzel.
Ten w rozmowie z Onetem przyznaje, że zaraz po tym, gdy dowiedział się o cierpieniu dziecka, zlecił w podległym sobie MOPS kontrolę. — To niewyobrażalna tragedia — mówi prezydent Nowego Sącza. — Myślę, że do jej wyjaśniania najlepsze narzędzia ma sama prokuratura. Jednak ja też wewnętrznie sprawdzam sprawę i kontroluję podległych sobie pracowników, którzy tę rodzinę powinni mieć pod nadzorem — dodaje Ludomir Handzel.