Posłanka Kurowska w przeszłości zasiadała w zarządzie województwa podkarpackiego. Od 2019 r. jest posłanką. Parlamentarny mandat dwukrotnie zdobyła z odległego, 21. miejsca.

Kurowska jest jedną z najbardziej lojalnych obrończyń Zbigniewa Ziobry oraz dotychczasowego sposobu wydatkowania środków z Funduszu Sprawiedliwości, który według prokuratury stał się wyborczą skarbonką polityków należących do tego środowiska, bo służył m.in. zwiększeniu ich popularności w okręgach wyborczych, z których ubiegali się o parlamentarne mandaty.

Za czasów rządów PiS Maria Kurowska — jak i inni politycy Suwerennej Polski — rozdawali m.in. kołom gospodyń wiejskich sprzęty kuchenne, w tym garnki, termosy, podgrzewacze czy grille zakupione z pieniędzy Funduszu.

Wspomniana posłanka była również bardzo aktywna w zakresie dofinansowania Ochotniczych Straży Pożarnych, a także szpitali na Podkarpaciu. Poganiała nawet urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, wysyłając e-maile na ich prywatne skrzynki.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W jednej z ujawnionych wiadomości pisała:

„Panie Ministrze, podaję tel. do dyrektorów szpitali (wymienia trzy szpitale: dwa w Rzeszowie i jeden Krośnie): […]. Bardzo proszę o 100 tys. dla każdego z nich. Pozdrawiam! MK”.

Chodziło o pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Wspomnianym „ministrem” był Marcin Romanowski, wówczas zastępca Zbigniewa Ziobry w resorcie sprawiedliwości, który był odpowiedzialny za Fundusz Sprawiedliwości w tym okresie. Prokuratura stawia mu prawie 20 zarzutów. Rok temu uciekł na Węgry, a zaprzyjaźniony z Władimirem Putinem Viktor Orban udzielił mu azylu politycznego.

Jak ujawniliśmy, 24 lipca 2020 r. posłanka Maria Kurowska wysłała do ówczesnego dyrektora departamentu Funduszu Sprawiedliwości w ministerstwie Tomasza Mraza następującą wiadomość:

„Bardzo proszę, aby żadne umowy z Gminami nie były podpisywane bez konsultacji ze mną w powiecie jasielskim i krośnieńskim. Pozdrawiam. MK”.

Posłanka rościła więc sobie prawo do ręcznego sterowania pieniędzmi z Funduszu na terenie jej politycznego matecznika. Powiaty jasielski i krośnieński należą do okręgu wyborczego do Sejmu nr 22 — tego, z którego już dwukrotnie zdobywała poselski mandat.

Maria Kurowska nie skorzystała z okazji, by odpowiedzieć na nasze pytania przed publikacją. Zabrała głos dopiero po publikacji. Co ciekawe, już po publikacji zaprezentowała co najmniej dwie wersje wydarzeń. Na początku nie zaprzeczyła, że e-maile ujawnione przez Onet są prawdziwe. Przekonywała, że realizowała obowiązki poselskie i wszystko, co robiła, opierało się na ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Podkreślała, że nigdy nie wzięła dla siebie ani złotówki.

Maria Kurowska

Maria KurowskaPaweł Supernak / PAP

Zmiana narracji

Później zmieniła jednak narrację. Zorganizowała konferencję prasową w Sejmie. Towarzyszył jej Michał Wójcik, były wiceminister minister sprawiedliwości i były minister w Kancelarii Premiera. Dziś jest posłem PiS.

Wójcik przekonywał, że jego koleżanka została „brutalnie zaatakowana”:

— Odbyłem rozmowę z panią poseł, prosząc ją o to, żeby m.in. sprawdziła wszystkie materiały, wszystkie dokumenty, które w tamtym czasie były wysyłane, jakiekolwiek e-maile. I proszę sobie, szanowni państwo, wyobrazić, za chwilę szerzej na ten temat powie pani poseł, ale proszę sobie wyobrazić, że ten e-mail, na którym opierała się redakcja Onetu, pan redaktor, w ogóle nie został wysłany. Nie było takiego e-maila — mówił poseł PiS, jeden z najbliższych współpracowników Zbigniewa Ziobry.

Michał Wójcik

Michał WójcikYouTube

Mówił, że nie ma „powodu absolutnie, żeby nie wierzyć temu, co mówi pani poseł, bo sprawdziła bardzo dokładnie swoją skrzynkę”.

— Naszym zdaniem jest podejrzenie popełnienia kilku przestępstw. Artykułów nie będę szczegółowo wymieniał, powiem tylko tyle, że chodzi o to, że prokuratorzy wchodzący w skład zespołu śledczego numer dwa, czyli tego zespołu, który zajmuje się sprawą Funduszu Sprawiedliwości, który jest powołany w Prokuraturze Krajowej, najprawdopodobniej, najpewniej spreparowali korespondencję elektroniczną, nadali jej pozory autentyczności, prawdziwości. Przecież to jest, proszę państwa, nieprawdopodobna historia — podkreślał.

Michał Wójcik zapewniał, że wspólnie z posłanką przygotował zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

O tym, że e-mail został spreparowany, przekonywał również na platformie „X” Zbigniew Ziobro, któremu prokuratura również chce postawić zarzuty związane z Funduszem Sprawiedliwości. Sejm uchylił mu immunitet i zgodził się na jego aresztowanie. Polityk wyjechał na Węgry i nie zamierza wracać do Polski w obawie przed zatrzymaniem. Przekonuje, że rząd Viktora Orbana przyznał mu azyl.

Sama posłanka Kurowska nie przedstawiła żadnych dowodów na poparcie swojej tezy. Mówiła jedynie o kwerendzie swojej skrzynki pocztowej. To o tyle istotne, że Maria Kurowska w trakcie konferencji wspominała o jednej skrzynce. Jak jednak ustaliliśmy, polityczka kontaktowała się z urzędnikami Ministerstwa Sprawiedliwości z wykorzystaniem dwóch skrzynek — prywatnej (zarejestrowanej na serwerze komercyjnego usługodawcy) i służbowej, której operatorem jest Kancelaria Sejmu.

Dowody kontra słowa

Onet jest również w posiadaniu oryginalnego pliku w formacie .eml wiadomości, która została dostarczona na prywatny adres Tomasza Mraza, głównego świadka prokuratury w śledztwie dotyczącym nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości. Przeanalizowaliśmy również metadane tego e-maila.

Materiał, którym dysponujemy świadczy o tym, że mail został wysłany z sejmowego systemu pocztowego na adres odbiorcy w określonym dniu i o konkretnej godzinie. Po naszej publikacji Maria Kurowska podtrzymała swoją wersję, przekonując, że śledczy powinni tę sprawę wyjaśnić.

W połowie grudnia ub. r. głos w tej sprawie zabrał szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec, który odpowiedział na pismo posła Koalicji Obywatelskiej Romana Giertycha.

„Odpowiedziałem dzisiaj na pismo Romana Giertycha w sprawie ujawnionego niedawno przez Onet e-maila. Metadane wskazują, że opisywana wiadomość została wysłana z serwerów należących do Kancelarii Sejmu” — napisał Siwiec w mediach społecznościowych.

Wróciliśmy do tej sprawy. Przypomnijmy, pierwszy tekst na ten temat opublikowaliśmy 26 listopada ub. r. Posłowie Kurowska i Wójcik zorganizowali konferencję prasową dwa dni później. Minęło więc ponad półtora miesiąca.

30 grudnia 2025 r. spytaliśmy Prokuraturę Okręgową w Warszawie, czy zapowiadane zawiadomienie wpłynęło. Rzecznik jednostki prok. Piotr Antoni Skiba poinformował nas wtedy, że nic takiego się nie wydarzyło. Ponowiliśmy nasze pytanie wczoraj [15 stycznia]. Odpowiedź była taka sama.

W czwartek wieczorem udało nam się skontaktować z poseł Marią Kurowską. Potwierdziła, że żadnego zawiadomienia nie było. Oto wiadomość SMS, jaką otrzymaliśmy [pisownia oryginalna]:

„Nie, nie złożyłam [zawiadomienia]. Nie chcę, aby moja skromna osoba i nic nie znaczący e-mail znowu stały się tematem zastępczym, zasłaniającym nieudolność Rządu Tuska i jego działania niszczące Polskę i szkodzące Polakom”.

O komentarz poprosiliśmy również posła Michała Wójcika: – Zawiadomienie było przygotowywane, pani poseł podjęła taką decyzję, więc należy ją uszanować. Być może chodzi o to, że trudno mieć pełne zaufanie do obecnej prokuratury.