Na początku grudnia petersburski archeolog Aleksander Butiagin został zatrzymany w Polsce i od tamtej pory przebywa w warszawskim areszcie. Kierownik sektora archeologii północnego regionu czarnomorskiego w Ermitażu był poszukiwany na wniosek Ukrainy, która podejrzewa go o niszczenie zabytków historycznych podczas wykopalisk na Krymie (już po jego aneksji przez Rosję).
Polski sąd ma zdecydować, czy Butiagin zostanie wydany Ukrainie w ramach ekstradycji. Na miejscu grozi mu kara od dwóch do pięciu lat pozbawienia wolności.
Pod koniec listopada 2025 r. Aleksander Butiagin napisał na swoim kanale na Telegramie: „Wyruszam w krótki eurotour z opowieścią o Pompejach, mam nadzieję, że wszędzie zdążę”. W Europie zdołał wygłosić dwie z czterech zaplanowanych prelekcji pod tytułem „Ostatni dzień Pompejów” — w Pradze i Amsterdamie. 4 grudnia funkcjonariusze polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) zatrzymali archeologa w Warszawie, dokąd przyleciał, by wygłosić kolejną prelekcję.
Informacje o zatrzymaniu wypłynęły dopiero 11 grudnia. Butiagin został aresztowany na wniosek Ukrainy, która w listopadzie 2024 r. oskarżyła go o „umyślne, bezprawne, częściowe zniszczenie obiektu dziedzictwa kulturowego, popełnione wobec zabytku o znaczeniu narodowym” na okupowanym Krymie (dokument znajduje się w dyspozycji Meduzy). Co istotne: inni uczestnicy ekspedycji nie zostali objęci zarzutami.
Ukraińscy śledczy wyjaśniają, że Butiagin — jako kierownik myrmekijskiej ekspedycji Ermitażu — prowadził wykopaliska w Kerczu bez zgody Ukrainy. Według prokuratury Autonomicznej Republiki Krymu w trakcie prac ekspedycja miała wyrządzić państwu szkody o wartości ponad 200 mln hrywien (ponad 16 mln zł).
Naukowca przewieziono do prokuratury okręgowej w Warszawie, ale odmówił składania wyjaśnień. Sąd zastosował wobec niego areszt na 40 dni. Pod koniec grudnia do polskiej prokuratury wpłynął ukraiński wniosek o ekstradycję.
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa nazwała areszt „czysto polityczną prowokacją”. Na początku stycznia do rosyjskiego MSZ wezwano ambasadora Polski: wręczono mu „zdecydowany protest w związku z zatrzymaniem znanego rosyjskiego archeologa Aleksandera Butiagina na wniosek Kijowa”. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow skomentował sprawę krótko: „To bezprawie. Absolutne”.

Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, 19 grudnia 2024 r.IMAGO/Imago Stock and People/East News / East News
W odpowiedzi na wypowiedzi Zacharowej i Pieskowa rzecznik polskiej prokuratury Piotr Skiba oświadczył, że polskie władze działają zgodnie z normami prawa międzynarodowego. Jak podkreślił, w Ukrainie Butiaginowi może grozić od dwóch do pięciu lat więzienia; w Polsce analogiczny czyn zagrożony jest karą od roku do dziesięciu lat.
Polski adwokat wynajęty przez bliskich Butiagina przekazał Meduzie przez grupę wsparcia naukowca, że złożył zażalenie na areszt. Jeżeli sąd rejonowy w Warszawie zatwierdzi ekstradycję do Ukrainy, obrońca zamierza zwrócić się do Sądu Apelacyjnego.
Jeśli sąd apelacyjny uzna ekstradycję za prawnie dopuszczalną, ostateczną decyzję podejmuje minister sprawiedliwości [Polski]. Jeśli minister zgodzi się na ekstradycję, zwrócimy się do ETPC z wnioskiem o zastosowanie środka tymczasowego w celu jej wstrzymania
— mówi prawnik.
Jak wyglądały wykopaliska w Myrmekionie
W 1987 r. 16-letni Butiagin pojechał do Myrmekionu na swoją pierwszą ekspedycję archeologiczną pod kierunkiem akademika Jurija Winogradowa. — Od tamtej pory jeździłem tam praktycznie co roku: nie miałem jak się od niego [Myrmekionu] wymigać — mówił latem 2024 r. w wywiadzie dla państwowego kanału Krym 24.

Kompleks archeologiczny „Starożytne miasto Panticapaeum” znajdujący się w Myrmekionie na Krymie (zdj. poglądowe)pl.wikipedia.org/wiki/Myrmekjon / Wikipedia
Po ukończeniu katedry archeologii na wydziale historycznym Leningradzkiego Uniwersytetu Państwowego Butiagin został laborantem w dziale świata antycznego Ermitażu, a w 1994 r. — pracownikiem naukowym muzeum. Kiedy w 1999 r. objął kierownictwo myrmekijskiej ekspedycji Państwowego Ermitażu, miał zaledwie 27 lat.
Od 2010 r. Butiagin kierował już dwiema ekspedycjami: latem jeździł do Kerczu, a wczesną jesienią — na przedmieścia Pompejów. We Włoszech rosyjscy archeolodzy wraz z lokalnymi kolegami prowadzili wykopaliska na rzymskiej willi Ariadny, zachowanej na terenie antycznego miasta Stabie, zniszczonego przez erupcję Wezuwiusza w 79 r. n.e.
Stabiańską ekspedycję — pierwszą rosyjską ekspedycję archeologiczną w Europie Zachodniej — Ermitaż nazywał „świetnym przykładem międzynarodowej współpracy w dziedzinie archeologii”. Trwała ona do 2020 r.: pandemia spowodowała dwuletnią przerwę we włoskich pracach. A po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wszystkie międzynarodowe projekty Ermitażu i współpraca z zagranicznymi fundacjami całkowicie się urwały: w marcu 2022 r. rosyjskie muzea wykluczono z Grupy Bizot — międzynarodowego stowarzyszenia zajmującego się wystawami i relacjami między muzeami różnych państw. Należały do niego m.in. Państwowy Ermitaż, Galeria Tretiakowska, Muzeum im. Puszkina i muzea Kremla.
W listopadzie 2023 r. Butiagin wrzucił na Telegramie selfie na tle wykopalisk w Stabiach z podpisem: „Mam nadzieję, że tu wrócimy”.
Jesienią 2024 r. prokuratura generalna Ukrainy poinformowała Butiagina o podejrzeniu nielegalnych wykopalisk i częściowego zniszczenia obiektu dziedzictwa kulturowego na Krymie.
Trochę mnie dziwi, że w chwili, gdy los Ukrainy rozstrzyga się na polu bitwy, oni tracą czas na takie sprawy. Widocznie prokuratorzy mają dużo wolnego
— cytowało Butiagina krymskie biuro RIA Nowosti. Ukraina dwukrotnie objęła go sankcjami: w 2019 r. na trzy lata i w 2025 r. na 10 lat.
Po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę Butiagin mimo wszystko nadal aktywnie podróżował po Europie: jeździł z wykładami, występował na konferencjach, a nawet oprowadzał wycieczki — opowiada Meduzie przyjaciel archeologa proszący o anonimowość. Z Telegrama Butiagina wynika, że często bywał we Włoszech także prywatnie; ostatni raz — w październiku 2025 r.
— Zapraszali go Europejczycy, bardzo dużo jeździł po Europie Zachodniej i być może nie wyczuwał zagrożenia — rozważa znajomy archeologa. — To pewnie była z jego strony nieostrożność. Ale tam był właściwie swój. Nie traktuje Europy jak wroga.
„Na tym polega zasada Rosji: zachować i pomnożyć”
Dyrektorka Wschodniokrymskiego Muzeum-Rezerwatu Historyczno-Kulturowego Tatiana Umrichina uważa, że rosyjskie władze, które dokonały aneksji półwyspu, „dały muzeum bardzo wiele”.
Instytucja, do której trafiały artefakty znalezione przez myrmekijską ekspedycję, powstała na bazie Kerczeńskiego Muzeum Starożytności założonego jeszcze w 1826 r. (do reorganizacji pod koniec 2014 r. muzeum funkcjonowało jako Kerczeński Rezerwat Historyczno-Kulturowy). Umrichina, była minister kultury Krymu, zarządza rezerwatem od 2011 r. W 2016 r. spotkała się z Władimirem Putinem podczas jego wizyty w Kerczu, a w maju 2018 r. przyjechała na inaugurację Putina przed jego czwartą kadencją.
Proszę sobie wyobrazić: ponad 20 ekspedycji, ponad sto odkryć stanowisk archeologicznych, ponad 10 tys. artefaktów, które do nas trafiły — czy można sobie przypomnieć, żeby coś takiego było w Ukrainie?
— mówiła na antenie „Krym 24” w lutym 2024 r.
Jej zdaniem przed Putinem kerczeńskie muzeum było „po prostu muzeum starożytności”. Prowadzący „Krym 24” Siergiej Melnikow wtórował: — Na tym polega zasada Rosji: zachować i pomnożyć.
Umrichina zna Butiagina osobiście od dawna — mówiła kanałowi Wiesti Krym. Według niej Butiagin „nigdy nie łamał prawa ani Rosji, ani Ukrainy” i „zawsze działał na podstawie oficjalnych dokumentów”.
Uczestniczka myrmekijskiej ekspedycji, która przestała pracować na wykopaliskach rok przed aneksją Krymu, zauważyła, że wykopalisk w Myrmekionie nie dało się zatrzymać „bez względu na wszystko”.
Jedno to jakiś kurhan w stepie — jego obrabuje tylko prawdziwy, doświadczony szabrownik. A co innego zabytek stojący przy plaży, w granicach miasta, już rozkopany. Tego nie dało się zostawić, bo miejscowi rozszarpaliby go na części
— powiedziała.
Ukraińscy archeolodzy twierdzą jednak, że główną szkodę zabytkom Krymu wyrządzają władze rosyjskie. Przykładowo: w 2015 r., podczas wizyty w jednym z antycznych miast greckich na Krymie o nazwie Chersonez Taurydzki razem z byłym premierem Włoch Silvio Berlusconim, Putin zaproponował utworzenie w pobliżu „historyczno-kulturalnego centrum chrześcijaństwa”. W sierpniu 2017 r. oświadczył, że Chersonez — jedyny krymski obiekt na liście światowego dziedzictwa UNESCO — powinien stać się „rosyjską Mekką”.
W 2022 r. wyszło na jaw, że komisja UNESCO nie uzgadniała tej budowy: Rosja nawet nie przesłała wymaganych dokumentów.

Ruiny budynków starożytnej greckiej kolonii Chersonez Taurydzki na Krymie (zdj. poglądowe)pl.wikipedia.org/wiki/Chersonez_Taurydzki / Wikipedia
Wykopaliska na cudzej ziemi
W 2014 r., gdy Rosja dokonała aneksji Krymu, Aleksander Butiagin opublikował referat „Archeologia i historia Bosporu. Na 250-lecie Ermitażu i 80-lecie rozpoczęcia badań Myrmekionu”. Kończył go refleksją o pracy „w nowych warunkach”, wyrażając nadzieję, że dotychczasowa przyjaźń i współpraca z Kerczeńskim rezerwatem przyniesie nowe efekty także po zmianie realiów politycznych.
24 lutego 2022 r., w dniu wejścia rosyjskich wojsk do Ukrainy, Butiagin napisał na Facebooku: „Uważam, że kierownictwo naszego kraju postępuje skrajnie nieodpowiedzialnie. Współczuję ukraińskim przyjaciołom i znajomym — i nam wszystkim też. Niezależnie od tego, jak to się dalej potoczy, konsekwencje będziemy sprzątać bardzo długo.”
Areszt Butiagina wywołał gwałtowną dyskusję wśród rosyjskich uczonych na temat osobistej odpowiedzialności naukowców pracujących na okupowanych terytoriach Ukrainy. Antropolożka Aleksandera Archipowa uważa, że Butiagin „wierzył w nieprzenikalność ścian wieży z kości słoniowej”, mimo że wiedział o postępowaniu karnym przeciwko niemu.
Wielu moich kolegów w Federacji Rosyjskiej — świetnych naukowców — jest przekonanych, że trzeba robić swoje i nie dotykać polityki. A wtedy polityka nie dotknie ciebie
— napisała na Facebooku.
Politolog Fiodor Kraszeninnikow nazwał w transmisji na YouTube ukraińskich funkcjonariuszy, którzy „piszą wnioski” o ekstradycję, „łajdakami w mundurach”: — Można nie lubić tego, że zabytki Krymu pokazuje się przeklętym Rosjanom, ale to, że trzeba je konserwować i ratować — to obowiązek uczonych — powiedział.
Historyk i były dziennikarz „Echa Moskwy” Arsienij Wiesnin stanął po stronie Butiagina. Jego zdaniem zarzuty są „skrojone na czarnych kopaczy, którzy rabują zabytki, żeby sprzedawać antyki”, a Butiagin do nich nie należy.
Wręcz przeciwnie — pod jego kierunkiem prowadzono muzealizację i konserwację zabytku, czyli jego ochronę. Możemy dyskutować o etyce wykopalisk na Krymie. Ale możemy też jasno powiedzieć: ludzie, którzy tam pracowali, poświęcili temu miejscu życie. I za to nie można ich wsadzać do więzienia
— stwierdził Wiesnin.
Były pracownik naukowy Centrum Badań Archeologicznych Uniwersytetu Nowogrodzkiego Paweł Kołosnicyn uważa, że wojna „wyrzuca poza nawias prawa ludzi, którzy — wydawałoby się — nie popełniają przestępstw”. Archeolodzy zawsze działają w skomplikowanym polu prawnym, a po aneksji Krymu koledzy prowadzący tam wykopaliska znaleźli się w sytuacji bez dobrego wyjścia. Kołosnicyn przypomniał m.in., że drugi protokół do Konwencji haskiej z 1954 r. zakazuje wykopalisk na terytorium okupowanym, chyba że służą wyłącznie ochronie, ewidencji lub zachowaniu dóbr kultury — a Rosjanin nie ma realnej możliwości uzyskania pozwolenia od Ukrainy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Socjolog i historyk Dmitrij Dubrowski napisał, że dla rosyjskich archeologów wykopaliska na Krymie „po 2014 r. były możliwe tylko za zgodą Ukrainy, a po 2022 r. — są po prostu niemożliwe”. — Gdyby chodziło tylko o nielegalne wykopaliska, byłby to normalny zarzut. Ale — jak rozumiem — żeby mieć podstawy do ekstradycji, dorzucają mu gigantyczną kwotę szkód i niszczenie zabytków, co brzmi jak bzdura. Moim zdaniem one nie zostały zniszczone — one zostały rozkopane. Co innego, że rozkopane na cudzym terytorium bez zgody — oświadczył.
Badacz Instytutu Prawa Międzynarodowego Pokoju i Bezpieczeństwa Uniwersytetu w Kolonii Gleb Bogusz, cytowany przez rosyjską redakcję BBC, uważa, że odpowiedzialność za wykopaliska na Krymie spoczywa przede wszystkim na państwie rosyjskim i urzędnikach, a nie na archeologu, od którego nie zależy decyzja o wstrzymaniu lub kontynuowaniu państwowej ekspedycji Ermitażu. Jego zdaniem Polska będzie mogła wydać archeologa Ukrainie tylko przy spełnieniu zasady „podwójnej karalności”: zgodnie z Europejską konwencją o ekstradycji czyn Butiagina musi być uznany za przestępstwo i zagrożony karą co najmniej roku więzienia w obu krajach.