Taką liczbę myśliwców MiG-29 branych pod uwagę pod kątem transferu na front wskazał wiceminister obrony Paweł Zalewski. Analitycy Defense Express wskazują, że „na papierze” polska armia powinna dysponować obecnie 14 tego typu myśliwcami.
„To dlaczego w Polsce mówi się tylko «do dziesięciu sztuk», można znaleźć w powodzie, dla którego Polacy w ogóle zdecydowali się je sprzedawać. Ten powód został oficjalnie ogłoszony już w grudniu: «osiąganiem docelowych resursów eksploatacyjnych oraz brakiem perspektywy dalszej modernizacji w Siłach Zbrojnych RP»” – piszą ukraińscy analitycy.
Ukraińców zastanawia stan polskich myśliwców, ponieważ pamiętają problemy, jakie mieli z tego typu maszynami ze Słowacji. Bratysława zdecydowała się przekazać 13 takich maszyn, ale tylko cztery poleciały do Ukrainy samodzielnie, a pozostałe rozmontowano i przewieziono ciężarówkami.
„Słowackie myśliwce mniej więcej w tym samym czasie przeszły podobną, ograniczoną modernizację jak polskie MiGi-29, które zostały zmodernizowane w latach 2011-2014 przez Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2. Chociaż bardzo często wskazuje się, iż te samoloty spełniają standardy NATO, mówimy przede wszystkim tylko o środkach komunikacji i nawigacji, a nie o integracji jakichkolwiek broni” – dodają ukraińscy analitycy.
Warszawa postawiła Kijowowi warunek – kolejne myśliwce MiG-29 (wcześniej przekazano kilkanaście sztuk) trafią na front, ale nie jako darmowa pomoc. W zamian Polska ma otrzymać „wybrane technologie dronowe i rakietowe”.
Mimo pojawiania się w Ukrainie zachodnich myśliwców (F-16 i Mirage 2000-5F oraz planów pozyskania Gripenów), MiGi-29 pozostają istotną częścią ukraińskiego lotnictwa bojowego. Wojna z Rosją pokazała, że maszyny te mogą przenosić nie tylko poradzieckie uzbrojenie (głównie stare pociski powietrze-powietrze średniego zasięgu R-27 czy krótkiego zasięgu R-73). Po modyfikacjach wprowadzonych przez Ukraińców są w stanie korzystać także z zachodniego uzbrojenia, m.in. francuskich bomb AASM Hammer.