Jak pisaliśmy w Onecie, w środę przy ul. Polnej w Sopocie pojawili się policjanci w białych kombinezonach, a między dwoma budynkami stanął też granatowy namiot. Od razu pojawiły się spekulacje, że akcja funkcjonariuszy może dotyczyć sprawy Iwony Wieczorek. Prokuratorzy w oficjalnych wypowiedziach informowali, że chodzi o „niewyjaśnione zabójstwo sprzed kilkunastu lat”.
W rozmowach mniej oficjalnych, śledczy nie zaprzeczają, że chodzi o sprawę Wieczorek.
Czego policjanci mogli szukać w tej części Sopotu? Czy i w jaki sposób ten teren wiąże się z zaginięciem Iwony Wieczorek?
— Kiedy 2010 r. Iwona zaginęła, za tym zakątkiem zaczynał się dziki teren. Tam nie było ani hoteli, ani parku, ani pobliskich bloków w górę ul. Polnej — zwraca uwagę Mikołaj Podolski, dziennikarz, który od lat bada sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek. W 2025 r. wspólnie z dziennikarką Martą Bilską wydał książkę: „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw”.
O najnowszej akcji policjantów na ul. Polnej w Sopocie, Podolski mówi: — To było dziwne, że w pierwszych tygodniach po zaginięciu Iwony nic policjantów na ten teren nie zaprowadziło. Już wtedy mówiło się o tych paru budynkach, że to są slumsy. Ja nie do końca podzielałem tę opinię, ale tam rzeczywiście mieszkało parę niebezpiecznych osób.
W rozmowie z Onetem Podolski precyzuje: — Na pewno mieszkało tam dwóch młodych mężczyzn, którzy trzymali się bardzo mocno z paczką Iwony Wieczorek. Z przyjaciółmi Iwony, którzy bawili się na tym słynnym ognisku.
„Ognisko” to impreza w Parku Reagana w Gdańsku, na której w noc zaginięcia Iwony Wieczorek bawili się jej znajomi. Nie ma jednak żadnych dowodów, że Iwona — wracając z Sopotu — dotarła na tę imprezę.
— Tych dwóch młodych mężczyzn, którzy kiedyś mieszkali w tym rejonie Sopotu, na tym ognisku na pewno nie było. Ale wiem, że przynajmniej jeden z nich wielokrotnie imprezował z Iwoną do późnych godzin. To był jej taki dobry kolega — mówi Podolski.
Co stało się z Iwoną? Dziennikarze wskazują na „najbardziej prawdopodobny scenariusz”
Dziennikarz podkreśla jednak, że „nigdy żadne tropy do tego kolegi Iwony nie prowadziły, nigdy policja go nie podejrzewała”. — Ja też nigdy go nie podejrzewałem, sprawiał dobre wrażenie. Trzeba jednak nadmienić, że obaj ci mężczyźni mieli kartoteki. Czy w tej akcji policji o nich chodziło? Nie wiem. Wiem na pewno, że jeden z nich już na pewno od dawna tam nie mieszka. Losów drugiego z nich nie znam — komentuje rozmówca Onetu.
— Nigdy nie przewinęła mi się wzmianka, by oni byli w kręgu zainteresowań policji. Ale wszyscy wiemy, po tym, co ujawniliśmy w książce, że słabo profilowano Iwonę i słabo badano jej środowisko. Przyjęto parę podstawowych scenariuszy. Ale nie przyjęto tego, który jako autorzy książki, uważamy za najbardziej prawdopodobny. Według nas Iwona sama z własnej woli chciała sobie przedłużyć ten wieczór. I albo zgodziła się z kimś pójść, albo sama do kogoś poszła — uważa Podolski.
Dziennikarz zwraca też uwagę, że w pobliżu akcji policji w rejonie Polnej „znajduje się lokal gastronomiczny, który był przez pewien czas w kręgu zainteresowań śledczych zajmujących się sprawą Iwony Wieczorek”. — Ale nie ze względu na samych pracowników, a ze względu na ich znajomego, który pracował w Dream Clubie. Ten ich znajomy miał kilka lat temu przeszukanie związane ze sprawą Wieczorek — mówi Onetowi Podolski.
— W ostatnich paru latach było przynajmniej kilka bardzo dokładnych przeszukań w Trójmieście, o których prasa nie informowała. I to związanych z różnymi wątkami sprawy Iwony. Trzeba jednak powiedzieć, że to nie jest tak, że jak policja wchodzi i grzebie, to na pewno coś mają i zaraz tę sprawę rozwiążą — podkreśla dziennikarz.
Podolski zwraca uwagę na schemat prowadzenia sprawy Iwony Wieczorek w czasie, gdy nadzór nad nią miał prokurator Piotr Krupiński. — Ten prokurator miał taką szkołę, że przeszukania były bardzo drobiazgowe. On szukał nawet, przysłowiowego, jednego włosa. Ale takie przeszukania same w sobie nie muszą jeszcze nic oznaczać. Miejmy jednak nadzieję, że z tej akcji policji w Sopocie przyjdzie jakiś pozytywny skutek — puentuje.
Krupiński stracił sprawę Iwony Wieczorek w 2024 r.
Zaginięcie Iwony Wieczorek
Sprawą Iwony Wieczorek żyła cała Polska. Młoda gdańszczanka zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 r. Miała wtedy 19 lat. W noc, kiedy widziano ją po raz ostatni, bawiła się na imprezie w Sopocie. Tam pokłóciła się ze znajomymi i sama wracała na piechotę do Gdańska. Ostatnie zdjęcie dziewczyny wykonały kamery monitoringu w gdańskim Jelitkowie. Iwona Wieczorek szła pasem nadmorskim. Do domu miała około 20 minut.
Zakrojona na wielką skalę akcja poszukiwawcza nie dała żadnego rezultatu. W sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek poza policją byli też zaangażowani jasnowidze oraz detektywi. Poszukiwaniami 19-latki żyli też internauci, tworząc poświęcone jej forum.