Krótki ogon, masywne łapy, duże trójkątne uszy – już na pierwszy rzut oka widać, że zwierzę, które pojawiło się w styczniu na jednym z gdyńskich osiedli, z pewnością nie jest kotem domowym. Mieszkanka miasta może zatem mówić o niemałym szczęściu: wypatrzyła rysia spacerującego w pobliżu domów. Niezwykłe nagranie pojawiło się na oficjalnym profilu Nadleśnictwa Gdańsk.

Ryś euroazjatycki jest największym dzikim kotem żyjącym w Polsce, a zarazem – jednym z najbardziej tajemniczych drapieżników naszych lasów. Jest zwierzęciem skrytym, płochliwym, unikającym ludzi. Dzień zwykle spędza w kryjówkach, a w nocy wychodzi na żer.

Trudno spotkać rysia w jego naturalnym środowisku. Jeszcze trudniej wypatrzyć go na osiedlu w Gdyni.

Również Edward Marszałek – leśnik i rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie w rozmowie z o2.pl podkreśla, że „rysie z programu reintrodukcji były zsynantropizowane – szukały jedzenia wśród ludzi”.

W Polsce występują dwie populacje rysia: karpacka (m.in. właśnie w Bieszczadach i Beskidach) oraz bałtycka, w północnej części kraju. Ponieważ ryś jest zwierzęciem nielicznym (przyczyniła się do tego m.in. działalność człowieka – wycinka lasów, budowa dróg, kłusownictwo), wymaga ścisłej ochrony. Akcje reintrodukcji podjęto, by odbudować populację rysiów i zwiększyć ich liczebność.

Według szacunków, w całym kraju mamy obecnie jedynie ok. 200-300 osobników.

Jak słyszymy, w tym tygodniu rozpoczęły się nawet warsztaty „tropicieli” rysiów. Wytypowanych zostało osiem nadleśnictw, które biorą udział w programie identyfikacji śladów, tropów i zachowań tych zwierząt. – Polega to na rozpoznaniu terenu, na którym bytują rysie i na zakładaniu fotopułapek na trasach ich przejść. Chodzi o identyfikację osobników na podstawie cętek, bo jak się okazuje, u każdego rysia cętki na futrze są inne. A dzięki temu, że są niepowtarzalne, możemy identyfikować osobniki – podkreśla leśnik.