„Jesteśmy supermocarstwem. I pod rządami prezydenta Trumpa będziemy zachowywać się jak supermocarstwo”. Taką zwięzłą definicję polityki zagranicznej USA przedstawił Stephen Miller w stacji CNN, występując na tle Białego Domu. Dodał, że możemy mówić, ile chcemy o „międzynarodowych uprzejmościach”, ale żyjemy w świecie rządzonym przez siłę. Dwa dni wcześniej amerykańskie śmigłowce pojawiły się nad Caracas, a świat obiegły zdjęcia Nicolasa Maduro w kajdankach.
Choć administracja prezydenta Trumpa oficjalnie przedstawiała tamtą interwencję wyłącznie jako akcję policyjną – zatrzymanie podejrzanego, któremu amerykański wymiar sprawiedliwości postawił zarzuty ponad pięć lat wcześniej – to jednocześnie deklarowała: będziemy kontrolować Wenezuelę i położymy rękę na jej złożach ropy. Wszystkim tym, którzy oskarżali Waszyngton o złamanie prawa międzynarodowego i imperialną politykę względem słabszych państw w regionie Miller odpowiadał: dokładnie tak jest i powinniście się do tego przyzwyczaić!
Pod pewnymi względami wypowiedzi doradcy prezydenta do spraw bezpieczeństwa krajowego i zastępcy szefa personelu Białego Domu brzmiały brutalniej od deklaracji samego prezydenta, o innych przedstawicielach administracji nie wspominając. A jego słów nie można lekceważyć. Odgrywa w otoczeniu prezydenta Trumpa o wiele bardziej istotną rolę, niż wskazywałoby na to jego oficjalne stanowisko.
Dość powiedzieć, że w trzech sprawach, które zaprzątają ostatnio uwagę opinii publicznej za oceanem – wspomnianej Wenezueli, Grenlandii oraz działań antyimigracyjnych ICE – widać ślady jego działalności. Jak to się stało, że ten czterdziestoletni zaledwie, bardzo ambitny doradca polityczny, weteran pierwszej administracji Trumpa, który nigdy nie zwątpił w swojego szefa, jest dziś obecny na każdym ważnym spotkaniu, niemal codziennie widuje się z samym prezydentem, a jego rady decydują czasem o kierunku w jakim zmierza całe państwo?
Kluczowym elementem osobowości Stephena Millera jest kontrarianizm, potrzeba by zawsze być w opozycji do dominujących poglądów. Zaczęło się jeszcze w latach szkolnych. Kilka lat temu jego licealni koledzy ujawnili nagranie z czasów, kiedy nastoletni Miller ubiegał się o miejsce w szkolnym samorządzie. W swoim krótkim przemówieniu uskarżał się wówczas na fakt, że zmusza się go do sprzątania po sobie, kiedy w szkole pracuje tyle sprzątaczek.
O ile jednak w tej historii widać raczej uczniowską prowokację, o tyle inne działania z tego okresu zdradzają jego polityczne przekonania. Miller pochodzi z Santa Monica w Kalifornii, liberalnego miasta w aglomeracji Los Angeles, gdzie biali stanowią nieco ponad 60 proc. populacji. Jak później podkreślał, to właśnie dorastanie w takim otoczeniu uczyniło z niego konserwatystę.
W Internecie wciąż można znaleźć list, który jako uczeń Miller napisał do redakcji Santa Monica Lookout. Jest tam wszystko.
Krytyka ogłoszeń w języku angielskim i hiszpańskim, co miałoby zniechęcać osoby o latynoskim pochodzeniu do szlifowania angielskiego, sprzedaży prezerwatyw uczniom starszych klas i nieinformowania rodziców uczniów homoseksualnych o ich orientacji, świętowania meksykańskich świąt, zapraszania muzułmańskiego duchownego do szkoły i krytykowania inwazji na Afganistan w szkolnej gazecie.
To ostatnie Miller kwituje stwierdzeniem, że Osama bin Laden czułby się znakomicie w Santa Monica High School. Na koniec wzywa czytelników do zgłaszania protestu u władz szkoły w imię zdrowego rozsądku.
Pierwsze kroki w krajowej polityce
W 2006 roku na Duke University wybucha potężny skandal. Czarnoskóra studentka, dorabiająca sobie jako striptizerka, oskarża zawodników uniwersyteckiej drużyny lacrosse’a o gwałt. Sprawa szybko zyskuje ogólnokrajowy rozgłos, po kilku tygodniach oskarżeni gracze zostają aresztowani.
W ich obronie występuje młody student, Stephen Miller, który uważa, że wszystko opiera się na uprzedzeniach rasowych: domniemani gwałciciele są biali. Jego bezkompromisowość i elokwencja powodują, że zwracają na niego uwagę konserwatywne media, trafia między innymi do wyjątkowo wówczas popularnego show Billa O’Reilly’ego w Fox News. Po niespełna roku prokuratura wycofuje się z zarzutów, a wiele lat później, w 2024, była striptizerka przyznaje, że zmyśliła całe zajście.
Nieco ponad rok po tamtym skandalu, Miller, wówczas już absolwent Duke, przeprowadza się do Waszyngtonu i stawia pierwsze kroki w ogólnokrajowej polityce. Rozpoczyna od pracy dla reprezentantki Michele Bachmann, a potem dla senatora Jeffa Sessionsa, późniejszego prokuratora generalnego. To w tamtym okresie zaprzyjaźnia się ze Stevem Bannonem, wówczas redaktorem naczelnym Breitbart News, portalu, który wkrótce stanie się kluczowym medium alt-prawicy.
Kiedy rusza kampania prezydencka Trumpa w 2016 roku, zarówno praca dla Sessionsa, jak i kontakty w Breitbart okazują się dla Millera bardzo ważne: dzięki nim dostaje nową pracę. Zaczyna pisać przemówienia dla nowego kandydata. A później dla prezydenta – słynną mowę inauguracyjną Trumpa, niezwykle pesymistyczną, o „amerykańskiej rzezi”, miał napisać właśnie Miller do spółki z Bannonem.
Jeszcze w okresie przed inauguracją Miller zaczyna podsuwać Trumpowi pewne pomysły: jak wysłanie żołnierzy w celu obrony granicy przed imigrantami. Inni doradcy przekonują jednak prezydenta, że nie powinien tego robić.
Innym pomysłem Millera jest zakaz wjazdu dla obywateli wybranych krajów muzułmańskich. Prezydent podpisuje stosowne rozporządzenie, ale potem do gry wkraczają sądy. Kiedy na ulicach amerykańskich miast pojawiają się protesty spod znaku Black Lives Matter, Miller zachęca Trumpa, by wysłał wojsko na ulicę. Przeciw jest jednak ówczesny sekretarz obrony.
Stephen Miller. Nowa odsłona
„Jesteście niczym. Jesteście niegodziwością. Jesteście zazdrością, jesteście zawiścią, jesteście nienawiścią, jesteście niczym” – mówił do lewicowych oponentów Stephen Miller w przemówieniu podczas wydarzenia upamiętniającego Charliego Kirka, który zginął z rąk zamachowca. „Jego śmierć obudziła smoka, ogień w naszych sercach” – dodał.
Śmierć Kirka wywołała ogromne emocje, ze względu na jego znaczenie dla ruchu MAGA. Dla wielu czołowych postaci z otoczenia prezydenta Trumpa to był bliski znajomy, nawet przyjaciel. Sam prezydent tuż po zamachu przemówił z Gabinetu Owalnego, obciążając odpowiedzialnością radykalną lewicę i jej retorykę (choć motywacje zamachowca nie były jeszcze znane). Miller jednak poszedł dalej, swoją zajadłością wywołując porównania do ministra propagandy III Rzeszy, Goebbelsa (niektóre frazy Millera przypominały te z przemówienia nazisty w 1932 roku, zatytułowanej „Nadchodzi burza”).
Nic dziwnego, że to on nadawał ton. W końcu dziś odpowiada za najbardziej radykalne posunięcia administracji. Przede wszystkim udało mu się zrealizować plany dotyczące polityki imigracyjnej: wojsko na granicy, agenci ICE wywlekający ludzi z samochodów, więzienie dla imigrantów na florydzkich bagnach, deportacje do Salwadoru – to wszystko działania wynikające z jego pracy.
Cztery lata, które Trump spędził poza Białym Domem, to był dla Millera czas wytężonej pracy, przygotowywania rozwiązań, studiowania prawa pod kątem rzadko używanych przepisów, które można by kreatywnie wykorzystać. Dziś widać rezultaty.
Jedna z pierwszych afer tej administracji, tak zwana afera signalowa, ujawniła, kto odgrywa decydującą rolę w polityce zagranicznej USA. Przez przypadek do prywatnej konwersacji najważniejszych osób w państwie dodany został redaktor naczelny magazynu „The Atlantic” i w ten sposób opinia publiczna mogła się przekonać, jak wyglądały rozmowy dotyczące bombardowań Hutich w Jemenie. Wśród rozmówców był Stephen Miller, co stanowiło jeden z pierwszych sygnałów, że jego rola nie będzie się ograniczała do polityki krajowej.
To on był jedną z osób suflujących prezydentowi akcję przeciwko Wenezueli, a także konkretne metody, jakimi można ją przeprowadzić – jak zatapianie łodzi domniemanych przemytników. Jego odciski pojawiają się też przy okazji sprawy Grenalandii. Temat powrócił do debaty publicznej wraz z postem, który jego żona Katie zamieściła tuż po operacji pojmania Maduro. Na grafice znalazła się wyspa pokryta amerykańską flagą, skomentowana jednym słowem: wkrótce.
Podobnie jak w polityce krajowej, również na arenie międzynarodowej Miller dąży do swojego zasadniczego celu: rozszerzenia władzy prezydenckiej, zwłaszcza jeśli chodzi o użycie sił zbrojnych. Ale jest jeszcze jedno podobieństwo.
Wiele działań podpowiadanych przez Millera w działaniach przeciw imigrantom ma pokazowy, nieco teatralny charakter. Brutalne łapanki ICE, deportacje czy rozmowy o wysyłaniu zatrzymanych do Guantanamo mają stworzyć atmosferę strachu – potencjalny imigrant powinien się dwa razy zastanowić, zanim nielegalnie wkroczy do USA.
Podobnie w polityce zagranicznej: teatr również ma znaczenie. Usunięcie Maduro sprawia, że inni liderzy w regionie zaczynają lepiej rozumieć nowe zasady gry: kto nie gra z Trumpem, po tego może przylecieć helikopter.
- „Zapłacę ja i moi przyjaciele”. Wielkie pieniądze w czasach Donalda Trumpa
- Rzadki akt kapitulacji Donalda Trumpa
Problem z nominacjami ambasadorskimi. „Istotą chyba jest Sikorski”Polsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
