Choć Liverpool FC rozczarowuje w tym sezonie, to i tak był wyraźnym faworytem sobotniego spotkania z Burnley. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando mistrzów Anglii, ale ich problemem była skuteczność.
Szwankowała ona do tego stopnia, że gospodarze nie trafili do siatki nawet z rzutu karnego. Dominik Szoboszlai uderzył bardzo mocno, ale piłka odbiła się od poprzeczki i wróciła do gry.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Zobacz, co zrobił bramkarz. To był spektakularny gol!
W 42. minucie rywalizacji zespół prowadzony przez Arne Slota dopiął swego. Hugo Ekitike efektownie ograł dwóch przeciwników i wpadł w szesnastkę. Następnie z jego zagraniem poradził sobie bramkarz, który odbił futbolówkę.
Ta znalazła się pod nogami Curtisa Jonesa, a Anglik wycofał ją do Floriana Wirtza. Reprezentant Niemiec przyjęciem ustawił sobie piłkę do strzału i huknął pod poprzeczkę zapewniając swojej drużynie prowadzenie.
Po zmianie stron goście wyrównali. W 65. minucie na listę strzelców wpisał się Marcus Edwards i ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1.