Przecież ja również dałem się nabrać. To znaczy nie na jako rzekome uosobienie buntu. Pamiętałem go jako „gwiazdę” reżimowej peerelowskiej Rozgłośni Harcerskiej. A potem kiedy już w latach dziewięćdziesiątych cała prawdziwa scena alternatywna z Owsiaka się śmiała. Jak zespoły punkowe, które poszły „do Owsiaka” uznawane były za zdrajców. Jak podczas jednego z festiwali w Jarocinie, Jarocin krzyczał Owsiakowi prosto w okulary „Ja-ro-cin sprze-da-li”. I wreszcie, jak III RP strugała z Owsiaka symbol buntu, którym nigdy nie był. W tym sensie, to co robił Owsiak, zawsze mnie jakoś brzydziło.