Politykę Donalda Trumpa popiera jedynie 42,2 proc. badanych Amerykanów. W rocznicę objęcia urzędu osiągnął on najniższy dotychczas wynik.
Po roku od powrotu Trumpa do Białego Domu można wymienić trzy najważniejsze powody, dla których rośnie niezadowolenie amerykańskich wyborców.
Amerykanie uważają taktykę ICE za zbyt brutalną
Obecnie głównym czynnikiem wpływającym na spadek popularności prezydenta USA jest prawdopodobnie kryzys w amerykańskiej metropolii Minneapolis. Od śmierci 37-letniej Renee Good, matki trójki dzieci, zabitej przez funkcjonariusza służby imigracyjnej ICE, protesty w tym mieście przybierają na sile.
Jednocześnie administracja Trumpa zaostrza działania przeciwko nieudokumentowanym imigrantom, wysyłając ok. 3000 agentów federalnych na naloty.
Filmy przedstawiające takie działania szybko się rozprzestrzeniają. 61 proc. Amerykanów uważa te taktyki za „zbyt brutalne”, zwłaszcza że często aresztowani są migranci bez wcześniejszych wyroków, a nawet obywatele USA. Jednak 82 proc. republikańskich wyborców uważa, że to demonstranci posuwają się za daleko.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Groźby dotyczące Grenlandii nie przynoszą skutku
Dodatkowe niepokoje budzą plany Trumpa dotyczące aneksji duńskiego terytorium Grenlandii. Również w tej kwestii brakuje mu poparcia społeczeństwa.
Według badania zleconego przez amerykańską uczelnię Quinnipiac University 86 proc. wyborców w USA odrzuca pomysł militarnej inwazji na wyspę, a większość — 55 proc. — nie popiera pomysłu jej zakupu przez Stany Zjednoczone.

Protest w Nuuk, stolicy Grenlandii, przeciwko Donaldowi TrumpowiSean Gallup/Getty Images / Staff / Getty Images
Szok w USA oraz na świecie budzą także inne roszczenia terytorialne, dotyczące m.in. Kanady. Trump wielokrotnie wypowiadał się o tym kraju jako przyszłym 51. stanie USA. Jak wynika z niedawnych informacji medialnych, prezydent Stanów Zjednoczonych niepokoi się faktem, że Kanada nie byłaby w stanie odeprzeć rosyjskiego lub chińskiego ataku.
Niezadowolenie z sytuacji gospodarczej
Dwa wyżej wymienione tematy dominują wprawdzie w nagłówkach gazet, ale być może najważniejsze jest rosnące niezadowolenie z sytuacji gospodarczej. Jest to bowiem kwestia najbliższa wyborcom.
Pomimo ciągłego przywoływania przez Biały Dom „boomu gospodarczego Trumpa”, inflacja utrzymuje się na poziomie 2,7 proc. powyżej wartości docelowej, koszty utrzymania są wysokie, rynek nieruchomości znajduje się pod presją, a rynek pracy słabnie. Pozytywnie oceniane są rekordowe wyniki na giełdzie oraz niskie ceny paliw.
Według „Wall Street Journal” 50 proc. respondentów uważa gospodarkę amerykańską za słabą, a tylko 35 proc. jest z niej zadowolonych. Szczególnie problematyczne są wojny handlowe: cła podnoszą ceny towarów, a jednocześnie ostatnio zlikwidowano ok. 72 tys. miejsc pracy w przemyśle. I to właśnie w sektorze, który Trump chciał wzmocnić poprzez wojny handlowe.
Prezydent może jednak pocieszać się tym, że w porównaniu z jego pierwszą kadencją (2017–2021) obecne wyniki wydają się niemal przyjazne. Wtedy jego poparcie spadło czasowo do zaledwie 37 proc.
Nie zmienia to jednak faktu, że Trump musi brać pod uwagę nastroje społeczne z powodu zbliżających się wyborów. Niedawno prezydent ostrzegł Republikanów w Kongresie, że porażka wyborcza może zakończyć się jego impeachmentem.