• Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

Do tragicznego zdarzenia doszło w marcu zeszłego roku. To właśnie wtedy 73-latka, na czas przeprowadzki, wynajęła pokój w jednym z łódzkich hosteli. Przebywała w nim sama od 15 marca. Kilka dni później znaleziono ją martwa. Zwłoki leżały na podłodze między łóżkami.

Wersja prokuratury

Z relacji łódzkiej prokuratury wynika, że 23 marca wnuczka kobiety poprosiła pracowników hostelu, by weszli do jej pokoju, bo ona sama nie mogła się z nią skontaktować. — Wtedy o godz. 14 właścicielka hostelu wydała pracownicy sprzątającej polecenie wejścia do pomieszczenia. Ta zgłosiła, iż w pokoju odnalazła zwłoki, co zapoczątkowało czynności policyjne oraz prokuratorskie — mówi Onetowi prok. Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

  • Kiedy miała miejsce śmierć 73-latki?
  • Jakie były przyczyny śmierci zgłoszone przez biegłych?
  • Ile czasu 70-latka przebywa w areszcie?
  • Jaki zarzut prokuratura wycofała w trakcie śledztwa?

70-latka, która ujawniła zwłoki, powiedziała policjantom, że w hostelu nie ma monitoringu. Gdy biegli z Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi orzekli, że przyczyną śmierci kobiety było uduszenie gwałtowne, śledczy baczniej zaczęli przyglądać się 70-latce.

Szybko odkryli, że okłamała ich w sprawie monitoringu, a jedna z kamer była skierowana wprost na drzwi pokoju 73-latki.

— Z jej zapisu wynikało, że 70-latka jako jedyna przez kilka dni na zmianę wchodziła do pokoju pokrzywdzonej bądź podsłuchiwała, co się w nim dzieje poprzez przykładanie ucha do drzwi. W czasie wizyt wnosiła do niego szklanki z nieustaloną substancją. Ponadto w dniu ujawnienia zwłok 70-latka przed godz. 14 [o godz. 11.05 i 11.10] dwukrotnie była w pokoju pokrzywdzonej, gdy ta — w ocenie lekarzy — nie żyła już dwie doby. Obie wizyty trwały po około dwie minuty. Następnie o godz. 14. skłamała, iż widzi zwłoki pierwszy raz — podkreśla prokurator.

Biegli nie ustalili jednak dokładnej daty zgonu, dlatego też w akcie oskarżenia prokuratura zapisała, że do zabójstwa doszło między 21 a 23 marca.

Sama oskarżona miała mówić śledczym, że po raz ostatni widziała 73-latkę żywą 21 marca. Następnego dnia nie wchodziła do jej pokoju. Natomiast swoje częste wizyty tłumaczyła przynoszeniem kobiecie herbaty. Biegli badali nawet, czy 73-latka była podtruwana, ale ekspertyza niczego takiego nie wykazała.

Kim jest oskarżona?

70-latka, którą prokuratura oskarżyła o zabójstwo, jest matką właścicielki hostelu, w którym sama też pracowała. Od dnia zatrzymania córka nie widziała się z nią. Kobieta od prawie 10 miesięcy przebywa w areszcie.

Wkrótce po zatrzymaniu prokuratura przedstawiła 70-latce zarzut zabójstwa, do którego się nie przyznała. Kobieta nie potrafiła jednak racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego po ujawnieniu zwłok 73-latki, powiedziała, że widzi je po raz pierwszy, a następnie okłamała policjantów, że w hostelu nie ma monitoringu.

Od właścicielki hostelu słyszymy, że wystraszyła się tego, że tylko ona chodziła do pokoju 73-latki i policjanci pomyślą, że ma coś wspólnego z jej śmiercią.

Jest pewna, że gdyby jej mama była zamieszana w zbrodnię, pozbyłaby się nagrań, bo miała na to wystarczająco dużo czasu.

Kulisy ujawnienia zwłok

Oto relacja właścicielki hostelu. Gdy wnuczka 73-latki zadzwoniła do niej i powiedziała, że nie może skontaktować się z babcią, poprosiła swoją mamę, żeby weszła do jej pokoju i sprawdziła, co się dzieje. Była godz. 14.

Właścicielka hostelu zaznacza, że jeszcze przed telefonem wnuczki 73-latki, mama dzwoniła do niej w południe i mówiła, że była w pokoju tej kobiety, że leży ona twarzą do podłogi i chyba nie żyje, bo się nie rusza. Ona sama była wtedy w drugiej pracy i, jak słyszę, miała wówczas nie zwrócić uwagi na to, co przekazała jej mama. Podkreśla, że zeznawała o tym w prokuraturze.

Ona sama ani razu nie widziała 73-latki. Słyszała jedynie, że kobieta ma problemy z poruszaniem się, że nie wychodziła z pokoju. Potem jeszcze, że jednego dnia spadła z łóżka. Cichutko wołała pomocy. Wtedy jej mama z gościem hostelu mieli podnieść ją z podłogi na łóżko. Potem 70-latka dopytywała, czy ma do niej wchodzić. Konsultowała to. Nosiła jej herbatę. Miała o nią dbać.

Nie mają motywu

Śledczy do dziś nie wiedzą, jaki motyw miała kobieta, żeby zabić. Jedynymi dowodami obciążającymi 70-latkę, mają być zapis monitoringu, z którego wynika, że jako jedyna wchodziła do pokoju 73-latki oraz opinia łódzkich biegłych, którzy stwierdzili, że kobieta zmarła z powodu uduszenia gwałtownego.

— Biegli wydali kategoryczną opinię. Wskazali na masywne podbiegnięcia w tkance podskórnej i mięśniach szyi, w obu płatach tarczycy i w tylnej części języka, a także siniec powłok w lewej okolicy zausznej — wylicza prokurator Paweł Jasiak.

To trzy z pięciu objawów uduszenia gwałtownego. Co ciekawe w przypadku śmierci Igora Stachowiaka, w której opinię też wydawał ZMS w Łodzi, mimo wystąpienia wszystkich pięciu objawów uduszenia gwałtownego, biegli nie byli w stanie ustalić przyczyny zgonu. Dlatego też śledczy umorzyli sprawę śmierci Stachowiaka.

Prokuratura wycofuje się z zarzutu gwałtu

W trakcie śledztwa prokuratura przedstawiła kobiecie jeszcze jeden zarzut. Dotyczył zgwałcenia 73-latki. Później jednak prokuratura się z niego wycofała.

Właścicielka hostelu nie wierzy, by jej mama przyczyniła się do śmierci kobiety. Ona także wskazuje na brak motywu. Jak słyszę, śledczy początkowo mieli brać pod uwagę motyw finansowy, bo podczas zatrzymania 70-latki, zabezpieczyli gotówkę, którą znaleźli w pokoju, który zajmowała. Mogli więc zakładać, że obrabowała starszą panią. Później wyszło jednak, że były to pieniądze z rezerwacji hotelowej.

Za zabójstwo 70-latce grozi dożywocie.

Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl