Beata Bublewicz potrzebowała 11 lat, aby przetrawić traumę związaną ze śmiercią ojca. Marian Bublewicz, wówczas rajdowy wicemistrz Europy, zginął tragicznie na trasie Zimowego Rajdu Dolnośląskiego w 1993 roku. Wybitny kierowca wykrwawiał się w samochodzie, z którego nie był w stanie się wydostać, bo obsługa rajdu nie dysponowała narzędziami do cięcia karoserii.

To kibice ruszyli na pomoc Bublewiczowi, próbując rękami rozrywać karoserię. – Przypadek taty wyznaczył nowe standardy ratownictwa – mówi po latach córka wybitnego kierowcy, która na bazie własnych doświadczeń postanowiła pomagać innym i założyła ośrodek terapeutyczny „Zielona Żaba”. Aby zrealizować tę inwestycję, była posłanka (2005-2015) była zmuszona zaciągnąć kredyt. Jego koszty m.in. w związku z wyższymi stopami procentowymi, zmusiły Bublewicz do sprzedaży biznesu, o czym opowiada w rozmowie z WP SportoweFakty.

ZOBACZ WIDEO: „Pamiętam wszystko”. Daniel Kaczmarek wrócił do katastrofalnego wypadku

Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: Skąd się wziął pomysł, by założyć ośrodek terapeutyczny „Zielona Żaba”?

Beata Bublewicz, córka Mariana Bublewicza, rajdowego wicemistrza Europy z 1992 roku, posłanka na Sejm w latach 2005-2015: Pomysł zrodził się w 2010 roku. Zawsze traktowałam misję poselską jako ważny etap w moim życiu. Jednak od 50. roku życia chciałam pracować w miejscu, które będzie dawać ukojenie osobom cierpiącym psychicznie.

Chciałam też w to włączyć osoby po wypadkach drogowych, bo tam także pojawiają się traumy, a więc cierpienia psychiczne. Oglądałam w Szwajcarii ośrodek dla takich osób. Zobaczyłam, jak zajmują się w świecie rehabilitacją ruchową i jednocześnie mentalną.

Wymarzyłam sobie, że taki ośrodek powinien być na łonie natury, ale niedaleko miasta – w tym przypadku Olsztyna. Złożyłam wnioski o dofinansowanie z UE w 2018 i 2019 roku. W pandemii otrzymałam jeden z grantów. Zaczęłam budowę, ale szalejące wtedy ceny, wymusiły znaczącą korektę biznesplanu. Musiałam wziąć kredyt inwestycyjny, większy niż planowałam. Dokończyłam inwestycję, ale miałam półtora roku postoju, co spotęgowało koszty.

Decyzja o sprzedaży ośrodka jest bezpowrotna?

Tak, w tej chwili jestem zmuszona sprzedać bazę ośrodka. W styczniu 2025 roku zaczęłam działać zgodnie z obranym kierunkiem. To, co robię, ma sens, jednak te wszystkie wydarzenia po drodze spowodowały, że znalazłam się w sytuacji patowej. Kredyt hamuje i uniemożliwia dalszy rozwój, stąd ta decyzja. Szukam kogoś, kto rozumiałby sens prowadzenia tej działalności i chciałby nie tylko tej komercyjnej, ale też takiej pro-bono, finansowanej na przykład z pomocowych funduszy.

Ostatnie zdjęcie Beaty Bublewicz z ojcem, wykonane w Barcelonie na tydzień przed wypadkiem (fot. archiwum prywatne) Ostatnie zdjęcie Beaty Bublewicz z ojcem, wykonane w Barcelonie na tydzień przed wypadkiem (fot. archiwum prywatne)

Czy Polacy szukają w ogóle takiej pomocy?

Ośrodek jest innowacyjny jak na polskie warunki. Nie jest niczym nowym wobec tego, co jest w Skandynawii, Wielkiej Brytanii. U nas sytuacja zmienia się na lepsze, świadomość rośnie. To wynika nawet z raportu Instytutu Psychologii PAN z 2025 roku o dobrostanie psychicznym Polaków. Piszą tam, że mamy w społeczeństwie blisko 70 proc. obywateli przewlekle zmęczonych. Co czwarty Polak spełnia kryteria depresji. To poważny sygnał. A ponad połowa badanych deklaruje odczuwanie stanów lękowych.

Szczególnie trudna sytuacja jest w psychiatrii dziecięcej, a wynika to też z tego, że dorośli mają problemy, co przenosi się na najmłodszych. Musimy wreszcie zrozumieć, że dbanie o zdrowie psychiczne to podstawa, a profilaktykę i leczenie ułatwi np. pojechanie do takiego „sanatorium dla duszy”. Skoro są sanatoria np. dla osób z problemami ciała, to tak samo dobrze działają na świecie profesjonalne ośrodki zdrowia psychicznego.

Straciła pani ojca, gdy była bardzo młoda. Czy założenie takiego ośrodka to jest właśnie efekt tego trudnego przeżycia?

Dzień po pogrzebie taty skończyłam 18 lat. To było bardzo traumatyczne przeżycie. Nikt nie chodził wtedy do psychologów, kiedy doświadczał straty kogoś bliskiego. Pamiętam, że ktoś mnie tylko zapytał, czy chcę wziąć relanium przed pogrzebem. I tyle. Odmówiłam.

Dziś pod względem leczenia terapeutycznego wiele się zmieniło. Zmagałam się 11 lat ze skutkami nieprzepracowanej żałoby. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak, więc zaczęłam o tym czytać – o etapach żałoby i dla mnie to była prawda objawiona.

Ośrodek "Zielona Żaba" stał się życiowym projektem Beaty Bublewicz (fot. Konrad Poświata) Ośrodek „Zielona Żaba” stał się życiowym projektem Beaty Bublewicz (fot. Konrad Poświata)

Jak poradziła sobie pani ze stratą ojca?

Pomogła mi praca, czytanie, muzyka – bo ją kocham, skończyłam szkołę muzyczną. Nie miałam jednak wiedzy, jak przebiega żałoba po utracie kogoś bliskiego. Najpierw musisz działać, bo trzeba zorganizować pogrzeb i mnóstwo innych spraw.

Potem masz etap apatii, a później buntu: jak ta osoba mogła zginąć?! Masz gniew na tych, co do tego doprowadzili, jak i na tę osobę zmarłą, że tak się stało. To są normalne etapy, ale o tym nie mówimy, bo śmierć jest dla nas tematem tabu. Mamy za to kult młodości, wiecznego życia. To nie jest prawda.

Wszyscy chorujemy, starzejemy się i tracimy bliskich. Mija rok żałoby i nie jest lepiej, nie kończą się problemy. U niektórych mogą trwać całe życie. Liczne badania mówią, że jeśli ginie jedyny żywiciel rodziny w wypadku samochodowym, to rodzina natychmiast ulega pauperyzacji. Dzieci z takich rodzin od razu mają mniejsze szanse na ukończenie studiów, bo brakuje pieniędzy.

Dziś jesteśmy lepiej przygotowani na takie sytuacje?

Świat stawia przed nami kolejne wyzwania. Pandemia, wojna za granicą, poczucie zagrożenia, zmiany klimatyczne, liczne kataklizmy. Często w takiej sytuacji uciekamy w używki. Alkohol, narkotyki. Inicjację alkoholową Polacy mają między 13. a 14. rokiem życia. To są straszne informacje. Mamy ok. 1 mln osób oficjalnie uzależnionych od alkoholu w Polsce, 4-5 mln nadmiernie pijących, ogółem spożycie alkoholu to 11 litrów na osobę – te liczby są porażające. Jesteśmy rekordzistami w UE pod względem liczby zgonów z powodu alkoholu – 9 na 100 tys. mieszkańców.

Jeśli nie będziemy uczyć jak dbać o zdrowie psychiczne, jak wzmacniać odporność psychiczną, to będziemy mieć coraz większą liczbę osób uzależnionych, z problemami depresji, a liczba samobójstw nadal będzie przerażająca, bo rocznie odbiera sobie życie prawie 5 tys. Polaków, z tego mężczyźni stanowią większość – prawie 3 tys. osób.

Beata Bublewicz z ojcem na krótko przed jego wypadkiem Beata Bublewicz z ojcem na krótko przed jego wypadkiem

Jak w ogóle dowiedziała się pani o śmierci ojca? To był rok 1993, nie było internetu i powszechnych telefonów.

O wypadku dowiedzieliśmy się koło południa. Mama z bratem taty i współpracownikiem wsiedli do samochodu i ruszyli do Lądka-Zdroju. Były trudne warunki, porządna zima i śnieżyca. Mieli nadzieję, że akcja ratunkowa się powiedzie. Pamiętam, że miałam anginę i czekałam w domu. Około godziny 17 zadzwonił jeden z kibiców, że tata nie żyje.

Lada moment miną 33 lata od śmierci Mariana Bublewicza, a on wciąż jest żywy w pamięci kibiców. To jest dla pani powód do dumy?

Wielu sportowców dawno odeszło, o których się pamięta, ale tylko nieliczni z różnych dyscyplin aż tak bardzo są żywi w pamięci fanów. Do mnie bardzo często piszą ludzie przez fanpage poświęcony tacie. Nie są czynnymi fanami motorsportu, ale pamiętają lata 90., że ktoś ich zabierał na rajdy. Dzielą się wspomnieniami.

W latach 80. i 90. nie było fotografii cyfrowej. To były czasy radiotelefonów. Mijają 33 lata, ktoś jest nieobecny w mediach, nie udziela wywiadów w telewizji śniadaniowej, a ciągle jest w świadomości. To fenomen.

Pani sama prowadzi profil Mariana Bublewicza na Facebooku?

To zasługa Kuby Matyjewicza, który prowadzi konto. Jego nawet nie było na świecie, gdy mój tata zginął. Interesował się rajdami. Zgłosił się do mnie i zapytał, czy mógłby prowadzić taki profil, bo Marian Bublewicz jest jego idolem. Zgodziłam się. Byłam bardzo mile zaskoczona i do dziś jestem mu wdzięczna. Bardzo sporadycznie coś zamieszczam.

Jak kibice wspominają Mariana Bublewicza w rozmowach z panią?

Często mówią, że wprowadził polskie rajdy w nową epokę, bo nie można porównać czasów rajdowania w latach 70. z tymi, w których sukcesy osiągał tata.

Nie wszyscy nadążali za tymi zmianami, za coraz szybszymi rajdówkami, dlatego nie przygotowali odpowiednio organizacji Zimowego Rajdu Dolnośląskiego i doszło do śmiertelnego wypadku. Przypadek taty wyznaczył nowe standardy ratownictwa. Znowu musiał zginąć człowiek, by wyciągnięto wnioski. Na tym rajdzie nie było nawet auta do cięcia blach, bo zostało podobno w Warszawie. Z nieznanych mi do dziś przyczyn ten sprzęt nie pojechał na ten rajd.

Fani, którzy się do mnie zgłaszają, albo zaczepiają na cmentarzu, opowiadają historie o tacie. Wszyscy mówią jedno, że nie chodzi im o dokonania sportowe taty. Mówią, jakim był człowiekiem, że nigdy nie udawał. Był charyzmatycznym i mądrym człowiekiem. Nie pamiętam, by komuś odmówił rozmowy, autografu. Każdemu chciał dać uśmiech. I z tym się kojarzy. To nie jest u nas popularna postawa. To nie było wystudiowane, lecz naturalne. Dlatego ludzie ciągle o nim pamiętają. Dlatego trwa fenomen Mariana Bublewicza.

Marian Bublewicz w 1992 roku został wicemistrzem Europy (fot. archiwum prywatne) Marian Bublewicz w 1992 roku został wicemistrzem Europy (fot. archiwum prywatne)

Środowisko motorsportowe nie zostawiło pani samej. Informacja o problemach ośrodka pojawiła się na różnych grupach rajdowych i kibice są gotowi pomóc.

Jestem za to bardzo wdzięczna i z całego serca dziękuję. Dwa tygodnie temu złamałam poważnie nogę i to też przyspieszyło decyzję o sprzedaży bazy noclegowej ośrodka. Jestem unieruchomiona do marca. Tymczasem otrzymałam tyle wsparcia… W ogóle uważam, że potrzebujemy w naszym kraju więcej wzajemnej życzliwości, bo dobre relacje między ludźmi są najważniejsze, a wciąż żywa pamięć o tacie, jest tego potwierdzeniem.

Rozmawiał Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty