Putin nadal nie wypowiedział się publicznie na temat operacji USA mającej na celu schwytanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Nie wydał też zdecydowanego oświadczenia w imieniu Iranu, gdy prezydent Donald Trump zasugerował podjęcie działań wojskowych przeciwko Teheranowi w obliczu masowych protestów. Taka postawa sprawia, że zraża długoletnich sojuszników i podważa zaufanie do Moskwy.
Armenia, Syria, a teraz Iran i Wenezuela. Kreml ciągle stosuje ten sam schemat: wycofuje się w obliczu zagrożenia. Partnerzy Moskwy wiedzą, że nie mogą na nią liczyć, a Putin traci zaufanie. Cała ta sytuacja pokazuje na nam wyraźnie to, co Kreml stara się usilnie ukryć. Julian Waller, badacz Rosji i profesor na Uniwersytecie George’a Washingtona, wskazuje ukryty modus operandi Putina, który liczy, że taka postawa przyniesie mu korzyści.
Ekspert twierdzi, że nagła zmiana kursu odzwierciedla ewolucję priorytetów polityki zagranicznej Rosji. Putin wydaje się szczególnie zainteresowany uniknięciem antagonizowania Waszyngtonu, gdyż Rosja szuka przewagi w negocjacjach dotyczących Ukrainy.
Ponieważ Putin milczy, rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych zdecydowało się zamiast tego na powściągliwe potępienie każdego z wyżej wymienionych przypadków.
„Dziś rano Stany Zjednoczone dopuściły się aktu zbrojnej agresji wobec Wenezueli” — oświadczył rosyjski MSZ, gdy Maduro został przewieziony do Nowego Jorku, gdzie postawiono mu zarzuty handlu narkotykami i inne. „Jest to głęboko niepokojące i godne potępienia”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kilka dni później w kolejnym oświadczeniu Rosjanie wezwali do zachowania suwerenności Wenezueli i jej zdolności do decydowania o własnym losie „bez destrukcyjnej ingerencji z zewnątrz”. Nie wymienili jednak bezpośrednio Stanów Zjednoczonych. Uderzające jest to, jak ta reakcja różniła się on od typowego zachowania Putina.
W 2019 r., kiedy w Wenezueli narastał kryzys związany z kontrowersyjnymi wynikami wyborów, a Stany Zjednoczone popierały rywala Maduro, Kreml opublikował ostry komunikat dotyczący rozmowy telefonicznej między Putinem a przywódcą Wenezueli.
Rosyjski dyktator ostrzegł wówczas, że „destrukcyjna ingerencja z zewnątrz stanowi rażące naruszenie podstawowych norm prawa międzynarodowego”, mimo że USA nie angażowały się wówczas bezpośrednio w Wenezueli. Natomiast tym razem, nawet gdy światowi przywódcy potępiali schwytanie Maduro jako naruszenie suwerenności, Putin nie skomentował tego wydarzenia.
„Kreml powraca do sprawdzonej strategii”
Według Julian Wallera, profesor z Uniwersytetu George’a Washingtona i badacza Rosji, taka postawa rosyjskiego dyktatora zauważalna jest już od jakiegoś czasu.
— Czasami oszukujemy samych siebie, mówiąc o zdecydowaniu w przypadku Rosji i osobistych wzorcach podejmowania decyzji przez Putina, podczas gdy w rzeczywistości często potrzebuje on sporo czasu, aby podjąć decyzję lub przekształcić podjętą decyzję w coś publicznie widocznego — mówi ekspert w wywiadzie dla The Moscow Times.
Innym powodem może być to, że Putin wolałby nie nagłaśniać historii, która podkreśla chwiejne poparcie Rosji dla globalnych sojuszników.
„Kreml powraca do sprawdzonej strategii: nie mówić nic o żenującej porażce… i mieć nadzieję, że sprawa zniknie z cyklu wiadomości” — napisał w internetowym dzienniku Riddle Andriej Pertsiew, komentator polityczny z amerykańskiego think tanku Carnegie Endowment for International Peace.
Od początku XXI w. rosyjski przywódca często używa terminu „kolorowa rewolucja” na określenie teorii, zgodnie z którą Zachód rzekomo podżega do demokratycznych zamachów stanu w krajach przyjaznych Kremlowi, wykorzystując opłacanych protestujących, wspierane przez Zachód organizacje pozarządowe i destrukcyjne grupy młodzieży.
Terminu tego użył w 2022 r., kiedy rosyjskie wojska zostały wysłane do Kazachstanu, aby pomóc w stłumieniu masowych niepokojów. „Oczywiście rozumiemy, że wydarzenia w Kazachstanie nie są pierwszą i daleką od ostatniej próbą ingerencji w sprawy wewnętrzne państw z zewnątrz” — powiedział wówczas Putin.
Chociaż nawet Putin miałby trudności z uznaniem obalenia Maduro za kolorową rewolucję, to wydarzenia, które mają obecnie miejsce w Iranie, wydają się pasować do tej definicji.

Autobusy spalone podczas protestów w Teheranie, 21 stycznia 2026 r.Fatemeh Bahrami/Anadolu via Getty Images / Contributor / Getty Images
„Brak poparcia Rosji dla reżimu może mieć poważne konsekwencje”
Od końca grudnia Iranem, kluczowym sojusznikiem Rosji w sferze dyplomatycznej i wojskowej, wstrząsają antyrządowe protesty. Po tym, jak tysiące osób zginęło w wyniku brutalnych represji ze strony sił bezpieczeństwa, Trump zasugerował możliwość interwencji wojskowej, choć później wycofał się z tej propozycji.
Zaangażowanie Putina w ten kryzys ograniczyło się do rozmowy telefonicznej z przywódcami Izraela i Iranu, podczas której zaproponował pomoc w znalezieniu dyplomatycznego rozwiązania. Nie było żadnych ostrych reprymend, gróźb użycia siły ani zarzutów o hipokryzję Zachodu, których można było oczekiwać od rosyjskiego przywódcy w poprzednich latach.
— Istnieje argument, że tak, chcą oni [Rosjanie] omijać Stany Zjednoczone [w krytyce], a przecież decyzje podejmowane przez USA są niezwykle podatne na zniewagi i obelgi — mówi Waller w rozmowie z The Moscow Times.
Waller dodał, że brak wsparcia ze strony Putina może podsycić sceptycyzm wobec Rosji wśród frakcji irańskiej elity, które już wcześniej podchodziły do Moskwy z rezerwą. — Brak publicznego poparcia Rosji dla reżimu może mieć poważne konsekwencje, jeśli reżim przetrwa — dodaje ekspert.
Dla obserwatorów ostatnie wydarzenia przypominają reakcję Rosji na upadek reżimu Baszara al-Asada w Syrii w grudniu 2024 r. Po tym, jak siły rebeliantów opanowały pozycje rządowe, Asad i jego rodzina uciekli do Moskwy. Był to ogromny cios dla reputacji Rosji, która przez lata wspierała rządy Asada militarnie i finansowo, a wszystko to runęło z dnia na dzień.
Putin nie przyznał, że upadł jeden z najważniejszych sojuszników Rosji, twierdząc, że koniec reżimu nie oznacza, że Rosja nie osiągnęła swoich celów w Syrii. Wydaje się, że od tego czasu starał się zdystansować od tej sprawy.
Rodzina Asada zachowuje dyskrecję od czasu ucieczki do Moskwy. Rosyjskie władze podobno zabroniły byłemu przywódcy Syrii rozmów z mediami, a on sam nie spotkał się publicznie z Putinem.