Gdy obaj przywódcy szykują się do spotkania w szwajcarskich Alpach, pojawiają się ostrzeżenia przed „dyplomatyczną zasadzką” — Trump mógłby wykorzystać pomoc jako kartę przetargową, by wymusić na Ukrainie kapitulację.
Po tym, jak Wołodymyr Zełenski dawał do zrozumienia, że może w ogóle nie pojawić się w Davos, ukraiński prezydent nagle rzucił wszystko i ruszył w Alpy na spotkanie o najwyższej stawce, zorganizowane w pośpiechu z Donaldem Trumpem.
Los wojny w Ukrainie, jedność zachodniego sojuszu oraz ambicje Trumpa, który chce uchodzić za największego „negocjatora świata”, mogą zależeć od jednej rozmowy — a jeszcze niedawno obie strony nie były pewne, czy w ogóle do niej dojdzie.
We wtorek 20 stycznia Zełenski publicznie podważył sens spotkania, ostrzegając, że rozmowy dwustronne nie odbędą się „jeśli partnerzy nie będą gotowi” — w czasie gdy rosyjskie rakiety wciąż uderzały w ukraińską infrastrukturę energetyczną.
W środę Trump zakończył to napięcie jednym ruchem.
— Jesteśmy dość blisko — powiedział na szczycie prezydent USA, ogłaszając, że spotka się z Zełenskim jeszcze tego samego dnia.
Wydaje mi się, że są już w takim miejscu, że mogą usiąść razem i dopiąć porozumienie. A jeśli tego nie zrobią, to są głupi
— powiedział o Rosji i Ukrainie.
Ta uwaga — wymierzona jednocześnie w Zełenskiego i Władimira Putina — odbiła się szerokim echem w Davos. Dyplomaci próbowali odczytać, czy Trump sygnalizuje realny postęp, czy raczej po prostu wyrzuca z siebie frustrację.
Zanim światową uwagę całkowicie przyciągnęła Grenlandia, Davos miało być gospodarzem czegoś znacznie ważniejszego: podpisania ekonomicznych ram odbudowy powojennej Ukrainy oraz — być może — zarysu amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa.
Do tej ceremonii jednak nie doszło.
Wysłannicy, oligarchowie i zamrożone aktywa
Podczas gdy Trump i Zełenski krążą wokół siebie w Szwajcarii, wysłannicy Trumpa już działają.
Steve Witkoff i Jared Kushner spotkali się w Davos z głównym ukraińskim negocjatorem, Rustemem Umerowem.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Rustem Umerow podczas spotkania doradców ds. bezpieczeństwa narodowego krajów europejskich w Kijowie, Ukraina, 3 stycznia 2026 r.tetiana DZHAFAROVA / AFP / AFP
Umerow przekazał dziennikarzom, że rozmowy dotyczyły gwarancji bezpieczeństwa i planu odbudowy po wojnie — w tym dyskusji z BlackRock, amerykańskim gigantem inwestycyjnym zaangażowanym w propozycje odbudowy.
Tyle że prawdziwy kierunek tej dyplomatycznej układanki jest na wschodzie.
W czwartek 22 stycznia Witkoff i Kushner mają udać się do Moskwy na rozmowy z Putinem, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, by zwołać grupy robocze. Putin potwierdził później, że się z nimi spotka, dodając, że na stole mają znaleźć się także zamrożone rosyjskie aktywa — i potencjalne wykorzystanie ich do odbudowy regionów zniszczonych przez wojnę.
Ta możliwość jest również omawiana z przedstawicielami administracji USA
— powiedział Putin na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, cytowany przez rosyjskie agencje.
Dla Kijowa taki układ jest dość niepokojący: ludzie Trumpa na Kremlu, sam Trump przygotowujący spotkanie z Zełenskim, a zarys porozumienia wciąż pozostaje niebezpiecznie mglisty.
„Najbardziej niebezpieczny moment”
Nikt nie mówi o tym z większym alarmem niż Jurij Bojeczko, szef amerykańskiej organizacji charytatywnej Hope For Ukraine. Według niego Davos może wszystko odmienić, tylko że raczej na gorsze.
Trump odbiera europejski policzek jako zdradę i jest gotów wyładować tę frustrację bezpośrednio na prezydencie Zełenskim podczas ich spotkania o najwyższej stawce w ten czwartek
— powiedział Bojeczko serwisowi Kyiv Post.
W jego ocenie Trump przestał być jedynie pośrednikiem pokojowym.

Spotkanie Donalda Trump i Wołodymyra Zełenskiego w Watykanie, 26 kwietnia 2025 r.HANDOUT/AFP/East News / East News
— Coraz częściej zachowuje się jak zastępczy negocjator w interesie Rosji, gotowy użyć groźby całkowitego odcięcia pomocy, by ukarać tradycyjny zachodni sojusz i wymusić ukraińską kapitulację — oświadczył.
Bojeczko ostrzega, że obelga Trumpa — że obaj liderzy są „głupi”, jeśli nie podpiszą porozumienia — przykrywa znacznie bardziej brutalną strategię nacisku.
Retoryka Trumpa to jasna próba popchnięcia Kijowa pod ścianę. Jako ktoś, kto obserwował te negocjacje od środka, widzę w tym najbardziej niebezpieczny moment dla ukraińskiej suwerenności od początku inwazji
— stwierdził, argumentując, że obecne wersje projektów de facto oznaczałyby oddanie Donbasu.
Dla Zełenskiego problem nie jest już wyłącznie militarny. — Zadanie Zełenskiego to już nie tylko strategia wojenna; chodzi o przetrwanie dyplomatycznej zasadzki — powiedział Bojeczko.
Ukraiński przywódca musi utrzymać twardą postawę wobec prezydenta USA, który jest „napędzany osobistą urazą wobec europejskich sojuszników oraz pragnieniem ogłoszenia zwycięstwa za wszelką cenę — nawet jeśli to zwycięstwo miałoby zostać napisane w Moskwie”.
A konsekwencje potknięcia byłyby odczuwalne daleko poza Ukrainą.
Jeśli Zełenski teraz się cofnie, nie straci tylko terytorium — podważy też legitymację Rady Pokoju jako narzędzia, które autokraci wykorzystują, by obchodzić prawo międzynarodowe
— podkreślił Bojeczko.
Cichy niepokój sojuszników
Jeden z wysoko postawionych europejskich przedstawicieli — proszący o anonimowość — powiedział Kyiv Post, że spotkanie w Davos stało się „najbardziej kruchym momentem wojny pod względem dyplomatycznym”.
— Wszyscy chcą pokoju — powiedział. — Ale pokój zbudowany na przymusie albo na upokorzeniu Kijowa przed Moskwą nie przetrwa.
Jeśli USA zasugerują, że sojusze są opcjonalne, cała architektura bezpieczeństwa w Europie zacznie się chwiać
— dodał.
Inny zachodni urzędnik ujął to bardziej dosadnie: — Oglądamy negocjacje, w których mediator sam jest zmienną.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Davos może obnażyć nieustępliwość Putina
Wciąż istnieje wąska ścieżka, która może prowadzić do przełomu.
Najnowsze projekty propozycji — krążące od końca grudnia zeszłego roku — zakładałyby w dużej mierze zamrożenie linii frontu tam, gdzie obecnie się znajduje, pozostawienie ewentualnych niewielkich wymian terytorialnych decyzji referendum na Ukrainie oraz utworzenie specjalnych stref ekonomicznych w części Donbasu.
Jednym z największych punktów spornych pozostaje propozycja trójstronnego podziału elektrowni jądrowej w Zaporożu między USA, Rosję i Ukrainę.

Strażacy gaszący pożar w budynku biurowym spowodowany atakiem rosyjskiego drona w Zaporożu, Ukraina, 2 stycznia 2026 r.NurPhoto / Contributor / Getty Images
Jeśli Putin odrzuci plan, Davos może obnażyć nieustępliwość Moskwy.
Jednak miniony tydzień już wyrządził szkody: Trump dotkliwie „objechał” europejskich liderów, kwestionował sens sojuszu i przypomniał partnerom, że jego Ameryka potrafi odwrócić się od nich równie szybko, jak odwraca się od swoich wrogów.
Ukraina potrzebuje gwarancji. Europa potrzebuje uspokojenia. Trump chce sukcesu.
To, czy te trzy potrzeby da się pogodzić, może rozstrzygnąć się w szwajcarskiej sali konferencyjnej — po nocnym rajdzie prezydenta kraju w stanie wojny i po impulsywnym ogłoszeniu spotkania przez człowieka, który chce uchodzić za mistrza układów.
W Davos pokój wciąż jest możliwy. Ale po raz pierwszy od początku inwazji równie realny staje się rozpad samego sojuszu, który miał ten pokój umożliwić.