Jak wynika z danych rosyjskiego Ministerstwa Finansów, w 2025 r. największymi beneficjentami środków z Funduszu Dobrobytu Narodowego (FNB) okazały się rosyjskie banki państwowe. W ciągu roku do banków „wpompowano” z FNB ok. 1 bln rubli (ok. 48 mld zł), czyli ponad 90 proc. wszystkich wydatków inwestycyjnych funduszu, które łącznie wyniosły około 1 bln 100 mld rubli (ok. 52 mld zł).
Z tej kwoty 407 mld rubli (ok. 19 mld 250 mln zł) trafiło do [objętego sankcjami] Wnieszekonombanku (WEB) — głównej „kasy” kremlowskich megaprojektów. Pieniądze zasilały bank kierowany przez byłego wicepremiera Igora Szuwałowa praktycznie każdego miesiąca.
W styczniu, lutym, marcu, maju i grudniu WEB otrzymał z FNB depozyty podporządkowane [czyli pożyczki dla banku, które w razie jego upadłości są spłacane dopiero na końcu, po innych wierzycielach] na łącznłą kwotę 214 mld rubli (ponad 10 mld zł).
Natomiast od kwietnia do grudnia dołożono jeszcze 193 mld rubli (ponad 9 mld zł) w formie zwykłych depozytów.
Do WTB wpompowano 293 mld rubli (ok. 14 mld zł) w dwóch transzach:
- 93 mld rubli (ok. 4 mld 400 mln zł) w maju
- oraz 200 mld rubli (ok. 9,46 mld zł) w lipcu.
Gazprombank otrzymał trzy przelewy o łącznej wartości 196 mld rubli (ok. 9 mld 270 mln zł):
- dwa z nich były depozytami podporządkowanymi — razem 166 mld rubli (ok. 7 mld 850 mln zł),
- a trzeci miał formę inwestycji w akcje uprzywilejowane banku — 30 mld rubli (ok. 1 mld 420 mln zł).
Kolejne 94 mld rubli (ok. 4 mld 450 mln zł) trafiły do Sbierbanku, a 30 mld rubli (ok. 1 mld 420 mln zł) — do Sowkombanku, jedynego prywatnego banku, który w ogóle otrzymał zastrzyk z funduszu.
Wojna napędza gigantyczne długi
W porównaniu z 2024 r., gdy banki dostały 350 mld rubli (ok. 16 mld 560 mln zł), tegoroczne zasilenia z FNB wzrosły niemal trzykrotnie. Stało się to po tym, jak w systemie bankowym zaczęły narastać problemy ze spłatą kredytów.
Według źródeł Bloomberga bankowcy — również z banków państwowych — już latem zaczęli bić na alarm za kulisami, gdy opóźnienia w spłatach zaczęły rosnąć wśród dużych firm. Fala niespłacanych zobowiązań objęła także zakłady zbrojeniowe, które mogły zaciągnąć ponad 20 bln rubli kredytów (ok. 946 mld zł) na produkcję wojenną. Z tego powodu na kłopoty miał natknąć się m.in. bank WTB — twierdzili rozmówcy Bloomberga.

Ćwiczenia wojskowe przeprowadzane przez jednostkę inżynieryjną rosyjskiego Południowego Okręgu Wojskowego w Rostowie nad Donem, Rosja, 19 stycznia 2026 r.Arkadii Budnitskii/Anadolu via Getty Images / Getty Images
10 bilionów problemów
W październiku przed ryzykiem kryzysu bankowego ostrzegli ekonomiści z CMAPK — ośrodka analitycznego zbliżonego do rządu. Ich zdaniem taka możliwość pojawia się w drugiej połowie 2026 r. W grudniu urzędnik rosyjskiego rządu potwierdził, że w gabinecie ministrów to ryzyko traktuje się jako realne — podobnie jak zagrożenie kryzysem niewypłacalności w gospodarce.
Jednym z sygnałów ostrzegawczych jest rosnący udział „złych” kredytów w portfelach banków. CMAPK wskazywał, że w listopadzie ich wartość sięgnęła ponad 2 bln rubli (ok. 108 mld zł), a w okresie styczeń–wrzesień wzrosła niemal dwukrotnie.
Szerszy wskaźnik długów problematycznych osiągnął 10 bln 400 mld rubli (ok. 492 mld zł) na koniec trzeciego kwartału. Z danych Centralnego Banku Rosji wynika natomiast, że od początku roku zadłużenie, którego firmy i jednoosobowi przedsiębiorcy nie zdołali spłacić w terminie, zwiększyło się o prawie 2 bln rubli (ok. 90 mld zł).
Długi rosną, spłaty się sypią
Restrukturyzacja zadłużenia okazała się konieczna także dla Rosyjskich Kolei (RŻD), które mają kredyty i pożyczki na 4 bln rubli (ok. 189 mld zł). Wcześniej po odroczenie spłat do banków zwracali się również metalurdzy oraz firmy z sektora naftowo-gazowego — informował rosyjski bank centralny.

Centralny Bank Federacji Rosyjskiej (zdj. poglądowe)alexeyart1 / Shutterstock
Według wyliczeń analityków najstarszej agencji ratingowej w Rosji Expert RA, na koniec września co czwarta firma posiadająca kredyty miała opóźnienia w spłatach — to najwyższy poziom w ciągu ostatnich sześciu lat, odkąd dostępne są porównywalne dane. Łącznie zaległości miało 165 tys. osób prawnych — o 41 tys. więcej niż na początku roku i aż o 100 tys. więcej niż przed wojną.
Prawdziwa skala jest większa
Sytuacja finansowa części przedsiębiorstw wyraźnie się pogarsza, a firmy działające w branżach eksportowych coraz dotkliwiej odczuwają spadek przychodów. Jak wskazuje główny ekspert CMAPK Renat Achmetow, winny jest przede wszystkim słabnący popyt zagraniczny oraz spadek cen na rynkach zewnętrznych. W praktyce oznacza to, że eksporterzy sprzedają mniej, a jednocześnie zarabiają mniej na każdej sprzedanej jednostce, co szybko uderza w ich płynność finansową.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zdaniem Achmetowa oficjalne dane bankowe nie oddają jednak prawdziwej skali problemu. W statystykach nie widać bowiem części „złych” kredytów, ponieważ są one często ukrywane pod postacią restrukturyzacji [czyli formalnych zmian harmonogramu spłat, wydłużania terminów czy czasowego odraczania rat]. Dzięki temu zadłużenie, które w normalnych warunkach zostałoby już zakwalifikowane jako problematyczne, nadal bywa prezentowane jako „obsługiwane”, mimo że realnie firma nie jest w stanie regulować zobowiązań na pierwotnych zasadach.
W konsekwencji ryzyko narasta: jeśli pogorszenie koniunktury się utrzyma, a restrukturyzacje przestaną wystarczać do maskowania napięć, kryzys złych długów w segmencie firm może wybuchnąć gwałtownie. Achmetow ocenia, że najbardziej prawdopodobny moment eskalacji to III–IV kwartał przyszłego roku, kiedy kumulacja problemów może stać się już niemożliwa do „przykrycia” księgowymi zabiegami i kolejnymi odroczeniami spłat.