Dla prawicowych i skrajnie prawicowych ruchów w Europie kampania Donalda Trumpa „Make America Great Again” stanowiła potwierdzenie słuszności podobnych ruchów populistycznych po drugiej stronie Atlantyku — dopóki jej lider nie zaczął grozić inwazją na terytorium europejskie.

Chociaż w środę Trump wycofał się z wcześniejszych gróźb, mówiąc, że nie zajmie Grenlandii siłą i wstrzyma się z wprowadzaniem ceł, wpływowe postaci ze świata prawicy w europejskich stolicach i głównych instytucjach UE już zmieniły swoje narracje, aby dostosować się do transatlantyckiej wrogości. Naśladując znienawidzonych przez siebie centrystycznych przywódców, zaostrzają retorykę przeciwko amerykańskiemu imperializmowi.

— Myślę, że powinniśmy być uczciwi — powiedział Nicola Procaccini, lider prawicowej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, który jest również prawą ręką włoskiej premier Giorgii Meloni. — Kiedy Trump się myli, powinniśmy powiedzieć, że się myli, a kiedy ma rację, powinniśmy powiedzieć, że ma rację — dodał.

Jordan Bardella, przewodniczący skrajnie prawicowego francuskiego Zjednoczenia Narodowego (RN), oraz Nigel Farage, populistyczny lider Reform UK, potępili eskalację gróźb Trumpa wobec Grenlandii oraz stosowanie przez niego ceł jako środka nacisku. Obaj obawiają się, że zbyt bliskie powiązania z postacią coraz częściej postrzeganą przez opinię publiczną, w tym przez ich wyborców, jako wrogą, mogą zaszkodzić ich wizerunkowi.

Agresywne działania Trumpa wobec Grenlandii „wykraczają daleko poza dyplomatyczną różnicę zdań” — stwierdził Bardella we wtorek w Parlamencie Europejskim, opisując groźby celne prezydenta USA jako „szantaż” i oskarżając go o próbę „wasalizacji” Europy.

Jordan Bardella podczas konferencji prasowej w Parlamencie Europejskim w Strasburgu we Francji, 20 stycznia 2026 r.

Jordan Bardella podczas konferencji prasowej w Parlamencie Europejskim w Strasburgu we Francji, 20 stycznia 2026 r.Ronald Wittek / PAP

W tym samym przemówieniu wezwał UE do uruchomienia tzw. bazooki handlowej, znanej również jako instrument przeciwdziałający przymusowi, co jest zgodne ze stanowiskiem jego rywala, prezydenta Emmanuela Macrona. To stawia Bardellę w sprzeczności z przywódczynią, do której od dawna czuje sympatię: Meloni, której rząd nadal opowiada się za podejściem „zachowajmy spokój i negocjujmy”.

Nawet skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), która kiedyś otwarcie popierała administrację Trumpa, teraz stara się zmodyfikować swoje stanowisko.

Ostrożność vs. zmiana retoryki

Populistyczni przywódcy sprawujący władzę postępują ostrożnie, doskonale zdając sobie sprawę z ryzyka zrażenia potężnego, ale nieprzewidywalnego sojusznika.

Meloni, której status „zaklinaczki Trumpa” podniósł jej międzynarodowy autorytet, jak dotąd powstrzymała się od bezpośredniej krytyki ofensywy prezydenta USA wobec suwerenności Europy.

Kiedy Trump ogłosił, że nałoży cła na sojuszników NATO, którzy sprzeciwili się jego posunięciu w sprawie Grenlandii, wyraźnie oszczędził Włochy, które krytykowały rozmieszczenie europejskich wojsk na terytorium arktycznym.

Podobnie, przemawiając w Davos, prezydent Karol Nawrocki, zagorzały zwolennik Trumpa, powiedział, że Stany Zjednoczone pozostają „bardzo ważnym sojusznikiem” jego kraju. Jednak nawet on wstrzymał się z formalnym przystąpieniem do promowanej przez prezydenta USA Rady Pokoju [choć wziął udział w jej inauguracji podczas forum w Davos]. Jeden z doradców Nawrockiego wyraził zaniepokojenie włączeniem prezydenta Rosji Władimira Putina do tej inicjatywy.

Prezydent Polski Karol Nawrocki podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii, 21 stycznia 2026 r.

Prezydent Polski Karol Nawrocki podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii, 21 stycznia 2026 r.AA/ABACA / PAP

W Parlamencie Europejskim zwolennicy węgierskiego premiera Viktora Orbana nadal dążą do nawiązania bliskich stosunków z Trumpem i bagatelizują groźby aneksji, argumentując, że Grenlandia jest kwestią wyłącznie między Danią a Stanami Zjednoczonymi.

„Wraz z prezydentem Donaldem Trumpem nadchodzi pokój” — napisał Orban trzy dni temu na X.

Natomiast skrajnie prawicowe postaci, które nadal dążą do objęcia wyższych stanowisk, dostosowały swoją retorykę.

We Francji Zjednoczenie Narodowe zawsze podchodziło do Trumpa z ostrożnością, starając się zachować zdrowy dystans. Jednak sam Bardella jeszcze w zeszłym miesiącu wypowiadał się pochlebnie o prezydencie USA, mówiąc w wywiadzie dla BBC, że Trump jest przykładem „wiatru wolności i dumy narodowej, który wieje w całej zachodniej demokracji”.

W tym samym wywiadzie Bardella wyraził uznanie dla sukcesów Trumpa w kraju i „z pewną życzliwością przyjął” moralne wsparcie udzielone nacjonalistycznym partiom europejskim w strategii bezpieczeństwa narodowego USA, kontrowersyjnym dokumencie powszechnie uznanym za kolejny gwóźdź do trumny tradycyjnego porządku świata.

Koniec przyjaźni?

Farage może pochwalić się długoletnią przyjaźnią z Trumpem, ponieważ prowadził kampanię na jego rzecz podczas wyborów prezydenckich w 2016 r., a później został zaproszony do Trump Tower jako jego osobisty gość.

W tym tygodniu populistyczny lider wyraźnie zdystansował się jednak od prezydenta USA, stwierdzając, że groźby Trumpa dotyczące Grenlandii stanowią „największe pęknięcie” w stosunkach transatlantyckich od czasu kryzysu sueskiego w 1956 r.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Przywódca Reform UK, który wyczuwa, że jego szanse rosną przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, jest dobrze znany z tego, że dostosowuje się do opinii publicznej, która pozostaje dość wrogo nastawiona wobec prezydenta USA.

Trump był niepopularny w Europie jeszcze przed ofensywą dotyczącą Grenlandii, nawet wśród zwolenników prawicowych partii populistycznych, które uważa za sojuszników, zgodnie z sondażem POLITICO przeprowadzonym we współpracy z Public First w listopadzie.

Zwolennicy Farage’a byli wyjątkiem, ale mimo to tylko 50 proc. respondentów popierających jego ugrupowanie miało pozytywne zdanie o Trumpie.

Obawy skrajnej prawicy rosną

Liderka francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen od dawna ostrzega swoich zwolenników przed zbyt głośnym popieraniem Trumpa.

Chociaż amerykański prezydent jest ideologicznie bliski jej partii w niektórych kwestiach, przede wszystkim w sprawie migracji, ingerencja Trumpa w politykę wewnętrzną Francji zirytowała tę doświadczoną polityczkę.

Po ognistej przemowie wiceprezydenta USA J.D. Vance’a podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium w zeszłym roku, w której skrytykował on długoletnią politykę partii centrowych przeciwko współpracy ze skrajną prawicą, ostrzegła ona swoich zwolenników przed świętowaniem oczywistego zwycięstwa ich obozu.

Mimo to czołowe postaci partii również szukały inspiracji u Trumpa i starały się naśladować niektóre z posunięć jego ruchu.

We wrześniu ubiegłego roku jej były partner i wiceprzewodniczący RN Louis Aliot, który udał się do Stanów Zjednoczonych na inaugurację Trumpa, wygłosił porywającą mowę na temat demokracji i wolności słowa podczas spotkania partyjnego w Bordeaux. Oddał wówczas hołd zamordowanemu amerykańskiemu prawicowemu działaczowi Charliemu Kirkowi — postaci, o której przed jego zabójstwem praktycznie nikt we Francji nie słyszał. Wywołał on wtedy burzę oklasków wśród tłumu.

Obecnie skrajnie prawicowi politycy mogą słusznie obawiać się, że powoływanie się na Trumpa przyniesie im gwizdy zamiast oklasków.