To, czy porozumienie, o którym powiedział prezydent USA, faktycznie istnieje, pozostaje kwestią otwartą w Waszyngtonie przyzwyczajonym do stylu Trumpa „najpierw ogłoś, potem negocjuj”.

Jednak dyplomatom i doradcom w USA (oraz w Europie, a zwłaszcza w Danii) wiadomość ta pozwoliła na zbiorowe — choć ostrożne — odetchnięcie.

Pierwszy wykonał, gdy ze sceny Światowego Forum Ekonomicznego wykluczył użycie siły militarnej w celu przejęcia ogromnego, półautonomicznego terytorium duńskiego, które przedstawiał jako kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

Kilka godzin później, po spotkaniu z Markiem Rutte — szefem NATO, który podobno nazywa Trumpa „tatusiem” — prezydent USA całkowicie zmienił kurs.

Żadnej siły. Żadnych ceł. Zamiast tego „ramy”.

Trump zrezygnował z taryf, którymi groził ośmiu krajom europejskim — w tym Danii i Niemcom — natychmiast po spotkaniu z Rutte.

„Stworzyliśmy ramy przyszłego porozumienia” — ogłosił amerykański prezydent na Truth Social.

„Rozejm” w wojnie Trumpa

Rynki się odbiły, a europejscy przywódcy pospiesznie powitali tę przerwę, ale znawcy tematu pozostają sceptyczni.

Pomimo ulgi dyplomaci i analitycy w stolicach różnych krajów prywatnie zadają to samo pytanie: jakie ramy? Jaka umowa?

Anonimowy wysoki rangą zachodni urzędnik w rozmowie z Kyiv Post wyraził się bardziej dosadnie: — To klasyczny Trump — najpierw ogłasza zwycięstwo, a potem negocjuje.

— Zmiana kursu zajęła mu tylko kilka godzin — powiedział inny europejski dyplomata, dodając jednak, że sojusz „wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie ustępstw w kwestii suwerenności. Bezpieczeństwo — tak. Kapitulacja — nie”.

Perspektywa europejska

W Danii ulga była widoczna, ale krucha. „Dzień kończy się lepiej, niż się zaczął” — stwierdził duński minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen w duńskim radiu. „Trump twierdzi, że nie zaatakuje Grenlandii… a wojna celna została zawieszona. To pozytywna wiadomość”.

Rasmussen dodał jednak ostrzeżenie: przywódcy nadal muszą „usiąść i zastanowić się, jak możemy rozwiązać amerykańskie obawy dotyczące bezpieczeństwa w Arktyce, szanując jednocześnie granice Królestwa Danii”.

Ten sceptycyzm odbił się echem na całym kontynencie: z zadowoleniem przyjęto zawieszenie broni, ale nie ma wiary w trwałość porozumienia.

Włoska premier Giorgia Meloni pochwaliła zawieszenie ceł, ale podkreśliła, że „konieczne jest dalsze wspieranie dialogu”.

W Berlinie wicekanclerz Lars Klingbeil dwukrotnie wezwał do powściągliwości. — To dobrze, że [Dania i USA] prowadzą dialog — powiedział — ale musimy trochę poczekać i nie robić sobie zbyt wczesnych nadziei. Istnieje integralność i suwerenność państwa, a to się nie zmieni.

Zwycięska runda a rzeczywistość

Trump ze swojej strony ogłasza całkowite zwycięstwo. — To porozumienie, z którego wszyscy są zadowoleni — stwierdził. — Dostaliśmy wszystko, czego chcieliśmy, zwłaszcza prawdziwe bezpieczeństwo narodowe.

Nie ma jednak żadnych szczegółów. Rzeczniczka NATO Allison Hart powiedziała, że negocjacje będą się teraz koncentrować na zapewnieniu, aby Rosja i Chiny „nigdy nie zdobyły przyczółka — gospodarczego ani militarnego — w Grenlandii”.

Według Trumpa porozumienie może dotyczyć praw do wydobycia minerałów, a nawet roli Grenlandii w proponowanym przez niego systemie obrony przeciwrakietowej Złota Kopuła.

— To trochę skomplikowane — przyznał.

Prywatnie urzędnicy i eksperci polityczni twierdzą, że „skomplikowanie” jest eufemizmem oznaczającym niejasność.

Paul Poast z Chicago Council on Global Affairs zasugerował znaną formułę Trumpa: — Umowa typu „dzierżawa”, w ramach której Dania ma ostateczną suwerenność, Stany Zjednoczone mają kontrolę, a NATO zapewnia potencjał wojskowy… Pozwala to na twierdzenia o zawarciu umowy i porozumienia, ale szczegóły są niejasne — powiedział Kyiv Post.

Inny wysoki rangą zachodni urzędnik opisał to bardziej dosadnie: — Wygląda to mniej na porozumienie, a bardziej na zawieszenie broni w wojnie Trumpa.

Jeśli chodzi o dyplomację Trumpa w mediach społecznościowych, Poast zauważył: — To coś, co robił dość często. Wiele z jego „listów handlowych” zostało wysłanych za pośrednictwem mediów społecznościowych. To nowa forma starej metody dyplomacji — pisemnego oświadczenia.

Efekt Rutte

Na korytarzach w Davos pobrzmiewa ważne pytanie: czy Mark Rutte złamał kod (do Trumpa)?

Po tygodniach gróźb Trump nagle wyszedł z tego jednego spotkania (z szefem NATO) w pojednawczym nastroju. — Jeśli przekonał go gdzieś na marginesie wizyty przy przekąskach — zażartował jeden z dyplomatów — Rutte zasługuje na Nagrodę Nobla.

Alternatywne wyjaśnienie: Trump potrzebował drogi ucieczki tylnymi drzwiami. Miał przed sobą wrogie sojusze, buntujące się rynki obligacji i zjednoczoną Europę, która nie chciała zrezygnować z suwerenności.

Sojusznicy z NATO ugięli kolana w kwestii wydatków na obronę, ale w sprawie Grenlandii nie zamierzali ustępować dalej.

— Trump zdał sobie sprawę, że może wywołać chaos, ale nie może wygrać — powiedział wysoki rangą urzędnik UE.

Ekonomia miała równie duże znaczenie jak geopolityka. Jak zauważył ekonomista Atlantic Council Josh Lipsky, obawy przed wojną handlową między USA a UE spowodowały wzrost rentowności obligacji.

— Wraz z gwałtownym wzrostem oprocentowania kredytów hipotecznych, Trump znów pokazał, że jest wrażliwy na rynki obligacji — stwierdził Lipsky.

Premier Holandii Dick Schoof z zadowoleniem przyjął „deeskalację”, ale Bruksela nie jest gotowa, aby zrezygnować z czujności.

— Europa czuje się wypalona przez tę zmienność — ostrzegł Lipsky. — Chce zobowiązań, które nie znikną przed następnym weekendem.

Blizny po polityce ryzykownych posunięć

Nawet jeśli dojdzie do trwałego porozumienia, dyplomatyczne szkody już zostały wyrządzone. Tressa Guenov z Atlantic Council ostrzegła, że kampania nacisków może podważyć wysiłki samego Trumpa, aby skłonić sojuszników do przeznaczenia pięciu proc. PKB na obronność.

Najostrzejszą krytykę wyraził doświadczony amerykański dyplomata Dan Fried. Argumentował, że Trump słusznie wykluczył użycie siły, ale nadal sugerował, że potęga uzasadnia posiadanie — doktryna, która „legitymizowałaby każdego agresora”.

Fried przypomniał Waszyngtonowi, że duńscy żołnierze zginęli, walcząc u boku USA po 11 września.

„Nie można odnieść zwycięstwa w sprawie wydatków obronnych NATO”, napisał (na łamach Atlantic Council) Fried, „a następnie domagać się zgody na agresję wobec innego członka NATO”.

Milcząca strona

Jedno głos pozostaje wyraźnie nieobecny: Nuuk.

Grenlandia została w dużej mierze odsunięta na bok.

— Grenlandia została odsunięta na bok w rozmowach dotyczących jej własnej przyszłości — skarżył się prywatnie jeden z duńskich parlamentarzystów. — To nie potrwa długo.

Wysoki rangą zachodni urzędnik ujął to bardziej dosadnie: — Można zawierać umowy z sojusznikami. Nie można jednak zawierać umów dotyczących ludzi bez ich udziału.

Gra na czas?

Trump nazywa to „wiecznością”. Europejczycy nazywają to tymczasowością.

To, co wydarzyło się w Davos, może nie być końcem kryzysu grenlandzkiego — a jedynie przejściem do nowej, spokojniejszej fazy.

Siła nie wchodzi w grę, a cła są wstrzymane, ale ramy pozostają szkicowe, a głos Grenlandczyków nadal nie jest brany pod uwagę.

W świecie Trumpa ogłoszenie porozumienia jest często łatwiejsze niż jego zawarcie.

Jak ujął to w środę wieczorem jeden z wyczerpanych europejskich urzędników: — Nie rozwiązaliśmy problemu Grenlandii. Przetrwaliśmy go.